Spojrzał na Victorię, kiedy ta wyciągała pieniądze, chyba trochę dzieląc jej zdziwienie na temat tego, czym w ogóle mugole płacili. Przecież to było tak łatwo podrzeć i zniszczyć, co to w ogóle miało być? Mięło się to okropnie, tak łatwo było to zgubić... No ale nieważne, chyba co kto lubił. Ważne, żeby panu obszczymurowi pasowała ilość. Trochę się nastroszył, kiedy padalec określił go mianem lalusia, ale przecież nie będzie go teraz tutaj napierdalać. Mimo wszystko wyprostował się odrobinę bardziej, skrzywił do tego wymownie i wlepił w niego spojrzenie świadczące o tym że najchętniej to jemu by przypierdolił, ale umowa to umowa i miał ważniejsze rzeczy na głowie.
Zatem mieli - Ster Marzeń. Kilka ulic stąd, znaczy niedaleko. Fenomenalnie wręcz. Pytanie czy była to knajpa magiczna czy mieszana, ale chyba to drugie... no przynajmniej nie zakładał że szczający facet miał się za czarodzieja.
- Dobra tam, pani go skopie - machnął ręką, kiedy już marynarz się wygadał, ostrzegł ich i w ogóle. - To idziemy, miłego szczania - odwrócił się i pociągnął Victorię za łokieć w ślad za sobą. Nie było sensu dalej się męczyć. Kiedy byli parę metrów dalej, wyciągnął papierosa i zapalił.
- Ster Marzeń, czyli spacer. Jak chcesz to zrobić? Bo jeśli to knajpa gdzie będą też mugole to nie możemy czarować, a co jeśli pan ochroniarz zrobi wyjątek i cię pobije?