16.03.2026, 16:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.03.2026, 23:39 przez Lana Dolohov.)
Z kolei Lana wdała się właśnie w tą część rodziny, która zajmowała się badaniem przeszłości (lecz bez tendencji do dosłownego "grzebania patykami w ziemi", gdyż praca fizyczna nie przystoiła damie). Podczas spotkań z innymi Shafiqami mogła więc swobodnie rozmawiać na temat swoich zainteresowań i utrzymywała pozytywne relacje z tymi krewnymi, którzy również byli entuzjastami historii.
Ambicje jej matki obejmowały jednak nie tylko sferę akademicką, ale także polityczną, co do której Dolohovówna nie miała żadnych aspiracji. W przeciwieństwie do Anthony'ego, nie mogła nigdy sprostać oczekiwaniom rodzica w tym zakresie. Kiedyś stanowiło to u niej źródło frustracji; zmuszano ją do pełnienia roli, do której się po prostu nie nadawała. Często marzyła wtedy o tym, jak wyglądałoby jej życie bez narzucającego swoje zdanie autorytetu. Lecz teraz, kiedy to życzenie się spełniło i była zdana sama na siebie... Pragnęła cofnąć czas by powrócić do tamtych chwil z przeszłości.
– Przykro mi to słyszeć. – w tym miejscy wypadałoby odpowiedzieć "oby udało mu się odbudować kolekcję", ale jako zbieraczka dobrze wiedziała, że nowe nabytki nigdy nie będą mogły zastąpić starych. – Dziękuję, wiele to dla mnie znaczy... Tak, kojarzę byłą pannę Malfoy z różnych wydarzeń towarzyskich. Podczas podróży starałam się też trzymać rękę na pulsie w kwestii angielskiej polityki. Przyznam, że naczytałam się również wiele o tobie i o twoich godnych podziwu osiągnięciach. – mówiąc to, uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogła nie pochwalić krewniaka, który systematycznie piął się po drabinie czarodziejskiej hierarchii, nawet jeśli dla niej samej ta motywacja była niezrozumiała.
Sięgnęła po filiżankę i zanim skosztowała napoju, pozwoliła delektować się aromatem. Już sam zapach sygnalizował, że była to herbata najlepszej jakości; po Anthonym nie można było zresztą oczekiwać niczego innego.
– Pracę? – pytanie to nieco ją zaskoczyło. Znanym faktem było, że Dolohovówna nie miała żadnego stałego zatrudnienia, tylko prowadziła działalność naukową na własną rękę. Oczywiście, podchodziła do swoich badań z powagą i dzieliła się ich wynikami z innymi historykami, jednak w jej głowie to zajęcie wciąż różniło się od pracy pod czyimś nadzorem. – Szczerze powiedziawszy... Uniemożliwia mi wiele rzeczy. – wzrok dziewczyny skupił się na trzymanej w rękach herbacie. Ciężko było jej opowiadać o ostatnich tygodniach, ale w tym momencie poczuła, że wreszcie ma na to przestrzeń. Reszta rodziny jej się nie narzucała, co bardzo doceniała, lecz najwyraźniej potrzebowała teraz kogoś, kto aktywnie wyciągnie do niej rękę. – Ja... Nie mam na nic siły. Czasami chciałaby wrócić do badań, ale wtedy łapie mnie poczucie winy. Czuję, że byłabym okropną córką, gdybym tak po prostu wróciła do codzienności i zajęła się tym, czym od zawsze chciałam kiedy jej... – przełknęła ślinę, by opanować drżący głos. – Przepraszam.
Ambicje jej matki obejmowały jednak nie tylko sferę akademicką, ale także polityczną, co do której Dolohovówna nie miała żadnych aspiracji. W przeciwieństwie do Anthony'ego, nie mogła nigdy sprostać oczekiwaniom rodzica w tym zakresie. Kiedyś stanowiło to u niej źródło frustracji; zmuszano ją do pełnienia roli, do której się po prostu nie nadawała. Często marzyła wtedy o tym, jak wyglądałoby jej życie bez narzucającego swoje zdanie autorytetu. Lecz teraz, kiedy to życzenie się spełniło i była zdana sama na siebie... Pragnęła cofnąć czas by powrócić do tamtych chwil z przeszłości.
– Przykro mi to słyszeć. – w tym miejscy wypadałoby odpowiedzieć "oby udało mu się odbudować kolekcję", ale jako zbieraczka dobrze wiedziała, że nowe nabytki nigdy nie będą mogły zastąpić starych. – Dziękuję, wiele to dla mnie znaczy... Tak, kojarzę byłą pannę Malfoy z różnych wydarzeń towarzyskich. Podczas podróży starałam się też trzymać rękę na pulsie w kwestii angielskiej polityki. Przyznam, że naczytałam się również wiele o tobie i o twoich godnych podziwu osiągnięciach. – mówiąc to, uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogła nie pochwalić krewniaka, który systematycznie piął się po drabinie czarodziejskiej hierarchii, nawet jeśli dla niej samej ta motywacja była niezrozumiała.
Sięgnęła po filiżankę i zanim skosztowała napoju, pozwoliła delektować się aromatem. Już sam zapach sygnalizował, że była to herbata najlepszej jakości; po Anthonym nie można było zresztą oczekiwać niczego innego.
– Pracę? – pytanie to nieco ją zaskoczyło. Znanym faktem było, że Dolohovówna nie miała żadnego stałego zatrudnienia, tylko prowadziła działalność naukową na własną rękę. Oczywiście, podchodziła do swoich badań z powagą i dzieliła się ich wynikami z innymi historykami, jednak w jej głowie to zajęcie wciąż różniło się od pracy pod czyimś nadzorem. – Szczerze powiedziawszy... Uniemożliwia mi wiele rzeczy. – wzrok dziewczyny skupił się na trzymanej w rękach herbacie. Ciężko było jej opowiadać o ostatnich tygodniach, ale w tym momencie poczuła, że wreszcie ma na to przestrzeń. Reszta rodziny jej się nie narzucała, co bardzo doceniała, lecz najwyraźniej potrzebowała teraz kogoś, kto aktywnie wyciągnie do niej rękę. – Ja... Nie mam na nic siły. Czasami chciałaby wrócić do badań, ale wtedy łapie mnie poczucie winy. Czuję, że byłabym okropną córką, gdybym tak po prostu wróciła do codzienności i zajęła się tym, czym od zawsze chciałam kiedy jej... – przełknęła ślinę, by opanować drżący głos. – Przepraszam.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.