12.03.2026, 22:58 ✶
Basilius słysząc suchara o sucharach jedynie westchnął ciężko i na chwilę przymknął oczy, odrzucając od siebie pokusę, aby jednak zabrać im te książeczki. Ale było w porządku. Przecież sam im to dał i co jeszcze gorsza w skrycie lubił to durne poczucie humoru, zwłaszcza gdy miał obok siebie jego dwójkę piewców.
– Gdybym chciał abyś czytał coś mniej zabawnego niż twoje żarty, to przyniósłbym ci szpitalną dokumentację.
Chciał powiedzieć nekrologi, ale bardzo się cieszył, że jednak w to nie poszedł, bo prezent od Thomasa naprawdę wywołał uśmiech na bladej twarzy uzdrowiciela.
– Dziękuję – powiedzial szczerze zaskoczony tak przemyślanym wyborem po czym założył sobie wisiorek na szyję. – Millie? Pomóc ci z twoim?
Pizza natomiast wzięła go z zaskoczenia. Albo nie. Inaczej. Pizza jedynie go zdziwiła. Prezerwatywy Thomasa natomiast sprawiły, że przez krótką chwile coś w jego mózgu przestało działać.
Na całe szczęście chwilę później nastąpiły wyjaśnienia, a uśmiech Basiliusa jeszcze się poszerzył. Chociaż dalej historia o prezerwatywach była... Dość specyficzna.
– Myśle, że wygrałaś w kategorii "kreatywność" Miles – powiedział, otwierając pudełko pizzy i zachęcając aby się częstowali. – Ale... – Czy naprawdę chciał pytać? Tak. Chyba tak. – Czemu tak właściwie dmuchaliście prezerwatywy, aby wykurzyć poltergeista? I... Albo nie. Nie ważne. Nie, jednak ważne. Nie miałeś jej w portfelu, ani kieszeni, prawda?
Millie przeczytała jeden żart z książeczki, a Basilius skrzywił się i niewiele myśląc na chwilę oparł czoło o ramię Thomasa.
– Stworzyłem potwora – mruknął rozbawiony, po czym zorientował się że przecież opierał się o Thomasa, z jakiegoś powodu poczuł się niezręcznie i szybko ponownie sięgnął po dwoją torbę z zakupami.
– To... Hm... Teoretycznie to dalej się liczy jako drobiazg. Poszedłem mniej więcej podobnym kluczem zwierzęcym co Thomas – powiedział i wyciągnął dwa, zwinięte w rulonik koce, a następnie podał ten ze wzorem w koty Thomasowi i ten w oczywiście kruka, Millie. Klucz zwierzęcy. I tyle. Nie planował wspominać, że gdy tylko kupił koce dotarło do niego, że skojarzyło mu się z nimi przez to przeklęte łóżko na którym właśnie leżeli i wspólne spanie.
– Gdybym chciał abyś czytał coś mniej zabawnego niż twoje żarty, to przyniósłbym ci szpitalną dokumentację.
Chciał powiedzieć nekrologi, ale bardzo się cieszył, że jednak w to nie poszedł, bo prezent od Thomasa naprawdę wywołał uśmiech na bladej twarzy uzdrowiciela.
– Dziękuję – powiedzial szczerze zaskoczony tak przemyślanym wyborem po czym założył sobie wisiorek na szyję. – Millie? Pomóc ci z twoim?
Pizza natomiast wzięła go z zaskoczenia. Albo nie. Inaczej. Pizza jedynie go zdziwiła. Prezerwatywy Thomasa natomiast sprawiły, że przez krótką chwile coś w jego mózgu przestało działać.
Na całe szczęście chwilę później nastąpiły wyjaśnienia, a uśmiech Basiliusa jeszcze się poszerzył. Chociaż dalej historia o prezerwatywach była... Dość specyficzna.
– Myśle, że wygrałaś w kategorii "kreatywność" Miles – powiedział, otwierając pudełko pizzy i zachęcając aby się częstowali. – Ale... – Czy naprawdę chciał pytać? Tak. Chyba tak. – Czemu tak właściwie dmuchaliście prezerwatywy, aby wykurzyć poltergeista? I... Albo nie. Nie ważne. Nie, jednak ważne. Nie miałeś jej w portfelu, ani kieszeni, prawda?
Millie przeczytała jeden żart z książeczki, a Basilius skrzywił się i niewiele myśląc na chwilę oparł czoło o ramię Thomasa.
– Stworzyłem potwora – mruknął rozbawiony, po czym zorientował się że przecież opierał się o Thomasa, z jakiegoś powodu poczuł się niezręcznie i szybko ponownie sięgnął po dwoją torbę z zakupami.
– To... Hm... Teoretycznie to dalej się liczy jako drobiazg. Poszedłem mniej więcej podobnym kluczem zwierzęcym co Thomas – powiedział i wyciągnął dwa, zwinięte w rulonik koce, a następnie podał ten ze wzorem w koty Thomasowi i ten w oczywiście kruka, Millie. Klucz zwierzęcy. I tyle. Nie planował wspominać, że gdy tylko kupił koce dotarło do niego, że skojarzyło mu się z nimi przez to przeklęte łóżko na którym właśnie leżeli i wspólne spanie.