04.04.2026, 19:19 ✶
Filuterne uniósł brew. Tak, miał w sobie dużo smutku, nierozwianych wątpliwości, prześladującego stresu i podejrzliwości, ale coraz częściej zdawał się odnajdywac równowagę w pozwalaniu sobie na dopuszczenie stłamszonego, chłopięcego ja do sterów obsypanego opiłkami złota rodzinnego tworu, który zdarzało mu się nazywać 'ja'.
- Błagam cię, szanujmy się - wywrócił oczyma i, gdyby nie fakt, że ich kolor pozostawał niepodważalnie niebieski, długie, brązowe rzęsy zdawały się przebarwiać tęczówki na ciemniejszą, bliźniaczą barwę - Mówię o powaznych kwestiach, a nie podrzędnych czynnościach. Wszyscy mamy swoją rolę w społeczeństwie, jakbym wykonywał każdą, jedną pracę dawno przestałbym nazywac się człowiekiem, czy to cecha boska, nie jestem pewien, nigdy żadnego bóstwa nie spotkałem. Jeszcze. Ale nawet bogowie i istoty czczone przez obrzędy religijne wydają się mieć swoje role, możliwe, że to kwestia naszego, przyziemnego ograniczenia. Aczkolwiek - uniósł szklankę w geście toastu - odbiorę twój półżart jako komplement - wziął łyk z kieliszka delektując się słodyczą swojej własnej narracji.
- Nie mam skrzatów, już nie. Wolę być z dla od tego typu kontrowersji. W domu też mamy zatrudnionych ludzi, właściwie już od czasów mojego dziadka. Mają swoje miejsce do spania, mieszkania i tak dalej, dostają wypłaty, są specjalistami w dziedzinie, a co więcej, są przyjemni dla oka. Za pracę płace, bo rozumiem, że musi być zrobiona. Każdy ma swoją, na która poświęca wolny czas, który też jest walutą - jego ekonomiczne tło wpływało mocno na decyzje w zyciu personalnym, choć oddzielał pracę od życia prywatnego. Przynajmniej się starał, pomimo dość intensywnych opinii na temat powiązań rodziny, dziedzictwa i Ministerstwa.
- Rozumiem - zamruczał zdeka ostrzegająco, jak kot, który potrzebuje się uspokoić w towarzystwie przebodźcowującego otoczenia - Samokrytyka to dobra cecha, tak samo jak rozumienie swojej wartości, nie miałbym ci niczego do zarzucenia, aczkolwiek uważam, że własna perspektywa przysłania ci jasność odpowiedzi w tej kwestii. Mam całkowicie inne postrzeganie, co wywodzi się z różnic w wychowaniu, otoczeniu i innych, istotnych drobiazgów. Ja nie jestem stróżem prawa i porzadku, moje obowiązki, choć istotne, nie przenoszą się na życie prywatne, toteż przeżywam swoje własne tragedie i smutki, i uważam je za centrum mojego małego wszechświata, nie wszystko potrzebuje spojrzenia na całość przedstawianego obrazu, czasem lepiej skupić się na jednej ze scen, szczególe, aby nie oszaleć - nie był pewien czy to zderzenie się opinii, bądź postrzegania mógłby zakwalifikować jako kłótnię, bardziej 'stanowczą rozmowę, odbytą za pomocą użycia niestanowczych słów'; bo jak inaczej powiedzieć mężczyźnie o energii dużego, uroczego psa o długiej siersci 'nie wszystko skupia się na tobie'?
Nie patrzył na Longbottoma, przez idealnie wypucowaną szybę spoglądał na podjazd, gdzie wciąż trwała praca. Pakowane przedmioty i bibeloty wydawały się topnieć w promieniach brzasku; uświadomił sobie, że mężczyźni byli męczący, ich skupienie na własnym komforcie, brak intuicyjnej empatii poczynała mu przeszkadzać. Nawet najmilsi okazywali się zainfekowani pewnego rodzaju zarozumieniem, czy on też taki był? bez wątpienia. Odłożył tę myśl na dogodniejszą chwilę, bo zbliżył się niebezpiecznie do gruntu rozumienia swojej własnej siostry i matki. Przerażający koncept.
Nie powstrzymał gorzkiego chichotu, przymrużył oczy, gdy blask dnia uderzył w jasne tęczówki podkreslając ich spirytystyczną szarość, uśpiony bezkres oceanu.
