W najśmielszych snach nie sądziła, że przejście się Pokątną z Chrisem, a potem wspólne wejście do Domu Mody eskaluje do… tego. Że jego była ich zaczepi, że spróbuje uderzyć Rosiera, zamiast zachować twarz i po prostu odpuścić sobie jego i tę całą sytuację. Że Christopher przy tym tak dobitnie powie, że nie chce się umawiać z Cressidą, tylko z Victorią, że świadkiem tego będą pracownice Domu Mody, a kto wie, może za chwilę faktycznie zjawi się jeszcze jakiś Rosier.
Tyle dobrego, że klatka z dopiero co wyklutą sówką nie była w linii rażenia Cressidy.
Victoria nie trzymała jej jakoś mocno, jej uścisk był po prostu pewny i wyćwiczony – by nie uderzyła Christophera i by zaraz nie wywiązała się z tego żadna regularna bójka, bo dopiero będzie cyrk. Więc gdy Cressida się tak obruszyła i szarpnęła, Lestrange po prostu puściła i nawet uniosła obie dłonie, by pokazać, że wcale jej nie trzyma. I nie, zdecydowanie nie była ubrana w czerwień, a w czerń i granat – Victoria bardzo lubiła klasyki podkreślające jej urodę czy figurę i nie bała się ciemnych kolorów, bo przy jej ciemnych włosach, oczach czy ich oprawy, to tak nie przytłaczało.
Nie przewidziała jednak, że gdy ją puści, a Cressida będzie tak pokazowo, ostentacyjnie wręcz walczyć, jakby parzył ją sam lodowaty dotyk Zimnej, to tą zarzuci na Chrisa, który ją złapie, a potem odepchnie, jakby to on się właśnie poparzył, a Avery zatrzyma się na wieszaku i… Cóż. Czarnowłosa oglądała to trochę jak w zwolnionym tempie. Sówka popiskiwała w klatce na hałasy, Cressida uczepiła się ubrań, Chris rzucił się ratować ubrania razem z jedną z pracownic, a potem ta krótka wymiana zdań i blondynka w imponującej fryzurze postanowiła faktycznie pozrywać te ubrania.
Sukienka haftowana kryształkami układającymi się we wzór wylądowała na ziemi. Obok niej inna z tiulu i satyny z drapowanym dekoltem. Koszula, płaszcz.
Victoria przez chwilę zastanawiała się, czy powinna zareagować. Czy powinna wyciągnąć swoją odznakę i zatrzymać tę całą maskaradę, co skończyłoby się na upomnieniu i wpisem w notatki… albo mandatem, nie wiedziała w jakim stanie były te ubrania, które zrywała z wieszaków. Teoretycznie nie miała obowiązku interweniować, była poza służbą i prywatnie, takimi rzeczami zwykle zajmowali się zresztą brygadziści, rzecz w tym, że jej profesja była znana, więc czy powinna robić nic… Raczej nie. Ale przede wszystkim nie chciała eskalować tego, co się działo. No i była w to zamieszana nieco bardziej niż jedynie jako bierny obserwator, bo przyszła z Chrisem. Tyle, ze Cressida była agresywna. Rzuciła się na Rosiera z pięściami, a teraz w złości zrywała ubrania z wieszaków i…
Westchnęła, przewróciła oczami. „Niech to szlag” – pomyślała sobie i zrobiła krok do przodu, póki co nie sięgając po odznakę, którą miała ze sobą na ewentualne wypadki, ale w rzeczywistości nieczęsto się w podobnych sytuacjach „ujawniała”. Raczej robiła to rzadziej niż częściej.
– Nie róbmy z tego większego problemu, dobrze? Proszę się uspokoić – rzuciła stanowczo, mając trochę nadzieję, ze to wystarczy i że nie będzie musiała robić z tego oficjalnego przejścia w tryb funkcjonariusza.