Skrzywił się wyraźnie, no bo może i uważał że odrobinę przesadzała z tym poltergeistem, ale faktycznie wymienione przez nią przypadłości, wcale do najprzyjemniejszych nie należały. Jemu chyba się jeszcze ani razu nie zdarzyło, żeby natknął się na działalność śmigającego po Londynie urwisa, ale to może lepiej, biorąc pod uwagę jak działało mu na nerwy mieszanie magią dookoła niego.
Ruszyli w końcu dalej, a Victoria nawet wyszła im naprzeciw i znaleźli się w trójkę pod latarnią. Lepiej trafić nie mogli, bo ciepłe światło, które rozlewało się kręgiem dookoła, znakomicie pozwalało dopatrzeć się siniaka który rozkwitał na twarzy Brenny. I pewnie jakichś niewytartych do końca śladów krwi też. Atreus zaciągnął się na nowo papierosem, jak gdyby nigdy nic. Brenna mówiła, a on patrzył. Spoglądał na Victorię, może trochę zastanawiając się nad jej reakcją, chociaż nie to że jakoś przesadnie mu zależało na tym, żeby się teraz jakoś nie uniosła. A ten cwaniacki wyraz twarzy, cóż, gdzieś mu po drodze zniknął.
- No sama mi weszłaś pod rękę, było się nie wtrącać - mruknął, niby bardziej do siebie niż do nich, ale przecież stali tak blisko że nie dało się nie usłyszeć tego narzekania.
- Nie ma. Po prostu tam wejdziemy i nie ma co się nad tym rozwodzić - nie mieli informacji, które miał im dostarczyć informator, więc musieli sobie teraz radzić na swój sposób. Póki nikt ich nie przyłapie na rzucaniu czarów, przynajmniej jeśli chodziło o mugoli, to i tak nie mieli się o co martwić aż tak. Zawsze mogli się wylegitymować oznakami i ewentualnie dostaliby wtedy pouczenie od szanownego państwa szefostwa, gdyby ktoś zgłosił skargę, ale nic więcej.