04.04.2026, 09:22 ✶
Oparł się wygodnie na krześle, w ręku trzymał kieliszek z brandy, a na jego twarzy malowało się rosnące zainteresowanie słowami Jonathana. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego kuzyn nie był ślepy. Od czasu spotkania w rezerwacie smoków Rowle'ów, znał dobrze jego opinię, której zresztą wcześniej się spodziewał. Selwyn miał serce po dobrej stronie. Robertowi czasem zdarzało się zapominać, że takich ludzi było więcej niż myślał. W Wizengamocie dominowały prawica i zachowawcze do bólu, silnie prawicujące centrum. Woleli często kłócić się o kwestie światopoglądowe, bo to było łatwiejsze niż prawdziwe działanie.
– Oczywiście, że będą sobie pozwalać, bo istnieje na to przyzwolenie. Słyszałem, że Bulstrode stara się coś tam zdziałać z ściganiem winnych, ale na brodę Merlina, mamy już październik. Azkaban powinien być wypełniony tymi skurwysynami, a prace renowacyjne trwać w najlepsze. A co mamy zamiast tego? Bankiety! Nie zrozum mnie źle, Ekstaza Merlina to ważne wydarzenie dla naszej rodziny, ale czy naprawdę wypada, żebyśmy bawili się w najlepsze i udawali, że pomagamy poprzez fundowanie jakichś cegiełek? Czy naprawdę odbudowa kraju ma leżeć w gestii osób prywatnych, które wspaniałomyślnie wydadzą odrobinkę ze swojego majątku? A zaraz mamy kolejny bal, u Lestrange'ów tym razem. Wstęp tylko dla czystków. To wszystko jest niemal groteskowe – zalał Jonathana potokiem słów. – Masz rację. Nie można działać w pojedynkę, szczególnie kiedy naszym wrogiem jest cały system, który po cichu wspiera Śmierciożerców. Bardzo bym chciał odwrócić sytuację. Chciałbym, żeby w Hogsmeade i innych miasteczkach zawisły plakaty o tym, że żadna krew nie jest brudna. Żeby było tak, jak mówisz.
Przerwał na chwilę. Nie do końca rozumiał ostatnie zdanie Jonathana.
– Chodzi o jakieś zrzeszenie polityczne? Nowe stronnictwo? Ruch społeczny? – zapytał, patrząc badawczo na kuzyna. Nie dopowiedział słowa klucza. Partię?
– Oczywiście, że będą sobie pozwalać, bo istnieje na to przyzwolenie. Słyszałem, że Bulstrode stara się coś tam zdziałać z ściganiem winnych, ale na brodę Merlina, mamy już październik. Azkaban powinien być wypełniony tymi skurwysynami, a prace renowacyjne trwać w najlepsze. A co mamy zamiast tego? Bankiety! Nie zrozum mnie źle, Ekstaza Merlina to ważne wydarzenie dla naszej rodziny, ale czy naprawdę wypada, żebyśmy bawili się w najlepsze i udawali, że pomagamy poprzez fundowanie jakichś cegiełek? Czy naprawdę odbudowa kraju ma leżeć w gestii osób prywatnych, które wspaniałomyślnie wydadzą odrobinkę ze swojego majątku? A zaraz mamy kolejny bal, u Lestrange'ów tym razem. Wstęp tylko dla czystków. To wszystko jest niemal groteskowe – zalał Jonathana potokiem słów. – Masz rację. Nie można działać w pojedynkę, szczególnie kiedy naszym wrogiem jest cały system, który po cichu wspiera Śmierciożerców. Bardzo bym chciał odwrócić sytuację. Chciałbym, żeby w Hogsmeade i innych miasteczkach zawisły plakaty o tym, że żadna krew nie jest brudna. Żeby było tak, jak mówisz.
Przerwał na chwilę. Nie do końca rozumiał ostatnie zdanie Jonathana.
– Chodzi o jakieś zrzeszenie polityczne? Nowe stronnictwo? Ruch społeczny? – zapytał, patrząc badawczo na kuzyna. Nie dopowiedział słowa klucza. Partię?