- Wybacz, ale mam wrażenie, że będę te rozmowę odbywał jeszcze wiele razy. Nie całą, ale tę o różnych wyobrażeniach dobra i przyszłości. Pozwólny ludziom być innymi, nie ma w tym nic złego. Przerażającym byłoby, gdybysmy wszyscy byli bezmyślnymi kopiami, czyż nie? Konflikt to naturalny stan rzeczy, przynajmniej tak można przeczytać w historycznych księgach. Diabeł tkwi, znów, w szczegółach. Różnice opinii można przedyskutowac, znaleźć wspólny grunt, zaprojektować narzędzia dla obywateli, aby zajeli się odbudową i pracą, bez której przetrwanie w systemie nie istnieje. Ideologia stanie się wtedy drugorzędna, gdy pierwotna mysl o zaspokojeniu podstawowych potrzeb będzie nagląca. Do tego prowadzi konflikt i wojna - spojrzał na niego ponownie i z rozczarowaniem zauważył, że własny kieliszek opróżnił szybciej niż by chciał. Dolał sobie i towarzyszowi, jeżeli była taka potrzeba.
- Zdrowa? Cóż, znów wracamy do kwestii perspektywy. Ja oddzielam pracę od życia prywatnego, swoją przynalezność do Ministerstwa również, choć nie zaprzeczam przy tym swoim korzeniom, czy ty też jesteś w stanie to zrobić? Czy może projektujesz swoje własne lęki na mnie? - pierwszy, bardzo prostolinijny zarzut, padł z jego ust tak samo naturalnie jak każdy, skryty pod latami wyuczanej charyzmy komplement, jak opadające na bruk pierwsze, jesienne liście.
- Moje zdanie nic nie zmieni, to meritum sprawy, akcje natomiast, już tak. Moje zdanie się nie liczy, liczy się czy jako trybik w systemie okaże się użyteczny, jak mówiłem, wszyscy mamy rolę, w kontekście pracy, społeczeństwa, rodziny, et certa. Zmiany to kwestia czasu, pokoleń, jeżeli mamy je zacząć, musimy to rozumieć. Pogodzić się, że możemy nie pomóc wszystkim tym, których znamy, którzy dzielą z nami ten krótki czas, w którym istniejemy na linii czasowej dziejów - osttnia kropla wina skapneła z butelki do wypełnionej do połowy szklanej zastawy.
- Nie planujesz, a jednak jesteś tu, w mojej kamienicy, brylujesz w najdogodniejszym towrzystwie - skromność zostawił w czasie przeszłym, tak samo jak omamiające zmysły komplementy, najwyraźniej, ukazując chłodniejsze barwy swojej osoby - Nie mamy dużo czasu, będę zabierał tę część rzeczy, gdy skończą być pazkowane. Zabierzesz się z nami, prawda? Czuję się w obowiązku, aby odstawić cię do domu, skoro już pojawiłeś się w moim progu - uśmiechnął się delikatnie.
- Błagam cię, szanujmy się - wywrócił oczyma i, gdyby nie fakt, że ich kolor pozostawał niepodważalnie niebieski, długie, brązowe rzęsy zdawały się przebarwiać tęczówki na ciemniejszą, bliźniaczą barwę - Mówię o powaznych kwestiach, a nie podrzędnych czynnościach. Wszyscy mamy swoją rolę w społeczeństwie, jakbym wykonywał każdą, jedną pracę dawno przestałbym nazywac się człowiekiem, czy to cecha boska, nie jestem pewien, nigdy żadnego bóstwa nie spotkałem. Jeszcze. Ale nawet bogowie i istoty czczone przez obrzędy religijne wydają się mieć swoje role, możliwe, że to kwestia naszego, przyziemnego ograniczenia. Aczkolwiek - uniósł szklankę w geście toastu - odbiorę twój półżart jako komplement - wziął łyk z kieliszka delektując się słodyczą swojej własnej narracji.
- Nie mam skrzatów, już nie. Wolę być z dla od tego typu kontrowersji. W domu też mamy zatrudnionych ludzi, właściwie już od czasów mojego dziadka. Mają swoje miejsce do spania, mieszkania i tak dalej, dostają wypłaty, są specjalistami w dziedzinie, a co więcej, są przyjemni dla oka. Za pracę płace, bo rozumiem, że musi być zrobiona. Każdy ma swoją, na która poświęca wolny czas, który też jest walutą - jego ekonomiczne tło wpływało mocno na decyzje w zyciu personalnym, choć oddzielał pracę od życia prywatnego. Przynajmniej się starał, pomimo dość intensywnych opinii na temat powiązań rodziny, dziedzictwa i Ministerstwa.
