15.03.2026, 16:45 ✶
Ach, podział ról i to jak traktowano kobiety było tematem na długą debatę, nawet jeśli w świecie czarodziejów wyglądało to nieco lepiej niż wśród mugoli, może ze względu na kult Pani Księżyca. Christopher nie poświęcał takim rozmyślaniom wiele czasu, ale pewnie zagadnięty musiałby ostrożnie przyznać, że przyjmuje się, że mężczyzna musi się wyszumieć, a od kobiety oczekuje się zwykle „odpowiedniego” zachowania. Jeżeli szło o niego, to… cóż, był odrobinę hipokrytą, bo ani nie oburzałby go ani trochę, ani nie dziwił fakt, że kobieta bierze sobie kochanka, póki na przykład reputacja jego rodziny nie zaczęłaby cierpieć, gdyby szło o jego siostrę…
– Jestem pewien, że jakiś pies mógł się tu włamać tylko po to, żeby wrobić w coś Lunę – zażartował Christopher, znów wędrując spojrzeniom ku rybom, najwyraźniej najnowszej idei Aidana. Parkinson był wprawdzie w innym Domu, ale zbliżony mu wiekiem i to sprawiało, że jakoś nie dziwił się specjalnie, że ten mógł wpaść na jakiś „postrzelony” pomysł. – Może to dlatego szuka żony przez prasę. Chyba ostatnio miał trochę za dużo czasu i zaczął się nudzić, skoro wymyśla takie rzeczy. Może powinnaś do niego napisać, że ryby mają jakieś specjalne potrzeby i jako ofiarodawca musi teraz zdobyć coś bardzo rzadkiego, co utrzyma je przy życiu…?
Oczywiście, Rosier pozostawał beztrosko nieświadomy, że całe ogłoszenie było w istocie sprawką Victorii, a nie tego, że Aidan z nudów postanowił wysyłać Victorii ryby oraz szukać małżonki.
Nie bardzo obawiał się obrazku ruin w Dolinie Godryka. Propozycję złożył bez wielkiego namysłu, ale w Londynie widywał wystarczająco wiele zniszczeń. Powybijane okna, osmalone fasady i nadpalone balkony stanowiły tylko początek: kiedy podchodził do okna sypialni w apartamencie rodziców widział przez parę tygodni częściowo zawaloną kamienicę, którą dopiero w ostatnich dniach rozwalono do końca, by mogła powstać na nowo z gruzów. Nie lubił tych widoków, bo przypominały o rzeczach, o których rozmyślać nie chciał, i o tym, że nawet jeśli on nie był zainteresowany wojną, wojna mogła zainteresować się nim.
I teraz, gdy wspomniała o tej ochocie, to pomyślał, że tę może niekoniecznie, ale chyba ona też takiej nie miała, więc prawdopodobnie nie powinna być sama.
A biorąc pod uwagę, że flirtował z nią w sposób nader oczywisty, to nie zaproponowanie towarzystwa robiłoby z niego trochę idiotę. Chris lubił uważać, że idiotą nie jest. I to że się zgodziła i jeszcze podziękowała sprawiało, że aż sam siebie miał ochotę poklepać po plecach: zdecydowanie powinien być spytać.
– Chętnie będę ci towarzyszył – stwierdził gładko. – Chciałabyś załatwić to dzisiaj czy na razie poczekasz?
– Jestem pewien, że jakiś pies mógł się tu włamać tylko po to, żeby wrobić w coś Lunę – zażartował Christopher, znów wędrując spojrzeniom ku rybom, najwyraźniej najnowszej idei Aidana. Parkinson był wprawdzie w innym Domu, ale zbliżony mu wiekiem i to sprawiało, że jakoś nie dziwił się specjalnie, że ten mógł wpaść na jakiś „postrzelony” pomysł. – Może to dlatego szuka żony przez prasę. Chyba ostatnio miał trochę za dużo czasu i zaczął się nudzić, skoro wymyśla takie rzeczy. Może powinnaś do niego napisać, że ryby mają jakieś specjalne potrzeby i jako ofiarodawca musi teraz zdobyć coś bardzo rzadkiego, co utrzyma je przy życiu…?
Oczywiście, Rosier pozostawał beztrosko nieświadomy, że całe ogłoszenie było w istocie sprawką Victorii, a nie tego, że Aidan z nudów postanowił wysyłać Victorii ryby oraz szukać małżonki.
Nie bardzo obawiał się obrazku ruin w Dolinie Godryka. Propozycję złożył bez wielkiego namysłu, ale w Londynie widywał wystarczająco wiele zniszczeń. Powybijane okna, osmalone fasady i nadpalone balkony stanowiły tylko początek: kiedy podchodził do okna sypialni w apartamencie rodziców widział przez parę tygodni częściowo zawaloną kamienicę, którą dopiero w ostatnich dniach rozwalono do końca, by mogła powstać na nowo z gruzów. Nie lubił tych widoków, bo przypominały o rzeczach, o których rozmyślać nie chciał, i o tym, że nawet jeśli on nie był zainteresowany wojną, wojna mogła zainteresować się nim.
I teraz, gdy wspomniała o tej ochocie, to pomyślał, że tę może niekoniecznie, ale chyba ona też takiej nie miała, więc prawdopodobnie nie powinna być sama.
A biorąc pod uwagę, że flirtował z nią w sposób nader oczywisty, to nie zaproponowanie towarzystwa robiłoby z niego trochę idiotę. Chris lubił uważać, że idiotą nie jest. I to że się zgodziła i jeszcze podziękowała sprawiało, że aż sam siebie miał ochotę poklepać po plecach: zdecydowanie powinien być spytać.
– Chętnie będę ci towarzyszył – stwierdził gładko. – Chciałabyś załatwić to dzisiaj czy na razie poczekasz?