12.03.2026, 11:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2026, 23:27 przez Henry Lockhart.)
Henry'ego niezmiernie zdziwił fakt, że Hannibal nigdy nie widział hałdy węgla. W niemagicznym Londynie, szczególnie przechadzając się przy torach, można było łatwo takie odnaleźć. Na pewno nie trzeba było zapuszczać się do żadnych kopalni. Lubił ich oboje: Ellie i Hana, ale wiedział, że bogate czystokrwiste dzieciaki miewają momenty, gdy ich tło społeczne... bardzo się uwyraźniało. Czy dla nich widok kopalni, krajobraz industrialny, był jakąś egzotyką? Przez chwilę Henry poczuł się od nich oddalony. Jakby jednak była między nimi jakaś bariera, nie do przekroczenia. Nie powinien był za dużo o tym myśleć. W końcu byli to jego znajomi. Nie chciał się na nich złościć. Z Hannibalem miewał spiny związane ze wspólnym mieszkaniem i różnicą temperamentów. Z Electrą zawsze dogadywał się dobrze. Wiedział też, że nie mieli złych intencji. Uśmiechnął się więc jedynie. A przecież to z hałdą węgla było jedynie sarkastycznym żartem. Autoironią, w której to biedny kolega śpi na węglu. Czarnym humorem, by tak rzec.
Z ulgą przeszedł na temat pracy. Narzekanie na nią przynosiło swoiste oczyszczenie.
– Zabili nam archiwistkę. Pat się nazywała. Piliśmy czasem razem kawę – W ostatnim jego zdaniu wybrzmiał smutek. Henry szanował Bacona, który w końcu przyjął go do pracy i dał szansę na rozwój. Był w stanie przymknąć oko na niezdane Owutemy. Nazywał Henry'ego "obiecującym młodym człowiekiem". Jednak to on nakazał mu zrobić relację ze Spalonej Nocy.–.Bacon jest teraz... dziwny. Bardzo zachowawczy i to nie w dobry sposób. Antyministerialne klimaty rozumiem, ale... za mało pisze się o Śmierciożercach. Za mało o szkodliwości ich poglądów. A nie wydaje mi się, żeby w tym momencie dawanie im jakiegokolwiek przyzwolenia na szerzenie swoich chorych idei było "poszanowaniem wolności słowa". – Nakreślił palcami cudzysłów. – Obawiam się trochę, że Prorok przestanie być miejscem, dla którego bym chciał pracować. No ale na razie nic takiego się nie wydarzyło.
Zaraz jednak Ellie powiedziała o swojej pracy. O tym, że chciała zostawić mugolski modeling. Henry poczuł wściekłość. Nie na nią, ale na wszystkich oszołomów, którzy chcieli ją skłonić do porzucenia marzeń. Rozumiał jednak, że nie chciała się narażać.
– Przykro mi, Ellie. To niesprawiedliwe. Tak kurewsko niesprawiedliwe.
Z ulgą przeszedł na temat pracy. Narzekanie na nią przynosiło swoiste oczyszczenie.
– Zabili nam archiwistkę. Pat się nazywała. Piliśmy czasem razem kawę – W ostatnim jego zdaniu wybrzmiał smutek. Henry szanował Bacona, który w końcu przyjął go do pracy i dał szansę na rozwój. Był w stanie przymknąć oko na niezdane Owutemy. Nazywał Henry'ego "obiecującym młodym człowiekiem". Jednak to on nakazał mu zrobić relację ze Spalonej Nocy.–.Bacon jest teraz... dziwny. Bardzo zachowawczy i to nie w dobry sposób. Antyministerialne klimaty rozumiem, ale... za mało pisze się o Śmierciożercach. Za mało o szkodliwości ich poglądów. A nie wydaje mi się, żeby w tym momencie dawanie im jakiegokolwiek przyzwolenia na szerzenie swoich chorych idei było "poszanowaniem wolności słowa". – Nakreślił palcami cudzysłów. – Obawiam się trochę, że Prorok przestanie być miejscem, dla którego bym chciał pracować. No ale na razie nic takiego się nie wydarzyło.
Zaraz jednak Ellie powiedziała o swojej pracy. O tym, że chciała zostawić mugolski modeling. Henry poczuł wściekłość. Nie na nią, ale na wszystkich oszołomów, którzy chcieli ją skłonić do porzucenia marzeń. Rozumiał jednak, że nie chciała się narażać.
– Przykro mi, Ellie. To niesprawiedliwe. Tak kurewsko niesprawiedliwe.