22.03.2026, 00:12 ✶
Zaśmiał się tylko bezgłośnie, gdy Jonathan pozornie tylko oddawał mu inicjatywę, by chwilę później szeptać swoje najskrytsze pragnienia.
Anthony miał wrażenie, że ten związek realnie ich odmładza, wypełnia energią życiową właściwą dwudziestolatkom, słodką staminą, która z czasem wytraci swój impet, ale teraz? Och, słodka chwilo trwaj, jak bardzo kochał kochać i kochał bycie kochanym przez kogoś.
Dokonał więc wnikliwej inspekcji, wycałował miejsca całowania wymagające, jak i te, które może i nie były posiniaczone, ale całowania zdecydowanie wymagały... Gorące serce, zimny blat stołu...
Dopiero gdy opadła na moment miłosna mgła, zadał sobie pytanie - i Jonathanowi zresztą - czemu nie udało im się dotrzeć do sypialni, choć oczywiście znał na to odpowiedź.
– Jesteś zbyt piękny, by marnować jakąkolwiek wspólną chwilę... – wyszeptał cicho, podając mu czarny jedwabny szlafrok, zaraz potem pokornie zbierając porozrzucane po ziemi ubranie. Był jeszcze czas do romantycznej kolacji, do kąpieli, do wcierek i niespiesznego ugniatania dłoni. Zamiast tego, wprowadził go do swojej sypialni, ciemnej granatem i ciemnym orzechem regałów, przyciemnionej ciężkimi storami, odgradzającymi ich od dnia. Łóżko pozostawało w nieładzie, zdradzając tak niespokojną noc, jak nieobecność Wergiliusza. Przy stole znajdowało się kilka przekąsek, magiczny imbryk utrzymywał herbatę i kawę w doskonałej temperaturze.
Nie to jednak było ważne, a wyciągnięta z podręcznego kuferka leczniczego maść na stłuczenia, którą miał w sporym zapasie od dwóch incydentów, których był ofiarą.
– Sądzę, że najlepiej jeśli położysz się na brzuchu. – Mógł to powiedzieć po wstępnej inspekcji dokonanej od progu. Zaraz potem zapalił relaksujące kadzidło i przysiadł obok, nie dbając o to, że jego koszula wciąż pozostawała w rozpiętym nieładzie. Skupił się na nakładaniu maści, cal po calu, w łagodnych kolistych ruchach. Wrażenie sensoryczne było obrzydliwe, ziołowy zapach intensywny nawet mimo kadzidła, wciąż jednak... nie zamieniłby tego momentu na żaden inny. Oto Jonathan był żywy, a dzień nie mógł być wspanialszy.
– Powiedz miły... czy mocno naruszę mir Twojego odpoczynku, jeśli podzielę się z Tobą swoją myślą... mm... związaną ze sprawą? – powiedział cicho, gdy skończył pierwszy bark i zajął się opatrywaniem drugiego.
Anthony miał wrażenie, że ten związek realnie ich odmładza, wypełnia energią życiową właściwą dwudziestolatkom, słodką staminą, która z czasem wytraci swój impet, ale teraz? Och, słodka chwilo trwaj, jak bardzo kochał kochać i kochał bycie kochanym przez kogoś.
Dokonał więc wnikliwej inspekcji, wycałował miejsca całowania wymagające, jak i te, które może i nie były posiniaczone, ale całowania zdecydowanie wymagały... Gorące serce, zimny blat stołu...
Dopiero gdy opadła na moment miłosna mgła, zadał sobie pytanie - i Jonathanowi zresztą - czemu nie udało im się dotrzeć do sypialni, choć oczywiście znał na to odpowiedź.
– Jesteś zbyt piękny, by marnować jakąkolwiek wspólną chwilę... – wyszeptał cicho, podając mu czarny jedwabny szlafrok, zaraz potem pokornie zbierając porozrzucane po ziemi ubranie. Był jeszcze czas do romantycznej kolacji, do kąpieli, do wcierek i niespiesznego ugniatania dłoni. Zamiast tego, wprowadził go do swojej sypialni, ciemnej granatem i ciemnym orzechem regałów, przyciemnionej ciężkimi storami, odgradzającymi ich od dnia. Łóżko pozostawało w nieładzie, zdradzając tak niespokojną noc, jak nieobecność Wergiliusza. Przy stole znajdowało się kilka przekąsek, magiczny imbryk utrzymywał herbatę i kawę w doskonałej temperaturze.
Nie to jednak było ważne, a wyciągnięta z podręcznego kuferka leczniczego maść na stłuczenia, którą miał w sporym zapasie od dwóch incydentów, których był ofiarą.
– Sądzę, że najlepiej jeśli położysz się na brzuchu. – Mógł to powiedzieć po wstępnej inspekcji dokonanej od progu. Zaraz potem zapalił relaksujące kadzidło i przysiadł obok, nie dbając o to, że jego koszula wciąż pozostawała w rozpiętym nieładzie. Skupił się na nakładaniu maści, cal po calu, w łagodnych kolistych ruchach. Wrażenie sensoryczne było obrzydliwe, ziołowy zapach intensywny nawet mimo kadzidła, wciąż jednak... nie zamieniłby tego momentu na żaden inny. Oto Jonathan był żywy, a dzień nie mógł być wspanialszy.
– Powiedz miły... czy mocno naruszę mir Twojego odpoczynku, jeśli podzielę się z Tobą swoją myślą... mm... związaną ze sprawą? – powiedział cicho, gdy skończył pierwszy bark i zajął się opatrywaniem drugiego.