16.03.2026, 17:41 ✶
Na wzmiankę o bogach, uśmiechnął się krzywo. Mógł sobie pozwolić na chwilkę przeintelektualizowanej gadaniny, ot dla własnej przyjemności i satysfakcji. Nie, żeby za tym kryło się szczególnie dużo. Postawa życiowa Othella, choć kryła się za wygórowanymi hasłami, była tak naprawdę bardzo prostolinijna.
— Czy można mnie nazwać wierzącym, skoro bogów uważam za zwykłych szyderców? — spytał retorycznie. — Nie jestem wyznawcą, który rzuca się na kolana przed najbliższym ołtarzem. Zostawiam to ludziom, którzy lubią uważać się za niewolników. Ale i nie zrzucam na bogów odpowiedzialności, bo wiem, że już dawno porzucili nasz świat. Oglądają nas jak mugole patrzą sobie na te swoje pudełka, w których pokazuje się, co się dzieje na świecie.
Ktoś by to nazwał manią wielkości. Othello wolał jednak myśleć o sobie jako o człowieku prawdziwie wolnym. O tym, który sam kształtował nie tylko własne poglądy, lecz i własny świat. O takim, którego nie obchodziły zbytnio głupoty, którymi zajmowali się zwyczajni. Nie, on był inny niż wszyscy. Jedyny w swoim rodzaju.
Przypomniał sobie, że musi napisać do matki. Na tę myśl zrobiło mu się słabo.
— Nie. Nie zmieniam cennika. Zawsze zresztą można było u mnie spłacać pogrzeby w ratach, bez odsetek. Szczególnie teraz ludzie z tego korzystają — rzekł z dumą. Czuł się trochę jak dobroczyńca, społecznik. Mógł przecież zedrzeć z tych biedaków o wiele więcej, a jednak tego nie robił. Wszystko dyktowała nie tyle szlachetność serca, a zbiór surowych zasad, znany pod mianem "etyki". — Wyobrażam sobie, że do ciebie ustawiają się kolejki nieszczęśników. Sam mógłbyś śmiało podwyższyć stawki. Masz w ogóle dużą konkurencję w Londynie? Nie licząc oczywiście Lecznicy Dusz.
— Czy można mnie nazwać wierzącym, skoro bogów uważam za zwykłych szyderców? — spytał retorycznie. — Nie jestem wyznawcą, który rzuca się na kolana przed najbliższym ołtarzem. Zostawiam to ludziom, którzy lubią uważać się za niewolników. Ale i nie zrzucam na bogów odpowiedzialności, bo wiem, że już dawno porzucili nasz świat. Oglądają nas jak mugole patrzą sobie na te swoje pudełka, w których pokazuje się, co się dzieje na świecie.
Ktoś by to nazwał manią wielkości. Othello wolał jednak myśleć o sobie jako o człowieku prawdziwie wolnym. O tym, który sam kształtował nie tylko własne poglądy, lecz i własny świat. O takim, którego nie obchodziły zbytnio głupoty, którymi zajmowali się zwyczajni. Nie, on był inny niż wszyscy. Jedyny w swoim rodzaju.
Przypomniał sobie, że musi napisać do matki. Na tę myśl zrobiło mu się słabo.
— Nie. Nie zmieniam cennika. Zawsze zresztą można było u mnie spłacać pogrzeby w ratach, bez odsetek. Szczególnie teraz ludzie z tego korzystają — rzekł z dumą. Czuł się trochę jak dobroczyńca, społecznik. Mógł przecież zedrzeć z tych biedaków o wiele więcej, a jednak tego nie robił. Wszystko dyktowała nie tyle szlachetność serca, a zbiór surowych zasad, znany pod mianem "etyki". — Wyobrażam sobie, że do ciebie ustawiają się kolejki nieszczęśników. Sam mógłbyś śmiało podwyższyć stawki. Masz w ogóle dużą konkurencję w Londynie? Nie licząc oczywiście Lecznicy Dusz.