• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy

[13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
11.03.2026, 22:08  ✶  

Dla Prudence to było całkiem oczywiste. Musiała wrócić się w swojej głowie, przeanalizować każdą klatkę, każde wspomnienie po kolei, aby wyłapać, co mogłaby naprawić. Miała ku temu w końcu wyjątkowe predyspozycje, co przy jej podejściu do życia mogło być bardzo męczące. Będzie to roztrząsać, aż pojawi się pewność, że wyłapała każdą, najdrobniejszą rzecz, którą mogła poprawić. Tak już miała. Była to jedna z metod, dzięki którym potrafiła jakoś przetrawiać sytuacje, w których się znajdowała. Wyciągała wnioski, nie pozwalała sobie na popełnianie tych samych błędów, ciągle nad sobą pracowała, by stawać się coraz lepszą w tym co robiła. Miała świadomość, że w dużej mierze zawiodło przygotowanie do różnych ewentualności, które mogły mu się przytrafić, ledwie się przecież tutaj przenieśli, nie zadbała odpowiednio o zaopatrzenie medyczne. Pierwszym krokiem będzie więc ogarnięcie tego.

Nie uważała, aby w tej chwili było potrzebne poruszanie tematu tego, co się wydarzyło, i ona i on doskonale zdawali sobie sprawę z tego do czego omal nie doszło. Jako, że dopiero się przebudził chciała się przede wszystkim nacieszyć tym, że wrócił do żywych, bo to nie było wcale tak oczywiste, jak mogło się wydawać. Walka była bardzo desperacka, zakończyła się sukcesem, ale to nie miało jej wystarczyć. To było za mało. Kto wie bowiem, kiedy znowu przytrafi mu się coś podobnego, nie mogła następnym razem znowu błądzić, działać impulsywnie, nie znosiła pracować w ten sposób. Powinien pojawić się na to wszystko większy plan, co do tego nie miała wątpliwości. Miała pewność, że to nie był ostatni raz, nie zadawała sobie pytania, czy to się powtórzy, tylko kiedy.

Nie mogła mieć do niego pretensji o to, że stała mu się krzywda, doskonale zdawała sobie przecież sprawę, że nie zrobił tego celowo, to po prostu się wydarzyło. Mogło się powtórzyć, w końcu miewał naprawdę różne zlecenia, mogła jednak lepiej się zorganizować, zamierzała to zrobić, bo chaos nigdy nie był jej sprzymierzeńcem. Wolała przygotować się wcześniej na wszelkie możliwości, tak było prościej. Nie spodziewała się jednak tego, że tak szybko wydarzy się coś podobnego i to było ogromnym błędem, za który on mógł przypłacić życiem, był to tylko i wyłącznie jej błąd. Jako uzdrowiciel, a przede wszystkim jako jego żona musiała dbać o to, aby żył.

- Oczywiście, że tak bym zrobiła, jest zbyt wiele rzeczy, które można poprawić, aby z tego nie skorzystać przy tworzeniu kolejnego świata, nie wiem tylko, czy ktoś brałby pod uwagę moje listy, ale to jest zmartwieniem na ewentualny koniec świata, póki co chyba nic nam nie grozi. - Miała świadomość, że nie dla wszystkich jej sposób działania mógł wydawać się oczywisty. Trudno jej jednak było zmienić to w sobie z racji na to, że miała możliwość zapamiętać każdy, nawet najmniejszy swój błąd. Obrazy uderzały w nią w najmniej odpowiednich momentach, myśli same wędrowały w takim, a nie innym kierunku, nic innego jej nie pozostawało poza kontrolowaniem tego, co mogło zdarzyć się w przyszłości. Wiedziała, że nie da się przewidzieć wszystkiego, jednak świadomość tego, że bierze pod uwagę różne ewentualności powodowała, że była nieco bardziej spokojna. Czuła się dzięki temu pewniej, bo mogła uniknąć tego zupełnie niepotrzebnego chaosu, który nigdy nie był jej sprzymierzeńcem. Niektórzy doskonale się w nim odnajdywali, potrafili podejmować szybkie, racjonalne decyzje, ona wolała mieć czas na przygotowanie się do tego, dzięki temu mogła rozważać różne opcje, a lubiła wiedzieć, że jej wybór był najlepszym z możliwych.

