12.03.2026, 21:38 ✶
Aura tego miejsca w niektórych z badaczy wywoływała trwogę. Deszcz zacinał prosto w twarz, wiatr szarpał za dłoń ściskającą różdżkę i każdy gest zdawał się ryzykiem tego, że różdżka utonie w morskich odmętach.
Henry nic nie dostrzegł, nie był też w stanie wyczarować sobie światła, a jego serce coraz bardziej napełniało się trwogą wobec ogromnej budowli, górującej nad nimi nie tylko rozmiarem, ale i tętniącą od niej mocą.
Brynja zniknęła na moment w falach, aby potwierdzić swoje najczarniejsze przypuszczenia - wir, sztorm i fale wynikały z magii. Nie była w stanie jednak rozsądzić czy było to zaklęcie, czy energetyczna żyła, miejsce skupiające w sobie surową magię, która od czasu do czasu znajduje ujście w niespodziewanej, nadmiernej erupcji. Natura morza nie miała tu nic do tego. Ale natura tego miejsca, konkretnie tej wznoszącej się niewielkiej wyspy i wyrastającej z niej konstrukcji...
Ceolsige również zachowała zimną krew, choć nie udało jej się utworzyć klosza nad księgą i musiała bazować na swojej wiedzy, na pamięci tworzonych niedawno przecież zapisków, w obliczu dziejącego się wkoło szaleństwa. Powierzchnia latarni zdawała się chłodna, wręcz lodowata, choć skóra nie przymarzała do nienaturalnie gładkiej powierzchni. Koniuszek języka dostarczał nowych informacji. Niosący posmak wulkanu onyks, jak i kształt budowli mogły utwierdzić w rozeznaniu, że choć miejsce się zgadzało to zdecydowanie NIE BYŁA to latarnia, któa stała tu przed wiekami, nim połowa Dunwich została zatopiona. Im bliżej tym bardziej też Ceolsige mogła wątpić, aby mur był jakkolwiek dziełem ludzkich rąk.
Nad nimi zamajaczyło blade światło.
Opowieści. Morskie potworności. Czy czekali na statek widmo? Spalona noc mogła być katalizatorem, impulsem, który uformował wezwanie gardłem nieszczęsnej dziewczyny, naprawiającej w postępującym geometrycznie szaleństwie sieci.
Po chwili trwającej dwa uderzenia serca Burke zdała sobie też sprawę, że grawitacja działała tu nieco inaczej. Mrowienie kontaktu z zimną kamienną powierzchnią ustąpiło i kobieta zdała sobie sprawę, że leży na czarnym kamieniu zaś to co dotąd było powierzchnią wyspy stało się kamienną ścianą. Zjawisko nie dotknęło ani Henryka ani Brynji. Byli za daleko. Przynajmniej na razie...
Henry nic nie dostrzegł, nie był też w stanie wyczarować sobie światła, a jego serce coraz bardziej napełniało się trwogą wobec ogromnej budowli, górującej nad nimi nie tylko rozmiarem, ale i tętniącą od niej mocą.
Brynja zniknęła na moment w falach, aby potwierdzić swoje najczarniejsze przypuszczenia - wir, sztorm i fale wynikały z magii. Nie była w stanie jednak rozsądzić czy było to zaklęcie, czy energetyczna żyła, miejsce skupiające w sobie surową magię, która od czasu do czasu znajduje ujście w niespodziewanej, nadmiernej erupcji. Natura morza nie miała tu nic do tego. Ale natura tego miejsca, konkretnie tej wznoszącej się niewielkiej wyspy i wyrastającej z niej konstrukcji...
Ceolsige również zachowała zimną krew, choć nie udało jej się utworzyć klosza nad księgą i musiała bazować na swojej wiedzy, na pamięci tworzonych niedawno przecież zapisków, w obliczu dziejącego się wkoło szaleństwa. Powierzchnia latarni zdawała się chłodna, wręcz lodowata, choć skóra nie przymarzała do nienaturalnie gładkiej powierzchni. Koniuszek języka dostarczał nowych informacji. Niosący posmak wulkanu onyks, jak i kształt budowli mogły utwierdzić w rozeznaniu, że choć miejsce się zgadzało to zdecydowanie NIE BYŁA to latarnia, któa stała tu przed wiekami, nim połowa Dunwich została zatopiona. Im bliżej tym bardziej też Ceolsige mogła wątpić, aby mur był jakkolwiek dziełem ludzkich rąk.
Nad nimi zamajaczyło blade światło.
Opowieści. Morskie potworności. Czy czekali na statek widmo? Spalona noc mogła być katalizatorem, impulsem, który uformował wezwanie gardłem nieszczęsnej dziewczyny, naprawiającej w postępującym geometrycznie szaleństwie sieci.
Po chwili trwającej dwa uderzenia serca Burke zdała sobie też sprawę, że grawitacja działała tu nieco inaczej. Mrowienie kontaktu z zimną kamienną powierzchnią ustąpiło i kobieta zdała sobie sprawę, że leży na czarnym kamieniu zaś to co dotąd było powierzchnią wyspy stało się kamienną ścianą. Zjawisko nie dotknęło ani Henryka ani Brynji. Byli za daleko. Przynajmniej na razie...