31.03.2026, 13:01 ✶
Hestia nie znała się dobrze na fotografii. Oczywiście, doceniała ją zarówno jako formę sztuki, jak i sposób dokumentacji zdarzeń, ale nie określiłaby się mianem artystki w tym zakresie. A jednak, teraz gdy rozmawiała z Henrym, ogarnęła ją jakaś dziwna radość z powodu tego, że Lockhart znał się na tym temacie, bo, chociaż nie rozumiała czemu, czyniło go to w jej oczach jeszcze fajniejszą osobą.
– Może kiedyś powinniśmy zrobić wspólnie jakieś zdjęcia. To znaczy tak aby połączyć rysowanie i fotografię – rzuciła luźno, nie mogąc skę zdecydować, czy powiedziała to na poważnie, czy też tak tylko gadała.
Weszli do sali, zajęli swoje miejsca i wtedy wydarzyła się pierwsza straszna rzecz, jaką absolutnie nie był film, a ręka Henry'ego dotykająca jej dłoni. Hestia zmarła, czując jak policzki jej się czerwienią, ale nie zabrała od razu ręki, głównie dlatego, że nie chciała aby Henry myślał, że ma go za jakiegoś zaraźliwego. A może powinna jednak szybciej ją zabrać? Czy tak nie było również niezręcznie? I czemu... Hm... Czemu dotyk jego dłoni był niej tak kłopotliwy, a jednocześnie... Jednocześnie chyba nie miałaby nic przeciwko temu gdyby wydarzyło się to znowu. To znaczy co? Nie. To była głupia myśl. Naprawdę głupia. Zapewne teraz myślała o dłoni Henry'ego tylko dlatego, że podświadomość czarownicy robiła jej właśnie na złość. Tak. To musiało być to.
Na całe szczęście uratowała ich hiszpańska inkwizycja i chwilę później Hestia już raz po raz próbowała powstrzymać się od głośnego śmiechu. Oczywiście coś chwila zerkała przy tym na Henry'ego aby upewnić się, że i on też bawi się dobrze. Tylko że tak jak nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, tak samo nikt nie spodziewał się, że przy kolejnym skeczu ekran nagle zgaśnie.
– To pewnie nic takiego – mruknęła jednocześnie rozglądając się nerwowo za wszystkimi wyjściami ewakuacyjnymi.
– Może kiedyś powinniśmy zrobić wspólnie jakieś zdjęcia. To znaczy tak aby połączyć rysowanie i fotografię – rzuciła luźno, nie mogąc skę zdecydować, czy powiedziała to na poważnie, czy też tak tylko gadała.
Weszli do sali, zajęli swoje miejsca i wtedy wydarzyła się pierwsza straszna rzecz, jaką absolutnie nie był film, a ręka Henry'ego dotykająca jej dłoni. Hestia zmarła, czując jak policzki jej się czerwienią, ale nie zabrała od razu ręki, głównie dlatego, że nie chciała aby Henry myślał, że ma go za jakiegoś zaraźliwego. A może powinna jednak szybciej ją zabrać? Czy tak nie było również niezręcznie? I czemu... Hm... Czemu dotyk jego dłoni był niej tak kłopotliwy, a jednocześnie... Jednocześnie chyba nie miałaby nic przeciwko temu gdyby wydarzyło się to znowu. To znaczy co? Nie. To była głupia myśl. Naprawdę głupia. Zapewne teraz myślała o dłoni Henry'ego tylko dlatego, że podświadomość czarownicy robiła jej właśnie na złość. Tak. To musiało być to.
Na całe szczęście uratowała ich hiszpańska inkwizycja i chwilę później Hestia już raz po raz próbowała powstrzymać się od głośnego śmiechu. Oczywiście coś chwila zerkała przy tym na Henry'ego aby upewnić się, że i on też bawi się dobrze. Tylko że tak jak nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji, tak samo nikt nie spodziewał się, że przy kolejnym skeczu ekran nagle zgaśnie.
– To pewnie nic takiego – mruknęła jednocześnie rozglądając się nerwowo za wszystkimi wyjściami ewakuacyjnymi.