– Hmmm, nie aż tak. W Ministerstwie wiedzą jak takie zrobić w każdym razie, można napisać podanie i jest szansa, że taki wykonają, całkowicie legalnie – co oczywiście miało swoją cenę, niemałą, ale pod tym względem ona czy Christopher byli uprzywilejowani, bo pieniędzy na przeróżne zachcianki im nie brakowało. Można się też było zakręcić na czarnym rynku, ale nie miało się pewności, że taki świstoklik doprowadzi tam, dokąd prowadzić ma, a jej nikt by tam niczego takiego nie sprzedał. Była zbyt rozpoznawalna i zbyt kojarzona ze służbami mudurowymi Ministerstwa, nawet jeśli sama gotowa była nagiąć prawo, jeśli uważała, że jest taka konieczność.
– Czy ja wiem, czy taka fascynująca… Mam trochę historyjek o Atreusie, ale ta konkretna tyczy się po prostu tego, że Bulstrode ma prawdziwy talent do rozszczepiania się. Nie chwalił ci się? – oczywiście, że się nie chwalił, bo nie był to powód do dumy, że nie skupiał się wystarczająco, by aportować się w całości. Teleportacja zawsze była obarczona ryzykiem, stąd te wszystkie kursy, cuda-kwiatki, a i tak wiele ludzi wolało się przemieszczać siecią fiuu, bo nie byłą po pierwsze aż tak nieprzyjemna, a po drugie – niebezpieczna. – Hehe, to dopiero jest nielegalne – i mrugnęła do Christophera nawet, bo jak się było przyłapanym na takim dywanie, to można było zgarnąć niezły mandat, zresztą tak samo jak w latających samochodach, rowerach, motocyklach i tak dalej. Victoria nie zamierzała go na niczym przyłapywać, zresztą wspominał jej na balu, że nie jest fanem wysokości – co totalnie rozumiała, bo sama nie była.
Posłała mu lekki uśmiech – czyli szmaty. Być może trochę nierozważnie przy nim nazwała Śmierciożerców, ale chyba ostatecznie nie wyszło to na złe, pomijając, że ją świat i tak już dawno zaszufladkował, skoro od maja krążyły historie, że brygadziści i aurorzy zmierzyli się w Limbo z Voldemortem. Nie to, żeby błędnie, bo Lestrange nie była żadnym zwolennikiem Czarnego Pana.
– Nie sądzę… Klątwy bym nie przełamała, a zdecydowanie to zrobiłam, za to czarna magia… byłoby czuć… Nie jakoś świetnie, bo tu i tak mieszają się zapachy spalenizny, co prawda stare, ale to powinno być coś świeżego, a więc intensywniejszego – wyjaśniła mu krótko, a sama dość bezwiednie wyłapywała już takie rzeczy. Tutaj jednak nic nie alarmowało jej bardziej, a pod tym względem ufała swojemu instynktowi, w końcu była do tego przeszkolona. – Nie powinno. Już tu wcześniej wchodziłam kilka razy. Jeśli będzie coś nie tak, to nas stąd teleportuję, więc trzymaj się po prostu blisko mnie – jego odwaga była tutaj do pochwalenia, bo zrozumiałaby, gdyby jednak wolał zostać tutaj. Był przecież projektantem mody, a nie kimś, kto przywykł do kręcenia się po naprawdę wyjątkowo dziwnych miejscach.
Zanim przekroczyli uszkodzone, na wpół zawalone schody, obejrzała sobie jeszcze uważnie to wejście – nie wyglądało na to, żeby to, co zostało ze szkieletu budynku, zostało w tym miejscu jakoś mocniej uszkodzone przez wizytę jakichś tajemniczych osób. Teraz już, zagłębiając się pozostałością korytarza, nie kaszlała, kupek popiołu już tutaj nie było, pył nie unosił się w powietrzu przemieszany z kurzem, wszystko to wywiał stąd hulający wiatr. Christopher mógł za to „popodziwiać” do połowy zwęglone ramy obrazów, regały, szafy bez drzwi, drzwi bez skrzydeł, wywrócone stoliki, z których zostały tylko pokraczne nogi, gdy przechodzili obok, uważnie stawiając stopy, aż dotarli do salonu. Albo czegoś, co kiedyś nim było, teraz w większości pustego, bo wściekły ogień strawił na swojej drodze co się dało bezlitośnie, a to co zostawił – było jakąś smętną karykaturą. Oprócz jednej rzeczy, która nie pasowała – zbitego z drewna stelażu na planie pięcioramiennej gwiazdy. Wiatr kołysał piórkami, szkiełkami i zgnitymi jagodami jakichś roślin, hałasując co jakiś czas, świeca, niemal wypalona, nie płonęła na środku ołtarzu. A nad tym wszystkim powiewały zawieszony na żyłkach laleczki w czarnych sukieneczkach z płatków czarnej róży – dwie, bo jedną z nich Victoria zabrała ze sobą, by sprawdzić co jest w środku, co ją tak zmroziło.
– Heh, nadal tu jest – teraz już wiedziała, że to niby nic strasznego, ale sama gdy zobaczyła to po raz pierwszy to poczuła w sobie bardzo dużo niepokoju. A jeśli ktoś tu się kręcił i natknął się na to nieprzygotowany… – Pomyślałam sobie, że ktokolwiek tu był, to może trochę się przestraszył… tego – i kiwnęła głową w kierunku ołtarza.