21.03.2026, 21:39 ✶
— A czy dzik sra w lesie? — rzucił do narzeczonej z szerokim uśmiechem. Z wycieczek terenowych Lupinów wynikało, że tak, a więc odpowiedź była prosta.
Wypuścił powoli powietrze przez usta, rozglądając się niespiesznie na boki, aby pozwolić oczom samoczynnie przyzwyczaić się do półmroku panującego w namiocie. Jedynym źródłem światła by regulowany właśnie rzutnik, którego lampy rozpraszały otaczającą ich ciemność. Samo wejście do środka przyniosło mu nieoczekiwaną ulgą; poczuł się tak, jakby gruba płachta odcięła od wszystkich czekających na nich po drugiej stronie trosk. Przez najbliższe kilkadziesiąt minut miał liczyć się tylko on, Heather i taśma filmowa. Remonty, zrujnowane budynki i wspomnienia Spalone Nocy mogły poczekać cierpliwie na koniec seansu.
Cameron co chwilę zerkał na rudowłosą ukochaną, chcąc uchwycić jej reakcje na poszczególne sceny, a przede wszystkim sprawdzić, czy jego ulubiony odcinek przypadł jej do gustu. Wiedział, że sama forma rozrywki tego typu nie była jej obca. Nie była oderwana od rzeczywistości, jak niektóre panny z czystokrwistych rodzin. Wręcz przeciwnie: we trójkę z Charlesem równie często bywali w mugolskich miejscach, co w magicznej dzielnicy. Może nawet częściej. Żyjąc na co dzień w otoczeniu magii, czasem to właśnie zwykłe wypady do mugolskiego Londynu potrafiły dostarczyć im emocji.
— Jak nic to od nas ukradli — skomentował szeptem, gdy Scooby zaczął jojczyć ludzkim głosem na swój los. — Spotkali jakiegoś animaga czy kogoś takiego... Przecież to wypisz wymaluj jakaś magia.
Czy czarodziejska kultura zapewniłaby im podobną rozrywkę? Trudno powiedzieć. Lupin był zdania, że czarodzieje wciąż byli daleko w tyle, jeśli chodzi o swobodę, jaką charakteryzowały się współczesne twory niemagów. Może za dziesięć, dwadzieścia lat sytuacja ta ulegnie nieco większym zmianom. Największym problemem zapewne była technologia; chociaż czarodziejom udało się podporządkować magii fale radiowe, tak urządzenia pokroju rzutników czy kamer wydawały się nieco większą przeszkodą.
Poza tym, na razie to teatr odgrywał główne skrzypce w społeczności czarodziejów, a Cameronowi... Cóż, łatwo się nudził. Zwłaszcza że wyjście na jakąkolwiek premierą wiązało się z całym rytuałem: ładnym ubraniem się, jakimś bankietem, brylowaniem w towarzystwie. Sam spektakl często był na drugim planie w porównaniu z następującym po nim przyjęciem.
— O kurwa, takiego gadającego? — wymsknęło mu się, kiedy usłyszał komentarz Heather.
Na szczęście jego słowa zbiegły się w czasie z wyjątkowo głośnym efektem dźwiękowym, który stłumił jego słowa. Tylko Ruda i kilka dzieciaków siedzących bardzo blisko nich miało szansę go usłyszeć. Jakaś mała blondyneczka z kucykami spojrzała na niego z wyrzutem i przesunęła bliżej koleżanki, jakby nie chciała mieć do czynienia z kimś, to przeklina.
— Myślisz, że takie mamy? W sensie słyszałem coś kiedyś o kotach, ale psy...?
Przeniósł spojrzenie z Rudej na ekran, przekrzywiając głowę w bok. Faktycznie potrafił sobie wyobrazić, że takie wielki byk mógłby przypaść Heather do gustu. Wprawdzie nie raz słyszał, że kupowanie zwierzaków na prezent nie było dobrym pomysłem, ale może to byłby dobry prezent ślubny? Albo na drugie zaręczyny, kiedy już dorwie pierścionek przy którego zakładaniu Ruda nie nawbija sobie drzazg w palec?