Wyszła z łóżka i podała mu tę wodę, co nie wydawało jej się być czymś, czego nie mogłoby zrobić dziecko, była nawet zła na siebie, że wcześniej o tym nie pomyślała, ale ta noc odrobinę ją zmęczyła, więc trochę brakowało jej racjonalności. Powinna zadbać o to, aby lepiej się trzymać, nabyć jeszcze większą odporność na zmęczenie bo przy pracy z trupami zrobiła się nieco miękka, rzadko kiedy musiała pracować tak intensywnie, był to kolejny punkt, który powinna dodać do swojej listy, którą właśnie układała w głowie, nie mogła pozwolić sobie na wyjście z wprawy, bo mogło się to skończyć bardzo źle. Niby ciągle zdarzało jej się leczyć żywych, jednak nie robiła tego tak często jak kiedyś, musiała coś z tym zrobić.

- Cieszę się, że się w tym zgadzamy. - Dodała jeszcze, chociaż nie umknęło jej to parsknięcie, czy tam charknięcie, no efekt dźwiękowy, który wydostał się z jego ust. Nie zamierzała robić z siebie jakiejś bohaterki, wykonywała przecież to, czego uczyła się przez całe życie, to nie było nic wielkiego.

Wróciła do łóżka, znajdowała się na przeciwko niego, jednak niezbyt blisko, żeby przypadkiem nie dołożyć mu kolejnego powodu przez który będzie cierpiał, kącik ust drgnął jej w delikatnym uśmiechu, gdy wspomniał o tym, że tamten wyglądał gorzej, było to może marne pocieszenie, ale jednak, doskonale wiedziała, że Benjy nie odpuszczał tak łatwo, że nie pozwoliłby na to, aby bestia  z nim wygrała, ceniła tę jego zawziętość, chociaż jak widać była ona też nieco niebezpieczna.

- Pociesza mnie to. - Dodała jeszcze po chwili, raczej nie należała do osób, które cieszyło to, że komuś działa się krzywda, jednak w tym przypadku było zupełnie inaczej.

- Nie dziwi mnie, że tak się czujesz, bo jest w tym trochę prawdy, to co Cię spotkało było bardzo bliskie przeżucia. -  Być może nie trafił pod zęby bestii, a pod pazury, jednak gdyby zdarzyło się inaczej to efekt pewnie byłby podobny. - Fakt, zważając na to co przeżyłeś moje przytulenie pewnie nawet nie będzie odczuwalne. - Jego argumenty wydawały się do niej docierać, przekonały Prue, że to wcale nie było, aż tak nieodpowiednie jak mogło się jej wydawać chwilę wcześniej. Zresztą chciała to zrobić, chciała poczuć ciepło jego skóry, upewnić się, że naprawdę jest żywy i nigdzie się nie wybierał.

- Całkiem szybko zapomniałam, nie sądzisz? Musisz mi częściej przypominać o swoich zaletach. - Jeszcze nie daj Merlinie faktycznie dojdzie do tego, że przestanie je zauważać. Prudence przecież miała ogromne problemy z pamięcią. - Mam nadzieję, że nie ściemniasz. - Wiedziała przecież, że bardzo dobrze potrafił udawać, że nic mu nie jest, zresztą poprzedniej nocy bardzo dobrze się o tym przekonała, oby nie miało się to wydarzyć ponownie.

Pękła, znalazła się bliżej, przylgnęła do jego ciała. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo tego potrzebowała. Niby nie było to nic wielkiego, ale jeszcze kilka godzin wcześniej nie miała pewności, że jeszcze kiedykolwiek będzie się mogła tak po prostu do niego przytulić, był naprawdę bliski śmierci, nie miała pojęcia, jak często mu się to zdarzało, miała prawo jednak wierzyć w to, że aż tak blisko nie znalazł się jeszcze nigdy wcześniej. Nie sądziła, że pierwszy, lepszy uzdrowiciel by go z tego wyciągnął, na szczęście ona miała pewne doświadczenie, dobrze, że trafił do domu, wolała nawet nie myśleć, jakby to wszystko wyglądało gdyby się tak nie stało.