- Rozumiem - zamruczał zdeka ostrzegająco, jak kot, który potrzebuje się uspokoić w towarzystwie przebodźcowującego otoczenia - Samokrytyka to dobra cecha, tak samo jak rozumienie swojej wartości, nie miałbym ci niczego do zarzucenia, aczkolwiek uważam, że własna perspektywa przysłania ci jasność odpowiedzi w tej kwestii. Mam całkowicie inne postrzeganie, co wywodzi się z różnic w wychowaniu, otoczeniu i innych, istotnych drobiazgów. Ja nie jestem stróżem prawa i porzadku, moje obowiązki, choć istotne, nie przenoszą się na życie prywatne, toteż przeżywam swoje własne tragedie i smutki, i uważam je za centrum mojego małego wszechświata, nie wszystko potrzebuje spojrzenia na całość przedstawianego obrazu, czasem lepiej skupić się na jednej ze scen, szczególe, aby nie oszaleć - nie był pewien czy to zderzenie się opinii, bądź postrzegania mógłby zakwalifikować jako kłótnię, bardziej 'stanowczą rozmowę, odbytą za pomocą użycia niestanowczych słów'; bo jak inaczej powiedzieć mężczyźnie o energii dużego, uroczego psa o długiej siersci 'nie wszystko skupia się na tobie'?
Nie patrzył na Longbottoma, przez idealnie wypucowaną szybę spoglądał na podjazd, gdzie wciąż trwała praca. Pakowane przedmioty i bibeloty wydawały się topnieć w promieniach brzasku; uświadomił sobie, że mężczyźni byli męczący, ich skupienie na własnym komforcie, brak intuicyjnej empatii poczynała mu przeszkadzać. Nawet najmilsi okazywali się zainfekowani pewnego rodzaju zarozumieniem, czy on też taki był? bez wątpienia. Odłożył tę myśl na dogodniejszą chwilę, bo zbliżył się niebezpiecznie do gruntu rozumienia swojej własnej siostry i matki. Przerażający koncept.
Nie powstrzymał gorzkiego chichotu, przymrużył oczy, gdy blask dnia uderzył w jasne tęczówki podkreslając ich spirytystyczną szarość, uśpiony bezkres oceanu.
- Wybacz, ale mam wrażenie, że będę te rozmowę odbywał jeszcze wiele razy. Nie całą, ale tę o różnych wyobrażeniach dobra i przyszłości. Pozwólny ludziom być innymi, nie ma w tym nic złego. Przerażającym byłoby, gdybysmy wszyscy byli bezmyślnymi kopiami, czyż nie? Konflikt to naturalny stan rzeczy, przynajmniej tak można przeczytać w historycznych księgach. Diabeł tkwi, znów, w szczegółach. Różnice opinii można przedyskutowac, znaleźć wspólny grunt, zaprojektować narzędzia dla obywateli, aby zajeli się odbudową i pracą, bez której przetrwanie w systemie nie istnieje. Ideologia stanie się wtedy drugorzędna, gdy pierwotna mysl o zaspokojeniu podstawowych potrzeb będzie nagląca. Do tego prowadzi konflikt i wojna - spojrzał na niego ponownie i z rozczarowaniem zauważył, że własny kieliszek opróżnił szybciej niż by chciał. Dolał sobie i towarzyszowi, jeżeli była taka potrzeba.
- Zdrowa? Cóż, znów wracamy do kwestii perspektywy. Ja oddzielam pracę od życia prywatnego, swoją przynalezność do Ministerstwa również, choć nie zaprzeczam przy tym swoim korzeniom, czy ty też jesteś w stanie to zrobić? Czy może projektujesz swoje własne lęki na mnie? - pierwszy, bardzo prostolinijny zarzut, padł z jego ust tak samo naturalnie jak każdy, skryty pod latami wyuczanej charyzmy komplement, jak opadające na bruk pierwsze, jesienne liście.
- Moje zdanie nic nie zmieni, to meritum sprawy, akcje natomiast, już tak. Moje zdanie się nie liczy, liczy się czy jako trybik w systemie okaże się użyteczny, jak mówiłem, wszyscy mamy rolę, w kontekście pracy, społeczeństwa, rodziny, et certa. Zmiany to kwestia czasu, pokoleń, jeżeli mamy je zacząć, musimy to rozumieć. Pogodzić się, że możemy nie pomóc wszystkim tym, których znamy, którzy dzielą z nami ten krótki czas, w którym istniejemy na linii czasowej dziejów - osttnia kropla wina skapneła z butelki do wypełnionej do połowy szklanej zastawy.
- Nie planujesz, a jednak jesteś tu, w mojej kamienicy, brylujesz w najdogodniejszym towrzystwie - skromność zostawił w czasie przeszłym, tak samo jak omamiające zmysły komplementy, najwyraźniej, ukazując chłodniejsze barwy swojej osoby - Nie mamy dużo czasu, będę zabierał tę część rzeczy, gdy skończą być pazkowane. Zabierzesz się z nami, prawda? Czuję się w obowiązku, aby odstawić cię do domu, skoro już pojawiłeś się w moim progu - uśmiechnął się delikatnie.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