01.04.2026, 20:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2026, 20:44 przez Millie Moody.)
Plan był taki, żeby pokazać Alikowi jaka jest turbo dorosła i samodzielna i w ogóle, tymczasem rozsadzał ją entuzjazm dziewięciolatki, której brat właśnie wrócił z Hogwartu i niedługo zaczną się pakować na ryby, żeby wypierdlić do Doliny na chillerę w gorące dni. W końcu razem. Znowu razem.
Cieszyła mordę.
Widziała, że z Alkiem jest źle, ale tym bardziej spinała poślady, żeby mu pokazać, że z nią jest dobrze, że ten ciężar nie powinien ciążyć mu na plecach. Nawet jeśli nie było do końca dobrze, nawet jeśli wciąż musiała brać eliksiry od swojego magipsychiatry, nawet jeśli wciąż budziła się drżąca w łóżku po zbyt intensywnym koszmarze. Nawet jeśli…
Dzisiaj był ich dzień, dzisiaj był czas bez brygady, bez aurorownia, bez zamartwiania. Nigdy nie cieszyła się ze sprzątania.
- Nauczyłam się robić ciastka! - było to pewne przeszacowanie jej umiejętności kulinarnych i oczywista ciastka nie były w żaden sposób magiczne. Nie były spalone. Brak węgla można było uznać za największy sukces. - I w ogóle coraz lepiej idzie mi zaklinanie obrazów! Znaczy na razie szkiców i nie powiedziałeś mi z którego zdjęcia mam nam jebnąć akwarele. - Niby to miał być wyrzut, tymczasem jej mięśnie twarzy wciąż zaciśnięte były w uśmiechu.
Nawet gdy wspomniał Aarona.
- On niech może wypierdala. - rzuciła słonecznie. - Jeszcze zacząłby komentować sufit, albo nie wiem kurwa, stan mojego pokoju. Albo znowu by wrócił temat mojego powrotu do pracy, jakby… serio nie mam na to przestrzeni. - Nawet te słowa brzmiały słonecznie, gdy mała wredna wiedźma wciąż uśmiechała się od ucha do ucha, a oczy zeszkliły jej się entuzjazmem. - Wiesz że chciałabym odczyścić staw i go zarybić? Wiesz jak się to robi tak w ogóle? Nie wiem czy nie zjebałam, że mówię Ci o tym w październiku. - zmarszczyła nos w zastanowieniu drapiąc się za uchem jak zawszony kotę wyciągnięty ze śmietnika.
- W ogóle podoba Ci się sufit? - wskazała na swoje niedokończone wciąż dzieło. - Jakim chciałbyś być gwiazdozbiorem? Ja se wybrałam Barana. O tam - pokazała na kropki nasrane z zaskakującą na nią dokładnością. - W ogóle wolisz podziałać na poddaszu czy w piwnicy? Brenka prosiła, żebym w wolnej chwili podziałała z biblioteką, bo tam ostatnio się regał zawalił no i cośtam cośtam inwentaryzacja cośtam.. - złote oczęta przetoczyły się wewnątrz czaszki na wspomnienie ubiegłorocznej próby. - Na prawdę próbowałam, ale kurwa wiesz, działa to lepiej niż eliksir nasenny bez kitu. Zasnęłam na ziemi jak żul. Żul książkowy.
Cieszyła mordę.
Widziała, że z Alkiem jest źle, ale tym bardziej spinała poślady, żeby mu pokazać, że z nią jest dobrze, że ten ciężar nie powinien ciążyć mu na plecach. Nawet jeśli nie było do końca dobrze, nawet jeśli wciąż musiała brać eliksiry od swojego magipsychiatry, nawet jeśli wciąż budziła się drżąca w łóżku po zbyt intensywnym koszmarze. Nawet jeśli…
Dzisiaj był ich dzień, dzisiaj był czas bez brygady, bez aurorownia, bez zamartwiania. Nigdy nie cieszyła się ze sprzątania.
- Nauczyłam się robić ciastka! - było to pewne przeszacowanie jej umiejętności kulinarnych i oczywista ciastka nie były w żaden sposób magiczne. Nie były spalone. Brak węgla można było uznać za największy sukces. - I w ogóle coraz lepiej idzie mi zaklinanie obrazów! Znaczy na razie szkiców i nie powiedziałeś mi z którego zdjęcia mam nam jebnąć akwarele. - Niby to miał być wyrzut, tymczasem jej mięśnie twarzy wciąż zaciśnięte były w uśmiechu.
Nawet gdy wspomniał Aarona.
- On niech może wypierdala. - rzuciła słonecznie. - Jeszcze zacząłby komentować sufit, albo nie wiem kurwa, stan mojego pokoju. Albo znowu by wrócił temat mojego powrotu do pracy, jakby… serio nie mam na to przestrzeni. - Nawet te słowa brzmiały słonecznie, gdy mała wredna wiedźma wciąż uśmiechała się od ucha do ucha, a oczy zeszkliły jej się entuzjazmem. - Wiesz że chciałabym odczyścić staw i go zarybić? Wiesz jak się to robi tak w ogóle? Nie wiem czy nie zjebałam, że mówię Ci o tym w październiku. - zmarszczyła nos w zastanowieniu drapiąc się za uchem jak zawszony kotę wyciągnięty ze śmietnika.
- W ogóle podoba Ci się sufit? - wskazała na swoje niedokończone wciąż dzieło. - Jakim chciałbyś być gwiazdozbiorem? Ja se wybrałam Barana. O tam - pokazała na kropki nasrane z zaskakującą na nią dokładnością. - W ogóle wolisz podziałać na poddaszu czy w piwnicy? Brenka prosiła, żebym w wolnej chwili podziałała z biblioteką, bo tam ostatnio się regał zawalił no i cośtam cośtam inwentaryzacja cośtam.. - złote oczęta przetoczyły się wewnątrz czaszki na wspomnienie ubiegłorocznej próby. - Na prawdę próbowałam, ale kurwa wiesz, działa to lepiej niż eliksir nasenny bez kitu. Zasnęłam na ziemi jak żul. Żul książkowy.