Była bardzo ostrożna, uważała, żeby nie dotknąć go tam, gdzie nie powinna, naprawdę starała się uniknąć niepotrzebnych komplikacji, czy dokładać mu chociaż drobnego powodu do bólu, bo jego ciało i bez tego było w naprawdę fatalnym stanie. - Dziękuję za aktualizację, kiedyś nie byłeś skłonny dzielić się takimi niewielkimi liczbami. Nie będę się wiercić. - Skoro już znalazła pozycję, dzięki której nie było najgorzej, to zamierzała się jej trzymać. Cieszyło ją to, że się tym z nią podzielił, że faktycznie nie udawał, że wszystko jest w porządku i to nic wielkiego, to wcale nie było takie oczywiste. Przymknęła na moment oczy, nie mogła powstrzymać tego drobnego drżenia ciała, chociażby chciała. Dużo się wydarzyło tej nocy, a i ona miała swoje granice, w końcu musiała pęknąć, chociaż robiła to niemalże niewyczuwalnie, to mu nie umknęło. Naprawdę nie chciała, aby teraz się nią przejmował, to nie był odpowiedni moment, sam przecież praktycznie się rozsypał. Powinna być silniejsza, ale była tylko człowiekiem.

- Wiem, że nie muszę. - Nie chciała jednak pokazywać słabości, w końcu wiedziała na co się pisze, miała świadomość, że może dojść do podobnej sytuacji, tyle, że kiedy leżał na tym nieszczęsnym dywanie w przedpokoju, cały we krwi to stało się realne, naprawdę mogła go stracić, a na to nie była gotowa. Umierał na jej rękach.

Przyciągnął ją jeszcze bliżej, czuła jego oddech na swojej skórze. Żył, nie odszedł, nadal jednak trudno jej było się pogodzić z tym do czego doszło. Milczała przez chwilę, próbowała ciągle walczyć z tymi emocjami, nie udało jej się to jednak, musiały znaleźć ujście, zbyt długo dusiła wszystko w sobie, trzymała się w jednym kawałku, mimo, że czuła, że w środku wszystko zaczyna pękać. - Okropnie bałam się, że nie dam rady. - Powiedziała cicho, zacisnęła mocniej powieki, bo czuła, że zaczynają ją piec, a nie chciała się popłakać, mimo wszystko jedna łza z nich popłynęła, starała się oddychać spokojnie, ale wychodziło jej to raczej średnio. - Bałam się, że zawiodę, że mi się nie uda, a nie wybaczyłabym sobie tego. - Wolała sobie nie wyobrażać alternatywnej sytuacji do tej, która właśnie się działa, szczególnie, że naprawdę byli bardzo bliscy tego, aby to naprawdę się stało.

- To dobrze, dobrze, że go zabiliście. Najlepiej, aby wszystkie zostały zabite. - Naprawdę nie znosiła wilkołaków, teraz jeszcze bardziej, niestety nie było możliwości, żeby każdy z przeklętych zniknął z powierzchni ziemi. Było to odrobinę pocieszające, że udało im się pozbyć chociaż tego jedynego przypadku, który doprowadził Benjy'ego do takiego stanu, jednak to, że wilkołak to zrobił samo w sobie świadczyło o tym, że musiał być bardzo niebezpiecznym przypadkiem. Jej mąż należał do osób, które potrafiły się bronić, a jednak oberwał dość mocno, co dopiero gdyby trafiło na kogoś innego. Mogła być z niego dumna, udało mu się bowiem pozbyć ogromnego zagrożenia, szkoda tylko, że niemal przypłacił to swoim własnym życiem, a więc ceną największą z możliwych.

- Uczyłam się w jaki sposób reagować w podobnych sytuacjach, leczyłam ludzi po podobnych przejściach, to nie jest jakieś specjalne osiągnięcie dla kogoś kto przez lata pracował z podobnymi przypadkami, zresztą zawiodłam wiele osób, tym razem nie mogłam tego zrobić. - Nie zawsze udawało jej się osiągnąć sukces, to było dla niej najgorsze, obawiała się bowiem, że Benjy będzie kolejną osobą, której nie uda jej się utrzymać przy życiu, a tego sama by nie przeżyła, kochała go tak mocno, że nie była sobie nawet w stanie wyobrazić, jak bardzo uderzyłaby w nią jego strata.

- Zresztą pewnie gdyby był to ktoś inny, to nie udałoby mi się sobie z tym poradzić, jesteś silny, ja tylko odrobinę pomogłam Ci przetrwać. - Nie zamierzała umniejszać jego zasłudze, gdyby nie to, że miał taki silny organizm, nie mogłaby nic z tym zrobić, tak jakimś cudem udało jej się go złożyć w całość. - Niech Ci będzie, mogę uznać, że to była współpraca. - Powiedziała to dla świętego spokoju, wiedziała bowiem, że inaczej istniała szansa na to, że będzie wracał do tematu. Nie czuła potrzeby rozdmuchiwania tego co zrobiła. - Zresztą każdy medyk zachowałby się tak samo, to całkiem proste. - To, że posiadała wiedzę na temat nieco bardziej alternatywnych możliwości leczenia ją uratowało, wiedziała, że nie każdy uzdrowiciel byłby w stanie z nich skorzystać, doskonale zdawała sobie z tego sprawę, nie lubiła jednak o tym mówić. Udało jej się, to było najważniejsze, nie uważała, że był sens, aby się nad tym teraz rozdrabniać.

- Wierzę Ci. W takim wypadku chyba wypada podziękować za komplement. - Nie przejmowała się jakoś szczególnie swoim wyczerpaniem, było chwilowe, później to odeśpi i wszystko wróci do normy, była to naprawdę mała zapłata za to, co udało im się osiągnąć. Przetrwał noc, miała pewność, że nie znajdzie się za zasłoną, czuła pod sobą ciepło jego ciała, oddech powoli wracał do swojego rytmu, czekała go długa rekonwalescencja, ale żył, to było w tym wszystkim najbardziej istotne.

- Tak, nic się przed Tobą nie ukryje, niestety. - Musiała przyznać mu rację, bo znał ją jak nikt inny, znowu się poruszył, więc skorzystała z okazji, schowała twarz w jego szyi, naprawdę potrzebowała w tej chwili tej bliskości, chociaż starała się tego nie okazywać, przesunęła też dłoń, bardzo delikatnie na jego klatkę piersiową, aby móc wyczuć pod opuszkami palców to jak się poruszała, jakby chciała mieć pewność, że naprawdę oddychał i był tutaj z nią.

- Okropnie mnie wystraszyłeś. - Powiedziała jeszcze cicho, nie chciała go za to winić, ale nie mogła przecież ukrywać, że było inaczej. - Naprawdę było blisko, strasznie blisko. - Na pewno zdawał sobie z tego sprawę, bo przecież to jego ciało w tej chwili cierpiało tak, jakby ktoś je przeżuł. - Myślałam, że to koniec. - Jego koniec, jej koniec, ich koniec, a nie była na to gotowa.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (13202), Prudence Fenwick (8275)




Wiadomości w tym wątku
[13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 04.03.2026, 13:08
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 07.03.2026, 10:05
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 09.03.2026, 19:07
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 10.03.2026, 00:10
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 10.03.2026, 00:58
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 10.03.2026, 19:38
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 10.03.2026, 21:21
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 11.03.2026, 01:56
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 11.03.2026, 22:08
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 12.03.2026, 20:39
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Prudence Fenwick - 12.03.2026, 22:10
RE: [13.10.1972] as good as it gets | Prue & Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.03.2026, 00:25

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa