21.03.2026, 12:25 ✶
Dłoń Victorii była zimna, może nie jak lód, ale jak ręka kogoś, kto długo przebywał na zewnątrz w minusowej temperaturze, mimo to Christopher nie puścił pierwszy. Nawet w jakimś nie do końca typowym dla siebie odruchu ścisnął lekko na moment jej palce na chwile przed tym, jak cofnęła dłoń, być może w geście wsparcia czy pocieszenia. Rosier rzadko próbował kogoś pocieszać. Rzadko po prawdzie miał do tego mocne powody, bo prawdziwe cierpienie wdzierało się do jego świata tylnymi drzwiami, nie do uniknięcia w życiu żadnego człowieka, ale stanowiące raczej niemile widzianego gościa niż stałego lokatora. Na ogół nie miał cierpliwości i dość współczucia w sytuacjach takich jak dostająca ataku paniki modelka, chory dostawca czy asystentka rzucona przez chłopaka. W takich jak ciotka, opłakująca syna, próbował trzymać się z boku, niepewny, jak reagować, co robić, co mówić, gdy żaden czyn i żadne słowa nie zdawały się wystarczające, a coś w nim chciało po prostu się od tego wszystkiego odciąć. Wrócić do swojego spokojnego życia i nie zastanawiać nad tym, że kiedyś – kiedyś on też straci bliskich ludzi, zdrowie i młodość, a wreszcie życie.
Spalona Noc wyważyła wszystkie drzwi i wybiła okna. Nie dało się już uciec, nie w pełni przynajmniej, nawet jeśli był tą uprzywilejowaną jednostką, która mogła wybrać się do Wenecji, a jedyną przeszkodą do zakupu domu gdzieś na angielskiej wsi była jego wybredność.
Chris rozejrzał się. Nie był właściwie pewny, co powiedzieć. Na co dzień był całkiem wymowną osobą, ale żarty w rodzaju tego, że tutaj chyba nie ma co spodziewać się zaproszenia na herbatę czy lekka konwersacja niekoniecznie pasowały do tego widoku, którego się spodziewał, ale co innego spodziewać, a co innego zobaczyć. Nie żeby był zaskoczony: w Londynie było przecież wiele doszczętnie zniszczonych budynków.
Czy naprawdę postanowiono ją ukarać za to, że była aurorką? Czy może po prostu ogień i popiół spadały na budynki losowo, a on powinien przestać się zastanawiać, jak to się stało, że jego mieszkanie wprawdzie ucierpiało, ale Dom Mody wyszedł obronną ręką?
– Przykro mi, że was to spotkało – powiedział w końcu, spoglądając na schody czy raczej to co po nich zostało. Naprawdę ciężko było zrozumieć, jak ktoś mógł liczyć na to, że znajdzie tu jakieś skarby. Nawet jeśli w domu była jakaś biżuteria czy pieniądze, zapewne spłonęły. – Może próbowali znaleźć zejście do piwnic? Lestrangowie słyną ze swoich… tajemnic alchemicznych.
Spalona Noc wyważyła wszystkie drzwi i wybiła okna. Nie dało się już uciec, nie w pełni przynajmniej, nawet jeśli był tą uprzywilejowaną jednostką, która mogła wybrać się do Wenecji, a jedyną przeszkodą do zakupu domu gdzieś na angielskiej wsi była jego wybredność.
Chris rozejrzał się. Nie był właściwie pewny, co powiedzieć. Na co dzień był całkiem wymowną osobą, ale żarty w rodzaju tego, że tutaj chyba nie ma co spodziewać się zaproszenia na herbatę czy lekka konwersacja niekoniecznie pasowały do tego widoku, którego się spodziewał, ale co innego spodziewać, a co innego zobaczyć. Nie żeby był zaskoczony: w Londynie było przecież wiele doszczętnie zniszczonych budynków.
Czy naprawdę postanowiono ją ukarać za to, że była aurorką? Czy może po prostu ogień i popiół spadały na budynki losowo, a on powinien przestać się zastanawiać, jak to się stało, że jego mieszkanie wprawdzie ucierpiało, ale Dom Mody wyszedł obronną ręką?
– Przykro mi, że was to spotkało – powiedział w końcu, spoglądając na schody czy raczej to co po nich zostało. Naprawdę ciężko było zrozumieć, jak ktoś mógł liczyć na to, że znajdzie tu jakieś skarby. Nawet jeśli w domu była jakaś biżuteria czy pieniądze, zapewne spłonęły. – Może próbowali znaleźć zejście do piwnic? Lestrangowie słyną ze swoich… tajemnic alchemicznych.