18.03.2026, 10:54 ✶
Lekarze, dorabiając sobie albo mając wpisane w zakres swoich obowiązków, oferowali wizyty domowe od lat. Jeśli sytuacja tego wymagała, winni byli złożyć taką wizytę jeszcze tego samego dnia, w którym pacjent zgłosił niepokojące objawy. Dotyczyło to głównie osób, których stan nie pozwalał na osobiste pojawienie się w świętym Mungu albo tych, u których samopoczucie gwałtownie się pogorszyło. Oczywiście w przypadkach poważnego zagrożenia zdrowia lub życia wizyta domowa była niewystarczająca. Wtedy należało wezwać magiczny odpowiednik zespołu ratownictwa medycznego.
Na nieszczęście Odysa, a być może na szczęście pięknej Anastazji, Fawley nie pracował w żadnej magicznej poradni. Oferował swoje usługi wyłącznie prywatnie. Biorąc pod uwagę jego podejście do zdrowia psychicznego oraz osobliwie rozumianą etykę, trudno było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Odyseusz Fawley w ogóle był lekarzem.
Był (!) jednakże specjalistą w swoim fachu. Świadczyły o tym oferowane usługi, budowana cegiełka po cegiełce sieć kontaktów i relacje ze stałymi klientami, którzy w zamian za spokój umysłu — och, tak wrażliwego obszaru — oraz dyskrecję oddawali mu pieniądze, zaufanie… i najczarniejsze, najwstydliwsze z ludzkich zakamarków duszy.
Pani Dohołov-Burke dopilnowała, aby Odys ruszył się do posiadłości oddalonej zaledwie o krótki dystans od jego mieszkania, gdzie mieścił się zarówno gabinet, jak i jego prywatna przestrzeń. Ten sam Odys, którego terminy były zarezerwowane aż do wiosny 1973 roku, miał wyraźną słabość do ministerialnych głów — takich, które aż zdawały się czekać, żeby włożył w nie swoje zimne jak stal palce.
Czy był okrutny wobec wszystkich swoich pacjentów? Czy był okrutny wobec Anastazji?
— Boi się pani starości, pani Anastazjo? — zapytał delikatnie, a czarna smukła sylwetka przeniosła leniwie spojrzenie na kobietę. Była piękna. — Czarodzieje często obawiają się utraty kontroli nad tym, jak są postrzegani.
O utracie kontroli wiedział wiele. Nie znosił jej i budziła w nim swoistą panikę, gniew. W związku z tym, pytaniem próbował odnaleźć jej ślad w Anastazji. Może ich lęk miał to samo źródło. Mógł zapytać również o szczegóły snu (o który ni chuja wiedział, w gruncie rzeczy prawie nic), ale doświadczenie pozwalało mu dedukować. Wkrótce miało się okazać, czy słusznie. — Z jakiej perspektywy widziała pani ten sen? — dopytał. — Patrzyła pani w lustro?
Na nieszczęście Odysa, a być może na szczęście pięknej Anastazji, Fawley nie pracował w żadnej magicznej poradni. Oferował swoje usługi wyłącznie prywatnie. Biorąc pod uwagę jego podejście do zdrowia psychicznego oraz osobliwie rozumianą etykę, trudno było jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Odyseusz Fawley w ogóle był lekarzem.
Był (!) jednakże specjalistą w swoim fachu. Świadczyły o tym oferowane usługi, budowana cegiełka po cegiełce sieć kontaktów i relacje ze stałymi klientami, którzy w zamian za spokój umysłu — och, tak wrażliwego obszaru — oraz dyskrecję oddawali mu pieniądze, zaufanie… i najczarniejsze, najwstydliwsze z ludzkich zakamarków duszy.
Pani Dohołov-Burke dopilnowała, aby Odys ruszył się do posiadłości oddalonej zaledwie o krótki dystans od jego mieszkania, gdzie mieścił się zarówno gabinet, jak i jego prywatna przestrzeń. Ten sam Odys, którego terminy były zarezerwowane aż do wiosny 1973 roku, miał wyraźną słabość do ministerialnych głów — takich, które aż zdawały się czekać, żeby włożył w nie swoje zimne jak stal palce.
Czy był okrutny wobec wszystkich swoich pacjentów? Czy był okrutny wobec Anastazji?
— Boi się pani starości, pani Anastazjo? — zapytał delikatnie, a czarna smukła sylwetka przeniosła leniwie spojrzenie na kobietę. Była piękna. — Czarodzieje często obawiają się utraty kontroli nad tym, jak są postrzegani.
O utracie kontroli wiedział wiele. Nie znosił jej i budziła w nim swoistą panikę, gniew. W związku z tym, pytaniem próbował odnaleźć jej ślad w Anastazji. Może ich lęk miał to samo źródło. Mógł zapytać również o szczegóły snu (o który ni chuja wiedział, w gruncie rzeczy prawie nic), ale doświadczenie pozwalało mu dedukować. Wkrótce miało się okazać, czy słusznie. — Z jakiej perspektywy widziała pani ten sen? — dopytał. — Patrzyła pani w lustro?
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób