Prue zdawała sobie sprawę z tego, że było to całkiem wyjątkowe, że poruszali się tak powoli. Raczej miała problem z tym, aby nadążyć za Benjy'm, nie przeszkadzało jej w tej chwili nawet to, z czego wynikała ta zmiana. Dobrze było raz na jakiś czas nigdzie się nie spieszyć, nie pędzić, po prostu iść przed siebie, jakby nigdy nic. Nie to, że wcześniej nie mieli szansy spacerować, tyle, że zawsze kończyło się to na tym, że jej mąż musiał nieco zwalniać, aby mogła za nim nadążyć na tych swoich niezbyt długich nogach. Nie sądziła, że będzie wiele podobnych momentów, no, chyba, że Benjy postanowi trochę zbyt często tańczyć ze śmiercią, co jednak nie wydawało jej się odpowiednim rozwiązaniem na dłuższą metę, zresztą na pewno wiedział, że skończy się to kolejną wcale niedyskretną obserwacją jego osoby, a nie wydawało jej się, żeby lubił kiedy aż tak dokładnie mu się przyglądała. Musiała mieć jednak pewność, że na pewno wszystko jest z nim w porządku, no jeszcze nie w pełnym, ale powinna sprawdzać, czy ten spacer nie okazał się dla niego zbyt męczący, nie mogli niepotrzebnie ryzykować jego szybkiej rekonwalescencji, bo wbrew pozorom, wiedziała, że mu na niej zależało.
- Tak, prosta sprawa, żeby patrzeć trzeba mieć oczy i trzeba mieć na co. Całkiem logiczne. - Pokiwała jeszcze głową twierdząco, jakby właśnie odkryli jakąś zupełnie nową prawdę. - Myślę, że to też dałoby się zrobić, na pewno widzę w nich więcej, niż Ty sam. - Nie mogła odmówić sobie ostatniego zdania. Ostatnio miała naprawdę dużo czasu, aby się w nie wpatrywać i była w stanie odtworzyć to, jak wyglądały z zamkniętymi oczami.
Obserwowała go uważnie, bo widziała, że coś zmieniło się w jego postawie. Nie powinno to być zaskakujące, znali się przecież doskonale, byli w stanie wyłapać nawet najdrobniejsze niuanse. Wiedziała, że on miał tak samo, doskonale zdawał sobie sprawę, kiedy zmieniał jej się nastrój, bez względu na to, jak bardzo chciałaby to zachować tylko dla siebie. Próbowała rozgryźć, co mogło spowodować te tymczasowe zawieszenie, jednak póki co nie do końca była w stanie, oczywiście, że jej umysł zaczął jej podsuwać najróżniejsze pomysły, jednak chyba lepiej było nie gdybać, tylko poczekać, aż w końcu sam jej powie, co się stało. Wiedziała już, że takie rozważania i domysły nie miały najmniejszego sensu, bo zazwyczaj nie były trafne.
- Że też sama wsadziłam Ci w ręce tę kartę, strasznie nieodpowiedzialne. - Skomentowała jeszcze swoje słowa. Powinna była ugryźć się w język, bo na pewno postanowi skorzystać z tego argumentu w najmniej oczekiwanym momencie. Doskonale wiedziała, że nie należał do osób, które zapomniałyby o takim komentarzu. Jakoś będzie musiała sobie poradzić z konsekwencjami, nie był to pierwszy raz, kiedy tak się działo. Będzie musiała mieć to tylko na uwadze w przyszłości. Na szczęście jej pamięć była doskonała, nie zapomni o tym, co padło podczas tej rozmowy.
- Nie da się ukryć, że analizowanie to część mnie, i tak raczej na pewno powinieneś się do tego przyzwyczaić, bo nie podejrzewam, żeby mogło się to kiedykolwiek zmienić. - Akurat z tym raczej nie była w stanie walczyć, to działo się samo, gdzieś poza nią, wystarczyło słowo, aby jej proces myślowy zaczynał podążać w tylko sobie znanym kierunku i żył własnym życiem. Bywało to czasem męczące, ale przez lata przywykła do tego, że tak po prostu miała, zresztą Benjy doskonale wiedział, że nie wzięło się to znikąd, i że od zawsze zachowywała się w ten sposób.
- To dobrze, zabrzmiało to na początku nieco pesymistycznie. - Może bardziej nostalgicznie? Sama nie do końca wiedziała, jak to opisać, ale to stwierdzenie wzbudziło w niej ten charakterystyczny proces myślowy. Tym bardziej nie wiedziała czego się spodziewać, bo w jej oczach wszystko co zrobili miało ręce i nogi. Tak - było spontaniczne, niespodziewane, ale przecież krążyli wokół siebie od lat, to musiało się skończyć w ten sposób.
