20.03.2026, 18:03 ✶
— Jesteś więc bluźniercą i do tego pojebem. Pięknie się z Odile dobraliście — rzucił, jakby sam nie był ulepiony z tej samej gliny.
Jak gdyby nie grzebał w ziemi, nie zaglądał pod skórę, nie rozbierał ludzi na części z identyczną bezczelnością, z jaką robiła to Odile.
Jak gdyby nie niszczył słów, tych och, jakże pięknych, och, jakże wysublimowanych konstrukcji, tylko po to, aby on mógł je rozebrać do fundamentów, jak Othello.
Jakby nie byli jednym i tym samym błędem, tylko zapisanym w różnych wariantach.
Nikt nie działał Odysowi na nerwy tak skutecznie, jak własne rodzeństwo. Ich głosy miały w sobie coś, co prowokowało — każde zdanie było zaproszeniem do sprzeciwu. Jak się wypowiadali, miał ochotę zamknąć im usta, jak wygłaszali swoje opinie, miał ochotę się kłócić i celowo stawiać przeciwne tezy, byle byłby w niezgodzie z nimi. Dziwny był ten żywot Odysa. Częściej sobie sam utrudniał życie niż żyć w spokoju, okłamując, że nie lubił im dokuczać.
— Nie doceniasz mnie — mruknął po chwili, bardziej przytomnie. — Oczywiście, że podwyższyłem stawki. Jeszcze przed ósmym — krzywy uśmiech przemknął mu przez twarz. — Jakbym kurwa wiedział — jasnowidz się znalazł. — Mój gabinet ucierpiał — dodał szczerze na pytanie o konkurencję. — Nie jakoś spektakularnie, ale wystarczająco żebym nie chciał tam wracać od razu.
Palce zacisnęły mu się lekko na filiżance.
— Będę musiał się przenieść, nie zniknąć. Na jakiś czas… albo na stałe.
Jak gdyby nie grzebał w ziemi, nie zaglądał pod skórę, nie rozbierał ludzi na części z identyczną bezczelnością, z jaką robiła to Odile.
Jak gdyby nie niszczył słów, tych och, jakże pięknych, och, jakże wysublimowanych konstrukcji, tylko po to, aby on mógł je rozebrać do fundamentów, jak Othello.
Jakby nie byli jednym i tym samym błędem, tylko zapisanym w różnych wariantach.
Nikt nie działał Odysowi na nerwy tak skutecznie, jak własne rodzeństwo. Ich głosy miały w sobie coś, co prowokowało — każde zdanie było zaproszeniem do sprzeciwu. Jak się wypowiadali, miał ochotę zamknąć im usta, jak wygłaszali swoje opinie, miał ochotę się kłócić i celowo stawiać przeciwne tezy, byle byłby w niezgodzie z nimi. Dziwny był ten żywot Odysa. Częściej sobie sam utrudniał życie niż żyć w spokoju, okłamując, że nie lubił im dokuczać.
— Nie doceniasz mnie — mruknął po chwili, bardziej przytomnie. — Oczywiście, że podwyższyłem stawki. Jeszcze przed ósmym — krzywy uśmiech przemknął mu przez twarz. — Jakbym kurwa wiedział — jasnowidz się znalazł. — Mój gabinet ucierpiał — dodał szczerze na pytanie o konkurencję. — Nie jakoś spektakularnie, ale wystarczająco żebym nie chciał tam wracać od razu.
Palce zacisnęły mu się lekko na filiżance.
— Będę musiał się przenieść, nie zniknąć. Na jakiś czas… albo na stałe.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób