- Nie można temu zaprzeczyć. - Doskonale rozumiała, co Ellie miała na myśli. Zgadzały się, co do tego, niewątpliwie. Wszystko potrzebowało równowagi, warto było do niej dążyć. Nie rozwodziła się nad tym jakoś specjalnie, nie było ku temu potrzeby. Zamiast tego zajęła się tym, po co się tutaj znalazła. Ostrożnie separowała nieodpowiednie liście od tych właściwych, przeglądała pojedyncze rośliny bardzo dokładnie, aby wykonać jak najlepiej powierzone jej zadanie. Ku jej własnemu zaskoczeniu całkiem szybko się w tym odnalazła, z każdą, kolejną rośliną szło jej coraz lepiej, aż w końcu stworzyła bukiet, jak najlepiej potrafiła. Okazało się, że całkiem nieźle jej poszło, a to zachęcało do tworzenia kolejnych bukietów.
- To ciekawe, powinnam częściej pomagać Ci z roślinami, widać sporo jeszcze mogę się nauczyć o ich właściwościach. - Jej wiedza opierała się przede wszystkim na tym w jaki sposób mogła z nich korzystać w pracy, a to była tylko drobna część tego, co mogło jej się przydać. Ellie nie miała problemu z dzieleniem się z nią swoim doświadczeniem, a zdecydowanie miała go sporo. Nie sądziła, aby mogła uzupełnić swoją wiedzę w lepszy sposób. Potrzeby zmieniały się wraz z wiekiem, może przyszedł czas w którym powinna głębiej zainteresować się tematem.
- To nie brzmi szczególnie obiecująco, mam nadzieję i że z tym trudniejszym przypadkiem sobie poradzę, szkoda by było, żeby Twoje rośliny nie spełniły swojej roli przez nieodpowiednie przygotowanie asystentki. - Dodała jeszcze. Nie zamierzała jednak odpuścić, wręcz przeciwnie - pracowała z bylicą jeszcze wolniej, nieco ostrożniej, brała pod uwagę słowa babci, potrafiła mierzyć swoje siły na zamiary, nie chciała jej w końcu zaszkodzić. Skoro miała jej pomóc, to wypadało, aby zrobiła to dobrze, głupio by jej było, gdyby kobieta musiała jeszcze po niej poprawiać. Właśnie dlatego jej ruchy były jeszcze spokojniejsze, bardziej opanowane. - Cóż, za jakiś czas moje poczynania zostaną zweryfikowane, mam nadzieję, że nie okaże się przy tym, jak z nich skorzystasz, że się nie udało. - Szkoda by było, żeby zmarnowała potencjał tych roślin, nie nastawiała się jednak negatywnie, robiła, co mogła, żeby odpowiednio ją przygotować do suszenia. Naprawdę się przykładała do każdego, nawet najdrobniejszego ruchu, oglądała dokładnie każdą łodygę, każdy liść. Nie myślała przy tym zupełnie o niczym, zupełnie się wyciszyła i to było naprawdę przyjemnym doświadczeniem. Niezbyt często pozwalała sobie na podobne momenty.
Nie do końca była zadowolona z efektu swojej pracy, miała wrażenie, że mogło pójść lepiej, ale skoro Ellie mówiła, że było nieźle, to pewnie miała rację, nie sądziła, żeby ją okłamała, nie należała do tych osób, które słodziły, bo tak wypadało. Zawsze była szczera, przyglądała się uważnie, jak babcia poprawiała węzeł, zmrużyła przy tym oczy, skupiła się bardzo mocno, by zapamiętać dokładnie ten punkt, w którym ona łączyła ze sobą łodygi. Przy kolejnej próbie miała zamiar powtórzyć ten ruch.
- Tak, teraz to widzę, spróbuję jeszcze raz. - Powtarzalność pomagała się wprawić w umiejętności, więc zamierzała złożyć jeszcze kilka pęczków, aby dojść do perfekcji. Miała świadomość, że to nie przychodziło bez konkretnej pracy włożonej w naukę. Zdawała sobie sprawę z tego, że z każdym, kolejnym bukietem będzie jej szło coraz lepiej, a przynajmniej na to się nastawiała.
- Dziękuję, bywają takie momenty, kiedy wszystko zaczyna się samo układać, najwyraźniej dotyczy to również pęczków roślin. - Wiele w końcu zależało od nastroju, a ten jej powodował, że wszystko jakoś łatwiej jej przychodziło. W końcu odnalazła spokój, co było widać na każdej płaszczyźnie. Nie ukrywała tego wcale, nie widziała takiej potrzeby, emanowała szczęściem.
Sięgnęła po kolejne rośliny, zaczęła ponownie składać pęczek, nadal robiła to ostrożnie, może nieco zbyt wolno, ale dokładność i precyzja były dla niej naprawdę istotne. W końcu znowu stuknęła łodygami o skrzynię, by ułożyć je równo, aż sięgnęła po sznurek, aby związać go w tym samym miejscu, w którym zrobiła to Ellie - odtworzyła z pamięci jej ruch, liczyła na to, że dzięki temu zbliży się do perfekcji. Gdy kobieta czasem trącała palcem któryś z liści, przyglądała się tym gestom, dzięki temu wiedziała, co zdarzało jej się przegapić, nauka przychodziła jej całkiem gładko, najłatwiej było jej zapamiętywać wszystko, kiedy mogła zobaczyć w praktyce co robiła nie do końca odpowiednio.
Akcja nieudana
Uniosła głowę znad skrzyni i przeniosła wzrok na kobietę, stwierdziła, że jest to odpowiedni moment, aby się odezwać. - Wiesz, miałaś rację, zawsze masz we wszystkim rację. - Zaczęła mówić, może nieco nieskładnie, ale sądziła, że Ellie odpowiednio odczyta jej słowa. - Nie wiem, co bym zrobiła bez Twoich rad. - Doceniała to, że były ze sobą blisko, że nie musiała niczego przed nią ukrywać, że zawsze mogła podzielić się z babcią każdą swoją wątpliwością, ona nigdy jej nie ignorowała, nie lekceważyła, wręcz przeciwnie wyciągała te swoje złote myśli, które ratowały jej skórę.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control