Wypuścił powoli powietrze przez usta, rozglądając się niespiesznie na boki, aby pozwolić oczom samoczynnie przyzwyczaić się do półmroku panującego w namiocie. Jedynym źródłem światła by regulowany właśnie rzutnik, którego lampy rozpraszały otaczającą ich ciemność. Samo wejście do środka przyniosło mu nieoczekiwaną ulgą; poczuł się tak, jakby gruba płachta odcięła od wszystkich czekających na nich po drugiej stronie trosk. Przez najbliższe kilkadziesiąt minut miał liczyć się tylko on, Heather i taśma filmowa. Remonty, zrujnowane budynki i wspomnienia Spalone Nocy mogły poczekać cierpliwie na koniec seansu.
Cameron co chwilę zerkał na rudowłosą ukochaną, chcąc uchwycić jej reakcje na poszczególne sceny, a przede wszystkim sprawdzić, czy jego ulubiony odcinek przypadł jej do gustu. Wiedział, że sama forma rozrywki tego typu nie była jej obca. Nie była oderwana od rzeczywistości, jak niektóre panny z czystokrwistych rodzin. Wręcz przeciwnie: we trójkę z Charlesem równie często bywali w mugolskich miejscach, co w magicznej dzielnicy. Może nawet częściej. Żyjąc na co dzień w otoczeniu magii, czasem to właśnie zwykłe wypady do mugolskiego Londynu potrafiły dostarczyć im emocji.
— Jak nic to od nas ukradli — skomentował szeptem, gdy Scooby zaczął jojczyć ludzkim głosem na swój los. — Spotkali jakiegoś animaga czy kogoś takiego... Przecież to wypisz wymaluj jakaś magia.
Czy czarodziejska kultura zapewniłaby im podobną rozrywkę? Trudno powiedzieć. Lupin był zdania, że czarodzieje wciąż byli daleko w tyle, jeśli chodzi o swobodę, jaką charakteryzowały się współczesne twory niemagów. Może za dziesięć, dwadzieścia lat sytuacja ta ulegnie nieco większym zmianom. Największym problemem zapewne była technologia; chociaż czarodziejom udało się podporządkować magii fale radiowe, tak urządzenia pokroju rzutników czy kamer wydawały się nieco większą przeszkodą.
Poza tym, na razie to teatr odgrywał główne skrzypce w społeczności czarodziejów, a Cameronowi... Cóż, łatwo się nudził. Zwłaszcza że wyjście na jakąkolwiek premierą wiązało się z całym rytuałem: ładnym ubraniem się, jakimś bankietem, brylowaniem w towarzystwie. Sam spektakl często był na drugim planie w porównaniu z następującym po nim przyjęciem.
— O kurwa, takiego gadającego? — wymsknęło mu się, kiedy usłyszał komentarz Heather.
Na szczęście jego słowa zbiegły się w czasie z wyjątkowo głośnym efektem dźwiękowym, który stłumił jego słowa. Tylko Ruda i kilka dzieciaków siedzących bardzo blisko nich miało szansę go usłyszeć. Jakaś mała blondyneczka z kucykami spojrzała na niego z wyrzutem i przesunęła bliżej koleżanki, jakby nie chciała mieć do czynienia z kimś, to przeklina.
— Myślisz, że takie mamy? W sensie słyszałem coś kiedyś o kotach, ale psy...?
Przeniósł spojrzenie z Rudej na ekran, przekrzywiając głowę w bok. Faktycznie potrafił sobie wyobrazić, że takie wielki byk mógłby przypaść Heather do gustu. Wprawdzie nie raz słyszał, że kupowanie zwierzaków na prezent nie było dobrym pomysłem, ale może to byłby dobry prezent ślubny? Albo na drugie zaręczyny, kiedy już dorwie pierścionek przy którego zakładaniu Ruda nie nawbija sobie drzazg w palec?