- Sugerujesz, że bylibyśmy już starym małżeństwem, gdyby nie to, że byłam odporna na Twój urok osobisty? Odważne. - Kącik ust uniósł się jej w uśmiechu, bo faktycznie coś w tym było. Gdyby tak bardzo ze sobą nie walczyli, gdyby wyjaśnili sobie wszystko bardzo dawno temu, to istniała szansa, że wiele lat wcześniej wydarzyłoby się coś podobnego. Musieli jednak przejść swoje, aby uświadomić sobie to, co działo się między nimi. Nie żałowała tego, jak wyglądała ich przeszłość, być może ich życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby wcześniej zdali sobie z tego sprawę, ale to było tylko gdybanie, a przecież najważniejsza była teraźniejszość, a teraz stali tutaj przed sobą jako mąż i żona, tylko to się liczyło.
- No tak, z tym argumentem jest bardzo trudno walczyć, nie wiem, czy ktokolwiek dałby się oprzeć, nawet tak bardzo asertywny jak ja. - Starała się trzymać od niego z daleka, ale to nigdy nie miało zadziałać, próbowała sobie wmawiać, że tak będzie najlepiej, a i tak robiła coś zupełnie innego, nie miała na to żadnego wpływu, mimo, że wydawało jej się, że potrafi się odciąć od niechcianych uczuć, mydliła sobie oczy.
- Nie można Ci tego odmówić, zawsze robisz wszystko dużo bardziej intensywnie niż większość ludzi. - Kiedy już coś do niego docierało, to drążył, nie miał hamulców, nie zważał na słowa, po prostu robił i mówił to, co wydawało mu się za słuszne, taki już był jego urok.
Wzruszyła jedynie ramionami, kiedy wspomniał o marzeniach większości kobiet. Pierścionki były tradycją, normalnością, tyle, że oni nie do końca wpasowywali się w typowe ramy. Czy zakładała kiedykolwiek, że miłość jej życia oświadczy się jej sztyletem? No nie. Czy uważała to za coś złego? Też nie. Nie zamieniłaby tych oświadczyn na żaden inne, były wyjątkowe, tak jak to co ich łączyło, wydawało jej się to całkiem proste. - To dobrze, że tego nie cofasz, bo się z tym zgadzam, to był naprawdę doskonały wybór, chociaż może nie do końca spodziewany, ale przecież my jesteśmy tacy spontaniczni... - Uśmiechnęła się teraz nieco szerzej, kiedy Benjy się przy niej znajdował naprawdę była innym człowiekiem i czerpała przyjemność z takich nieprzewidzianych sytuacji, nawet jeśli wprowadzał do jej ułożonego życia swój chaos.
- Nie, bardziej pytałam siebie, czy mogłabym chcieć pierścionek, głośno myślę, dopóki o tym nie wspomniałeś nie zastanawiałam się nad tym, czy jakiegoś chcę. - Może też faktycznie i jego się o to zapytała, sama już nie wiedziała do końca do czego zmierzała. Po prostu nie myślała o tym wcześniej, zadał to pytanie zupełnie znienacka. - Tak, to spora różnica. - Dodała jeszcze, bo faktycznie nieco zbił ją z pantałyku.
- Niby tak, ale czy właściwie coś zmienia to, że wychowałeś się z siostrami? W tamtej chwili zrobiłeś to, co było najlepsze, później byliśmy trochę zajęci, nie wydaje mi się, że wynika to z tego, że masz nieodpowiednie podejście. - Nie widziała nic złego w tym, że nie wpadł na to, że mogłaby chcieć pierścionek - sama o tym nie pomyślała, więc czy właściwie było się w ogóle nad czym zastanawiać?
Zauważyła jak zerkał w stronę witryny, w końcu sama na nią spojrzała, aby przyjrzeć się bardziej temu, co znajdowało się na witrynie. Pierścionki. Ładne, takie jak chciałaby większość kobiet, kiedyś miała już jeden podobny i zdecydowanie za bardzo jej ciążył.
- Co do tego mamy zgodność, zdecydowanie nie jest nam po drodze z podręcznikową etykietą. - I bardzo dobrze, to mogłoby być bowiem przytłaczające, wolała, aby mieli szanse podejmować swoje własne decyzje, a nie spełniać oczekiwania kogoś, kto już dawno umarł.
- Czy ja wiem, czy tak bardzo się spóźniłeś? Kto właściwie może to ocenić? Ja nie zamierzam. - Przecież sami sobie ustalali swoje zasady, więc jeśli stwierdziliby, że to wcale nie było zbyt późno, to właśnie tak miało się wydarzyć, to było naprawdę sporym profitem wynikającym z nieprzestrzegania zasad etykiety, a podążania własną drogą.
- Zapamiętam to sobie. - Oczy jej błysnęły. Możesz mieć wszystko brzmiało naprawdę dobrze, chętnie też wykorzysta w przyszłości tę kartę, którą sam wsunął jej do ręki, tylko, czy właściwie, to nie miała już wszystkiego czego potrzebowała? To było kolejne filozoficzne pytanie, na które mogłaby szukać odpowiedzi godzinami. - Niech Ci będzie, chcę pierścionek. - Może jeszcze kilka minut temu wcale nie odczuwała takiej potrzeby, ale kiedy tak o tym mówił to się pojawiła, trochę zasugerował jej, że może chcieć właśnie tego. Miło byłoby mieć na palcu coś, co wiązało się z jego osobą, co wybrał właśnie dla niej.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control