16.03.2026, 16:49 ✶
Monotonny dźwięk przesuwającego się po torach pociągu.
Zaciągnięte story jednego z przedziałów Hogwardzkiego Expressu.
Byli tam we czwórkę, jak zawsze, ale Jonathan przesadził z eliksirem uspokajającym i opadł na antoniuszowy bark, traktując go jako pochudłą, wiktoriańską poduszkę, która sapnęła gniewnie przerzucając kartkę w najnowszym podręczniku do starożytnych run, ale nie przesunęła się ani o cal.
Nawet gdy ramię ścierpło.
Teraz cierpło mu serce, gdy Jonathan całkiem świadomy oparł głowę o niego, nie dając mu nawet czasu, by mógł dokonać inspekcji obrażeń i zarządzić natychmiastowe nimi zaopiekowanie.
Z większa troską, z większoą czułością podszedł do Jonathanowej duszy, równie posiniaczonej, a trudniejszej do opatrzenia.
Maść na duszę. Czemu alchemicy nie pracowali nad tym?
– Przykro mi kochany – wyszeptał w jego włosy, obejmując go łagodnie i gładząc plecy kojącymi gestami. Przez ułamek sekundy wyrzucał sobie swoją samolubność w obawie o Jonathana, w której jednak centrum było jego złe samopoczucie, szybko jednak tę energię postanowił przekuć w stanie się nieco bardziej miękką poduszką. Nie miał balsamu na duszę.
Nie wszystkie problemy załatwisz pieniędzmi.
Powiedział mu Somnia podczas wróżby i Anthony wiedział, że to prawda, ale...
– Może w takim razie Little Hangleton? Rano zorganizowałem mojej rodzinie wycieczkę po szkockim zamku szczęśliwie bez mojego udziału. Podbijam stawkę Jonathan. Romantyczna kolacja i basen pełen ciepłej wody i Twojego ulubionego olejku z dużą, bardzo dużą ilością piany. – Odsunął się tylko trochę, tak, aby móc znaleźć jego oczy, wyłuskać choćby cień uśmiechu, ucałować krzywiznę warg w cichej zgodzie na wspólny czas. I tak. Sam czuł tę różnicę, ten moment kiedy Jonathan mógł powiedzieć mu, że było ciężko, a nie chować się samotnie w domu byle tylko Anthony nie zobaczył stłuczeń. Byle nie zadał o jedno pytanie za dużo.
Zaciągnięte story jednego z przedziałów Hogwardzkiego Expressu.
Byli tam we czwórkę, jak zawsze, ale Jonathan przesadził z eliksirem uspokajającym i opadł na antoniuszowy bark, traktując go jako pochudłą, wiktoriańską poduszkę, która sapnęła gniewnie przerzucając kartkę w najnowszym podręczniku do starożytnych run, ale nie przesunęła się ani o cal.
Nawet gdy ramię ścierpło.
Teraz cierpło mu serce, gdy Jonathan całkiem świadomy oparł głowę o niego, nie dając mu nawet czasu, by mógł dokonać inspekcji obrażeń i zarządzić natychmiastowe nimi zaopiekowanie.
Z większa troską, z większoą czułością podszedł do Jonathanowej duszy, równie posiniaczonej, a trudniejszej do opatrzenia.
Maść na duszę. Czemu alchemicy nie pracowali nad tym?
– Przykro mi kochany – wyszeptał w jego włosy, obejmując go łagodnie i gładząc plecy kojącymi gestami. Przez ułamek sekundy wyrzucał sobie swoją samolubność w obawie o Jonathana, w której jednak centrum było jego złe samopoczucie, szybko jednak tę energię postanowił przekuć w stanie się nieco bardziej miękką poduszką. Nie miał balsamu na duszę.
Nie wszystkie problemy załatwisz pieniędzmi.
Powiedział mu Somnia podczas wróżby i Anthony wiedział, że to prawda, ale...
– Może w takim razie Little Hangleton? Rano zorganizowałem mojej rodzinie wycieczkę po szkockim zamku szczęśliwie bez mojego udziału. Podbijam stawkę Jonathan. Romantyczna kolacja i basen pełen ciepłej wody i Twojego ulubionego olejku z dużą, bardzo dużą ilością piany. – Odsunął się tylko trochę, tak, aby móc znaleźć jego oczy, wyłuskać choćby cień uśmiechu, ucałować krzywiznę warg w cichej zgodzie na wspólny czas. I tak. Sam czuł tę różnicę, ten moment kiedy Jonathan mógł powiedzieć mu, że było ciężko, a nie chować się samotnie w domu byle tylko Anthony nie zobaczył stłuczeń. Byle nie zadał o jedno pytanie za dużo.