16.03.2026, 14:41 ✶
Brennie zawsze wydawało się, że to za mało.
Że powinna robić więcej, że śmierciożercy byli trzy kroki przed nimi, i często też że właściwie nie mieli żadnego pola to działania. Ale poddawanie się takim myślom niewiele by dało. Zrzucanie ich na innych tylko mogłoby zaszkodzić. Dlatego teraz wydobyła po prostu z kieszeni chusteczkę i podsunęła ją Olivii. Nie dała po sobie poznać, jak mocno wstrząsnęły nią te słowa, włożone czarną magią w usta Olivii. Nie pokazała ukłucia niepokoju na myśl, czy jeśli Voldemort to zrobił, to wiedział i wszystko, co wiedzieli ludzie, w których umysłach namieszał.
– Jednej osobie ponoć pomógł hipnotyzer, jeśli to nie klątwa, trzeba spróbować w ten sposób – powiedziała, wciąż z tym samym spokojem, bo udawaj, póki coś nie stanie się prawdą, musiała więc zachowywać się tak, jakby doskonale wiedziała, co robić. Millie hipnoza pomogła, sama Brenna też miała za sobą ledwo co wizytę w gabinecie hipnotyzerki i… może nie było idealnie, ale było lepiej. – Jest więcej osób, które działają, i w Ministerstwie, i poza nim. – Byłoby pychą i naiwnością zakładać, że działa tylko Zakon Feniksa, chociaż prawda była taka, że Brenna w nim pokładała większe nadzieje niż w Ministerstwie, którego sięgał długi cień Voldemorta.
Sięgnęła ku dłoniom Olivii, chcąc je uściskać. Rozumiała ten gniew. Rozumiała tę nienawiść. I nade wszystko rozumiała potrzebę ochrony bliskich. Ale wiedziała też, że złość bywała złym i podstępnym doradcą, i że nadmiar nienawiści mógł sprawić, że dusza czarodzieja rozpadnie się na kilka kawałków.
Szkoda, że nie znajdowała prostej odpowiedzi na to, jak pomóc innym lawirować między tą nienawiścią a potrzebą zemsty. Może sama dawała radę jeszcze zachować równowagę, chyba wyłącznie przez poczucie odpowiedzialności wobec tych, którzy ją tracili, ale co działo się wokół?
– Z kilkoma osobami postaramy się zorganizować zabezpieczenia, aby zwiększyć bezpieczeństwo takich osób jak twoi rodzice. I na pewno nie odmówię pomocy komuś, kto chce nauczyć się skuteczniejszej walki, żeby chronić swoich bliskich. Masz jakąś dziedzinę magii, w której czujesz się szczególnie dobrze? – Niemal każda mogła w ten czy inny sposób zostać wykorzystana do walki, a to którą Olivia by wybrała, dyktowało, kogo należałoby przydzielić do jej szkolenia. Nikt z nich nie specjalizował się w każdej dziedzinie. Istniał jeszcze tor w Księżycowym Stawie, ale to nie wydawał się dobry moment, by zabierać tam Olivię… – To bardzo wiele, Liv. Takie rzeczy mogą uratować równie wiele żyć, co walka różdżką, a w niektórych przypadkach pomóc w rozpracowaniu ich.
Nie walczyło się tylko z różdżką w ręku, co nie znaczyło, że zamierzała odcinać Olivię, jeśli chciała trenować się w walce.
Że powinna robić więcej, że śmierciożercy byli trzy kroki przed nimi, i często też że właściwie nie mieli żadnego pola to działania. Ale poddawanie się takim myślom niewiele by dało. Zrzucanie ich na innych tylko mogłoby zaszkodzić. Dlatego teraz wydobyła po prostu z kieszeni chusteczkę i podsunęła ją Olivii. Nie dała po sobie poznać, jak mocno wstrząsnęły nią te słowa, włożone czarną magią w usta Olivii. Nie pokazała ukłucia niepokoju na myśl, czy jeśli Voldemort to zrobił, to wiedział i wszystko, co wiedzieli ludzie, w których umysłach namieszał.
– Jednej osobie ponoć pomógł hipnotyzer, jeśli to nie klątwa, trzeba spróbować w ten sposób – powiedziała, wciąż z tym samym spokojem, bo udawaj, póki coś nie stanie się prawdą, musiała więc zachowywać się tak, jakby doskonale wiedziała, co robić. Millie hipnoza pomogła, sama Brenna też miała za sobą ledwo co wizytę w gabinecie hipnotyzerki i… może nie było idealnie, ale było lepiej. – Jest więcej osób, które działają, i w Ministerstwie, i poza nim. – Byłoby pychą i naiwnością zakładać, że działa tylko Zakon Feniksa, chociaż prawda była taka, że Brenna w nim pokładała większe nadzieje niż w Ministerstwie, którego sięgał długi cień Voldemorta.
Sięgnęła ku dłoniom Olivii, chcąc je uściskać. Rozumiała ten gniew. Rozumiała tę nienawiść. I nade wszystko rozumiała potrzebę ochrony bliskich. Ale wiedziała też, że złość bywała złym i podstępnym doradcą, i że nadmiar nienawiści mógł sprawić, że dusza czarodzieja rozpadnie się na kilka kawałków.
Szkoda, że nie znajdowała prostej odpowiedzi na to, jak pomóc innym lawirować między tą nienawiścią a potrzebą zemsty. Może sama dawała radę jeszcze zachować równowagę, chyba wyłącznie przez poczucie odpowiedzialności wobec tych, którzy ją tracili, ale co działo się wokół?
– Z kilkoma osobami postaramy się zorganizować zabezpieczenia, aby zwiększyć bezpieczeństwo takich osób jak twoi rodzice. I na pewno nie odmówię pomocy komuś, kto chce nauczyć się skuteczniejszej walki, żeby chronić swoich bliskich. Masz jakąś dziedzinę magii, w której czujesz się szczególnie dobrze? – Niemal każda mogła w ten czy inny sposób zostać wykorzystana do walki, a to którą Olivia by wybrała, dyktowało, kogo należałoby przydzielić do jej szkolenia. Nikt z nich nie specjalizował się w każdej dziedzinie. Istniał jeszcze tor w Księżycowym Stawie, ale to nie wydawał się dobry moment, by zabierać tam Olivię… – To bardzo wiele, Liv. Takie rzeczy mogą uratować równie wiele żyć, co walka różdżką, a w niektórych przypadkach pomóc w rozpracowaniu ich.
Nie walczyło się tylko z różdżką w ręku, co nie znaczyło, że zamierzała odcinać Olivię, jeśli chciała trenować się w walce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.