08.04.2026, 11:37 ✶
Flint zmrużył oczy, obracając w głowie to, co powiedziała Lorraine. Bluźnierstwo? Przekręcił głowę w bok, a później uśmiechnął się, pozwalając włosom opaść na srebrne oczy. Był to uśmiech bardzo charakterystyczny, czytelny kiedy byłeś jego przyjacielem, a Lorraine przecież jego przyjaciółką była: wiedziała więc, że mężczyzna zbył ją pełnym serdeczności spojrzeniem, ale w rzeczywistości było ono puste. Bo Flint nie kłamał, a skoro nie mógł kłamać, zdarzało mu się w taki właśnie sposób unikać rozmów, których prowadzić nie chciał, bo widział w nich bardzo duże pole do niezgody i zaczynał robić coś, z czym trudno go było nie kojarzyć.
Odpływał.
Flint często odpływał. Uciekał gdzieś spojrzeniem i widać po nim było, że przebywa poza rozmową. Wiał fizycznie i metaforycznie za ocean, byle tylko nie wchodzić z własną żoną w dialogi, których zapewne się głęboko bał. Tak też – za pomocą odpływania – potrafił przeobrazić się z kogoś na kim można było polegać, w kim można było szukać oparcia, w człowieka odległego. Wtedy też uwypuklał swoją męskość, a ta nie była przecież czymś oczywistym. Śliczny jak młodziutka dziewczyna, z delikatnymi rysami. Natura nie poskąpiła mu delikatności, ale kultura nie poskąpiła mu męskich wzorców. Tak też człowiek z niesamowitym darem twórczym, co niejednokrotnie udowodnił pisząc pieśni pochwalne Matce, był dla osób niewierzących i odległych bogom kimś, kto pisał głównie o sobie. O wielkich, marynarskich przygodach, o pięknych kobietach z ciepłych stron będących podporą jego ego, o syrenach machających do niego z oddali, o duchach usuwanych z tego świata na wezwanie samego boga, którego on (bo któż inny) słyszał w swojej głowie. Może mugole rozumieli to lepiej? Przecież uczynili swoich bogów i ich synów mężczyznami.
Ten wizerunek mu pasował. Nie chciał jej zaprzeczać, bo to obdarłoby go z czegoś, co budował latami – jego maski, jego skorupy – był hipokrytą tkającym tę ułudę, a w rzeczywistości wcale nie uważał, że kobiety „powinny” cokolwiek. Wcale nie myślał teraz, że Malfoy miałaby się z nim nie zgodzić, wręcz przeciwnie. Po prostu… nie chciał, żeby inni wiedzieli, jakie naprawdę jest jego serce.
Wszyscy byli szczęśliwsi, kiedy mógł odpływać.
Zamiast się tym zadręczać, patrzył jak Lorraine przesuwa palcem po urnie, którą miał zbadać. Nie był zimny ani nieczuły w swojej bliskości – pozwolił delikatnej twarzy opaść na swoje ramię, a nawet otoczył dziewczynę ręką, w uspokajający sposób przesuwając palcami po fali jej włosów. Flint był człowiekiem ciepłym. Nawet srebrne, chore oczy nie pozwoliły przyćmić urody jego matki, która nosiła w sobie gorąco słońca i piasku Kairu, tylko jego serce zdawało się rzadko wyrywać w jakimkolwiek kierunku ponad braterską miłość.
– Nie pasuje do ciebie do końca – przyznał jej, mierząc ją spojrzeniem i nie kryjąc rozbawienia. Lorraine jawiła mu się jako ktoś, kogo ludzie prosili o to, żeby przebywać w jego obecności. Samo to, że ktoś o jej aurze chciał mieć cię przy sobie i obdarowywał uśmiechem czynił dzień lepszym. – To nie runy. Niezwykły ten napis – zamrugał, kiedy dostrzegł litery, których sensu nie powinien znać, ale przecież pewne rzeczy czuł – obcy, ale nie w sensie „daleki”, ani „pozaziemski” – jest sztuczny. Nie wiem, czy wiesz co mam na myśli? Znalazłaś podobny alfabet, bo ktokolwiek stworzył ten, inspirował się alfabetami, które były mu znane. Gdyby to był znany język, to bym go poznał, a ja znam tylko litery. Miałem już z czymś takim do czynienia, na kontynencie. Członkowie pewnego zakonu stworzyli do komunikowania się pomiędzy sobą język nazywany językiem zatrzymania. Takie praktyki nie są zbyt popularne, ale sporadycznie wykorzystują je ugrupowania pragnące, aby nikt nie odkrył ich sekretów. Mogliby korzystać z szyfrów, ale szyfry… sama wiesz przecież, to nie jest to samo – nie dają ci tego, hm – pstryknął palcami, poszukując we własnej głowie odpowiedniego słowa – jakże się na to mówi po angielsku? Po łacinie jest sequi, secare. Sekta? Chodzi o ludzi, którzy się odcinają od głównego nurtu. Idą za jakimś charyzmatycznym przywódcą i świata ani prawdy poza nim nie widzą. Szyfry nie dają ci tego samego uniesienia, co całkowicie nowy twór znany tylko wam. – Przechylił głowę na drugi bok, zmrużył oczy, badawczo przesuwając spojrzeniem po inskrypcji wyrytej pod samym wiekiem. – Subiekt reaguje na wezwanie. Jeśli odpowie - otwórz. – A później opuścił spojrzenie. – A to pod spodem to nie wiem. Może to imię? – Ścisnął wargi w wąską linię. Odwróciłby się, coby spojrzeć jej w oczy, ale przecież nie mógł w tej pozycji. – Co zamierzasz z nim zrobić? – Pytanie płynęło z czystej, ludzkiej ciekawości. Nie ulegało jednak wątpliwości, że gdyby przedmiot okazał się nawiedzony, spróbowałby narzucić jej własną wolę. Właściwie, to chociaż rzadko czegokolwiek się domagał, gdyby miał o coś prosić, chętnie przyjąłby ten przedmiot wraz z resztą naczyń. Tylko, że oboje mieli z tym słowem pewien problem.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Odpływał.
Flint często odpływał. Uciekał gdzieś spojrzeniem i widać po nim było, że przebywa poza rozmową. Wiał fizycznie i metaforycznie za ocean, byle tylko nie wchodzić z własną żoną w dialogi, których zapewne się głęboko bał. Tak też – za pomocą odpływania – potrafił przeobrazić się z kogoś na kim można było polegać, w kim można było szukać oparcia, w człowieka odległego. Wtedy też uwypuklał swoją męskość, a ta nie była przecież czymś oczywistym. Śliczny jak młodziutka dziewczyna, z delikatnymi rysami. Natura nie poskąpiła mu delikatności, ale kultura nie poskąpiła mu męskich wzorców. Tak też człowiek z niesamowitym darem twórczym, co niejednokrotnie udowodnił pisząc pieśni pochwalne Matce, był dla osób niewierzących i odległych bogom kimś, kto pisał głównie o sobie. O wielkich, marynarskich przygodach, o pięknych kobietach z ciepłych stron będących podporą jego ego, o syrenach machających do niego z oddali, o duchach usuwanych z tego świata na wezwanie samego boga, którego on (bo któż inny) słyszał w swojej głowie. Może mugole rozumieli to lepiej? Przecież uczynili swoich bogów i ich synów mężczyznami.
Ten wizerunek mu pasował. Nie chciał jej zaprzeczać, bo to obdarłoby go z czegoś, co budował latami – jego maski, jego skorupy – był hipokrytą tkającym tę ułudę, a w rzeczywistości wcale nie uważał, że kobiety „powinny” cokolwiek. Wcale nie myślał teraz, że Malfoy miałaby się z nim nie zgodzić, wręcz przeciwnie. Po prostu… nie chciał, żeby inni wiedzieli, jakie naprawdę jest jego serce.
Wszyscy byli szczęśliwsi, kiedy mógł odpływać.
Zamiast się tym zadręczać, patrzył jak Lorraine przesuwa palcem po urnie, którą miał zbadać. Nie był zimny ani nieczuły w swojej bliskości – pozwolił delikatnej twarzy opaść na swoje ramię, a nawet otoczył dziewczynę ręką, w uspokajający sposób przesuwając palcami po fali jej włosów. Flint był człowiekiem ciepłym. Nawet srebrne, chore oczy nie pozwoliły przyćmić urody jego matki, która nosiła w sobie gorąco słońca i piasku Kairu, tylko jego serce zdawało się rzadko wyrywać w jakimkolwiek kierunku ponad braterską miłość.
– Nie pasuje do ciebie do końca – przyznał jej, mierząc ją spojrzeniem i nie kryjąc rozbawienia. Lorraine jawiła mu się jako ktoś, kogo ludzie prosili o to, żeby przebywać w jego obecności. Samo to, że ktoś o jej aurze chciał mieć cię przy sobie i obdarowywał uśmiechem czynił dzień lepszym. – To nie runy. Niezwykły ten napis – zamrugał, kiedy dostrzegł litery, których sensu nie powinien znać, ale przecież pewne rzeczy czuł – obcy, ale nie w sensie „daleki”, ani „pozaziemski” – jest sztuczny. Nie wiem, czy wiesz co mam na myśli? Znalazłaś podobny alfabet, bo ktokolwiek stworzył ten, inspirował się alfabetami, które były mu znane. Gdyby to był znany język, to bym go poznał, a ja znam tylko litery. Miałem już z czymś takim do czynienia, na kontynencie. Członkowie pewnego zakonu stworzyli do komunikowania się pomiędzy sobą język nazywany językiem zatrzymania. Takie praktyki nie są zbyt popularne, ale sporadycznie wykorzystują je ugrupowania pragnące, aby nikt nie odkrył ich sekretów. Mogliby korzystać z szyfrów, ale szyfry… sama wiesz przecież, to nie jest to samo – nie dają ci tego, hm – pstryknął palcami, poszukując we własnej głowie odpowiedniego słowa – jakże się na to mówi po angielsku? Po łacinie jest sequi, secare. Sekta? Chodzi o ludzi, którzy się odcinają od głównego nurtu. Idą za jakimś charyzmatycznym przywódcą i świata ani prawdy poza nim nie widzą. Szyfry nie dają ci tego samego uniesienia, co całkowicie nowy twór znany tylko wam. – Przechylił głowę na drugi bok, zmrużył oczy, badawczo przesuwając spojrzeniem po inskrypcji wyrytej pod samym wiekiem. – Subiekt reaguje na wezwanie. Jeśli odpowie - otwórz. – A później opuścił spojrzenie. – A to pod spodem to nie wiem. Może to imię? – Ścisnął wargi w wąską linię. Odwróciłby się, coby spojrzeć jej w oczy, ale przecież nie mógł w tej pozycji. – Co zamierzasz z nim zrobić? – Pytanie płynęło z czystej, ludzkiej ciekawości. Nie ulegało jednak wątpliwości, że gdyby przedmiot okazał się nawiedzony, spróbowałby narzucić jej własną wolę. Właściwie, to chociaż rzadko czegokolwiek się domagał, gdyby miał o coś prosić, chętnie przyjąłby ten przedmiot wraz z resztą naczyń. Tylko, że oboje mieli z tym słowem pewien problem.
Myślę, że możesz dopiąć to swoim postem?
@Lorraine Malfoy
@Lorraine MalfoyMatka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr