29.03.2026, 17:19 ✶
Skoro prezent pochodził od rodzeństwa, Woody nie miał powodów dalej o ptaszka dopytywać. Gdy usłyszał: „dostałam”, od razu pojawił mu się przed oczami wizerunek szemranego typa spod ciemnej gwiazdy, który za rogiem Pokątnej rozdaje niewinnym dziewczynom podejrzany towar niby za darmo… a wszyscy wiemy, co za darmo można.
Woody oczywiście umiał liczyć, i to przynajmniej do dziewięćdziesięciu sześciu, bo na tylu procentach kończyły się zwykle spirytusy.
— Ktokolwiek by tu tego nie zniósł, teraz jest już nasze. — Wzruszył ramionami. Dom Brenna kupiła, zdaje się, z wyposażeniem, więc ten malunek im się po prostu należał. — Takie to ponure, że ja bym powiedział prędzej, że inspirowane Little Hangleton, nie?
Mroczna sztuka to jeszcze nie był powód do podejrzeń. Czasami te najmroczniejsze obrazki zamawiali sobie najsłodsi ludzie. Pozory potrafiły mylić, nadmierna podejrzliwość prowadziła do obłędu… któż mógł się spodziewać, że gdy Crawleyówna dotknie powierzchni obrazu, przestrzeń wokół niej zakrzywi się od aktywowanej magii translokacyjnej?
— Dorka! — Stary wuj miał wbrew pozorom refleks i zareagował szybko, łapiąc dziewczynę w pasie, żeby ją odstawić od obrazu. Być może refleks i działanie przed myśleniem nie w każdej sytuacji popłaca, bo Tarp osiągnął tylko tyle, że go pociągnęło za młodą. Odstawił ją więc bohatersko — ale na pobocze leśnej ścieżki.
Ledwo się czarodziej zorientował, że jego ratunek się nie udał, zaklął i kopnął czubem buta piach na wydeptanej dróżce, wznosząc w powietrze kłąb pyłu.
— No tośmy trafili. — Pokręcił głową, nie mogąc się pogodzić z porażką. — Nienawidzę takich niespodzianek. Powinni przepchnąć wymóg w prawie, żeby to diabelstwo oznaczać. Pewno za tym stoją jakieś sztuczki Averych. — Machnął zeźlony ręką.
Otaczały ich zewsząd mroczne drzewa, spomiędzy których — jakby tego było mało — coś szeptało niepokojąco. Woody’emu się nawiedzone gaje bynajmniej nie kojarzyły dobrze, szczególnie odkąd coś opętało godrykowy las, a w sąsiadującej z nim Dolinie Godryka do niedawna uparcie mieszkała samotnie Quintessa.
Tarpaulin nie próbował jednak teleportować się z tej pułapki od razu. Zwyciężyła ciekawość. Zrobił kilka kroków w gęstwinę, spodziewając się natrafić na granicę tego dzieła bądź ukrytą w nim ciekawostkę. Nic takiego się nie stało. Krajobraz pozostał tak samo monotonny i niezmierzony.
Woody oczywiście umiał liczyć, i to przynajmniej do dziewięćdziesięciu sześciu, bo na tylu procentach kończyły się zwykle spirytusy.
— Ktokolwiek by tu tego nie zniósł, teraz jest już nasze. — Wzruszył ramionami. Dom Brenna kupiła, zdaje się, z wyposażeniem, więc ten malunek im się po prostu należał. — Takie to ponure, że ja bym powiedział prędzej, że inspirowane Little Hangleton, nie?
Mroczna sztuka to jeszcze nie był powód do podejrzeń. Czasami te najmroczniejsze obrazki zamawiali sobie najsłodsi ludzie. Pozory potrafiły mylić, nadmierna podejrzliwość prowadziła do obłędu… któż mógł się spodziewać, że gdy Crawleyówna dotknie powierzchni obrazu, przestrzeń wokół niej zakrzywi się od aktywowanej magii translokacyjnej?
— Dorka! — Stary wuj miał wbrew pozorom refleks i zareagował szybko, łapiąc dziewczynę w pasie, żeby ją odstawić od obrazu. Być może refleks i działanie przed myśleniem nie w każdej sytuacji popłaca, bo Tarp osiągnął tylko tyle, że go pociągnęło za młodą. Odstawił ją więc bohatersko — ale na pobocze leśnej ścieżki.
Ledwo się czarodziej zorientował, że jego ratunek się nie udał, zaklął i kopnął czubem buta piach na wydeptanej dróżce, wznosząc w powietrze kłąb pyłu.
— No tośmy trafili. — Pokręcił głową, nie mogąc się pogodzić z porażką. — Nienawidzę takich niespodzianek. Powinni przepchnąć wymóg w prawie, żeby to diabelstwo oznaczać. Pewno za tym stoją jakieś sztuczki Averych. — Machnął zeźlony ręką.
Otaczały ich zewsząd mroczne drzewa, spomiędzy których — jakby tego było mało — coś szeptało niepokojąco. Woody’emu się nawiedzone gaje bynajmniej nie kojarzyły dobrze, szczególnie odkąd coś opętało godrykowy las, a w sąsiadującej z nim Dolinie Godryka do niedawna uparcie mieszkała samotnie Quintessa.
Tarpaulin nie próbował jednak teleportować się z tej pułapki od razu. Zwyciężyła ciekawość. Zrobił kilka kroków w gęstwinę, spodziewając się natrafić na granicę tego dzieła bądź ukrytą w nim ciekawostkę. Nic takiego się nie stało. Krajobraz pozostał tak samo monotonny i niezmierzony.
piw0 to moje paliwo