15.03.2026, 02:16 ✶
Był zmęczony. Obolały. Uratowali jedną osohę. Wyruszyli aby pomóc dwóm.
A jednak przez cały dzień, zanim nie udało im się uporządkować wszystkich spraw i wrócić do domu, jedna rzecz przodowała w ofiarowaniu mu pocieszenia – wizja, że jeszcze trochę i ponownie zobaczy się z Anthonym i oh jakże piękna była to wizja. Tak piękna, że od momentu gdy chwilę po świcie po raz pierwszy zakradła się do jego głowy na dłużej, już nie dała ani na moment o sobie zapomnieć. Chciał się już zaraz znaleźć obok niego. Pocałować. Usiąść w fotelu i delektować się widokiem jego oczu i barwą jego głosu. Po prostu być przy nim.
Nic więc dziwnego, że chociaż próbował pozostać skupiony to każda kolejna godzina dłużyła mu się coraz bardziej.
W końcu wrócił do Londynu.
Z wielkim bólem nie udał się od razu do Anthony'ego, jeszcze na chwilę zahaczając o swój własny dom, tak aby jak najszybciej tylko potrafił doprowadzić się do większego porządku.
Jeszcze chwila. Jeszcze tylko chwila, a już będzie przy nim. Jeszcze chwila i pokaże się przed nim cały, zdrowy (no tylko lekko posiniaczony) i zadba o to, aby mieli cały ten wieczór już tylko dla siebie.
I wreszcie... Wreszcie znalazł się w holu. I wreszcie zobaczył ponownie jego i na ten moment wszystkie inne kwestie dzisiejszego dnia przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Jonathan miał wrażenie, że coś w nim drżało, gdy z każdym krokiem zbliżał się do ukochanego, aż wreszcie chwycił go w swoje ramiona, przyciągnął do siebie i pocałował go próbując zawrzeć w tym geście jednym geście radość z okazji powrotu i przeprosiny że musiał go zostawić.
– Mam nadzieję, że nie masz żadnych gości – wyszeptał z uśmiechem.
A jednak przez cały dzień, zanim nie udało im się uporządkować wszystkich spraw i wrócić do domu, jedna rzecz przodowała w ofiarowaniu mu pocieszenia – wizja, że jeszcze trochę i ponownie zobaczy się z Anthonym i oh jakże piękna była to wizja. Tak piękna, że od momentu gdy chwilę po świcie po raz pierwszy zakradła się do jego głowy na dłużej, już nie dała ani na moment o sobie zapomnieć. Chciał się już zaraz znaleźć obok niego. Pocałować. Usiąść w fotelu i delektować się widokiem jego oczu i barwą jego głosu. Po prostu być przy nim.
Nic więc dziwnego, że chociaż próbował pozostać skupiony to każda kolejna godzina dłużyła mu się coraz bardziej.
W końcu wrócił do Londynu.
Z wielkim bólem nie udał się od razu do Anthony'ego, jeszcze na chwilę zahaczając o swój własny dom, tak aby jak najszybciej tylko potrafił doprowadzić się do większego porządku.
Jeszcze chwila. Jeszcze tylko chwila, a już będzie przy nim. Jeszcze chwila i pokaże się przed nim cały, zdrowy (no tylko lekko posiniaczony) i zadba o to, aby mieli cały ten wieczór już tylko dla siebie.
I wreszcie... Wreszcie znalazł się w holu. I wreszcie zobaczył ponownie jego i na ten moment wszystkie inne kwestie dzisiejszego dnia przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Jonathan miał wrażenie, że coś w nim drżało, gdy z każdym krokiem zbliżał się do ukochanego, aż wreszcie chwycił go w swoje ramiona, przyciągnął do siebie i pocałował go próbując zawrzeć w tym geście jednym geście radość z okazji powrotu i przeprosiny że musiał go zostawić.
– Mam nadzieję, że nie masz żadnych gości – wyszeptał z uśmiechem.