22.03.2026, 21:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.04.2026, 21:07 przez Lana Dolohov.)
Czy nie mogło wydarzyć się już nic gorszego? Nawet jeśli bezradność Lany jedynie rozbawiła nieznajomą, czarownica czuła się jeszcze bardziej zażenowana. Wstydziła się swojej bezczelności w podglądaniu drugiej kobiety, niezdarności z jaką zachowała się w tej sytuacji, a przede wszystkim bezwstydności z jaką jej wzrok przesuwał się po nagim ciele, choć dobrze wiedziała, że było to wbrew wszystkim wtłaczanym jej do głowy zasadom.
Kiedy już Dolohovówna myślała, że nieznajoma da sobie spokój z tym żałosnym przypadkiem, który miała przed sobą i odejdzie, kobieta zrobiła coś wręcz odwrotnego. Podeszła do Lany, a następnie pochyliła się nad nią niebezpiecznie blisko. Czarownica faktycznie nie uciekała; częściowo dlatego, że oniemiała z wrażenia, a po części dlatego, że nie chciała. Tak, nieznajoma mogła stanowić zagrożenie, ale och, jaki piękny stanowiła widok. Taki obraz była wart każdego ryzyka. Dolohovówna zakładała, że sama wyglądała teraz zgoła absurdalnie; bardziej niż księżyc, jej zarumieniona twarz przypominała raczej pomidora.
Lana znowu skupiła się na drugiej kobiecie do tego stopnia, że inne bodźce zdawały się docierać do niej z opóźnieniem. Dopiero po chwili od upadku zaczęła odczuwać bolące plecy, piasek wkradający się wszędzie, kartkę trzymaną w dłoni przesiąkającą wodą...
— O-o nie! — dopiero świadomość, że zapomniała o liście od matki, wybudziła ją z tego transu. — Mój list... — spanikowany wzrok dziewczyny powędrował do ręki, która obecnie znajdowała się na linii fal i była już całkowicie przemoczona. Kartka papieru trzymała się jako tako, ale tego samego nie można było powiedzieć o atramencie...
Kiedy już Dolohovówna myślała, że nieznajoma da sobie spokój z tym żałosnym przypadkiem, który miała przed sobą i odejdzie, kobieta zrobiła coś wręcz odwrotnego. Podeszła do Lany, a następnie pochyliła się nad nią niebezpiecznie blisko. Czarownica faktycznie nie uciekała; częściowo dlatego, że oniemiała z wrażenia, a po części dlatego, że nie chciała. Tak, nieznajoma mogła stanowić zagrożenie, ale och, jaki piękny stanowiła widok. Taki obraz była wart każdego ryzyka. Dolohovówna zakładała, że sama wyglądała teraz zgoła absurdalnie; bardziej niż księżyc, jej zarumieniona twarz przypominała raczej pomidora.
Lana znowu skupiła się na drugiej kobiecie do tego stopnia, że inne bodźce zdawały się docierać do niej z opóźnieniem. Dopiero po chwili od upadku zaczęła odczuwać bolące plecy, piasek wkradający się wszędzie, kartkę trzymaną w dłoni przesiąkającą wodą...
— O-o nie! — dopiero świadomość, że zapomniała o liście od matki, wybudziła ją z tego transu. — Mój list... — spanikowany wzrok dziewczyny powędrował do ręki, która obecnie znajdowała się na linii fal i była już całkowicie przemoczona. Kartka papieru trzymała się jako tako, ale tego samego nie można było powiedzieć o atramencie...
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.