16.03.2026, 16:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 16:09 przez Aidan Parkinson.)
- Nie marszcz się, bo ci tak zostanie - wypalił, szczerząc się głupio. Faktem było, że byli kuzynostwem, lecz traktowali się bardziej jak rodzeństwo. A rodzeństwo przecież sobie dokuczało, co nie? Gwizdnął nasz Aidanek, gdy Victoria przeklnęła. Ojejej, takie słowa z ust damy? - Nie no, z tą kurwą bez przesady, wystarczy Aidan.
W końcu nie brał za seks pieniędzy, raczej je dawał, bo ostatnio częściej można go było spotkać w burdelach niż z jakąś porządną damą. Aidan wszedł do środka, rozkładając ręce z głupim uśmiechem. Taki już był: wiedział, że zjebał, ale zamiast biadolić i lamentować to wolał obrócić wszystko w żart.
- Fajne te nowe perfumy, co? L'Odorre od Mademoiselle Smrodeur, najnowszy krzyk mody... - zaczął, gdy nagle Victoria rzuciła zaklęcie. I to, cholera, piekielnie dobre zaklęcie, bo Aidan naraz jakby pokrył się dziwna warstewką ni to piany, ni dziwnej poświaty, a z jego ust wydobyły się bąbelki, tak jakby połknął mydło. We włosach także miał trochę piany, a wszelkie kurze, popioły czy inne brudy które miał na sobie: wyparowały. Czy jednak to superzaklęcie podziała na smród?
Nie mam pojęcia więc rzucam czy ten krytyk podziała
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
Jeszcze przez moment odór, którym owiany był Aidan, unosił się w powietrzu. Ale nastąpiła wyraźna zmiana w tym, jak Parkinson pachniał. Smród zmieszał się z wonią mydła i różami, aż w końcu to ten zapach stał się dominujący. Aidan odkaszlnął i chciał coś powiedzieć, ale z jego ust wydobyła się potężna bańka mydlana. Zamachał rękami, zły. Bańka pękła.
- Teraz jebie jak pedał! - zniekształcony głos brzmiał, jakby wydobywał się spod wody. Róże, serio Vika?
Nie mówił normalnie: z jego ust wydobywały się mydlane bańki i piana i to one jakby przekazywały jego słowa. Magikomedia.