09.03.2026, 14:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.03.2026, 14:19 przez Brenna Longbottom.)
– W sumie to cieszę się, że nie zgubiłeś jej w ministerialnym biurze rzeczy znalezionych, bo jeszcze by uciekła i zaczęła nawiedzać mój Departament – podsumowała Brenna, wzdrygając się na samą myśl. Póki pani Turpin żyła, miała do niej całe morze cierpliwości. Ale teraz była duchem: niebezpiecznym, z którym nie mogła niczego zrobić, który powinien odejść na drugą stronę. A Spalona Noc i to, jak wpłynęła na jej psychikę, halucynacje, dręczące ją przez dobre dwa tygodnie, grzebanie w ruinach, sprawiło, że zwyczajnie za dużo sił wsadzała w radzenie sobie z tym wszystkim, aby znajdować w sobie wyrozumiałość wobec złośliwego widma.
Wysłuchała opowieści Sebastiana, relacjonującego, czego mogą się spodziewać, z uśmiechem błądzącym po ustach.
– Och, zanosi się na świetną zabawę. Dawno nie musiałam unikać przed ciskanymi w moją stronę zniczami – stwierdziła, i ciężko było powiedzieć, czy sobie tylko żartuje, czy faktycznie wizja umykania przed miotanymi w nich przedmiotami ją bawi. Może po trochu oba? - Nic mi nie wiadomo, aby cmentarz miał okazać się w jakiś sposób problematyczny...
W każdym razie tak naprawdę nie spodziewała się szczególnych problemów. Wychłodzenie mogła zwalczyć paroma zaklęciami rozgrzewającymi, znicze nie wydawały się jej bardzo niebezpieczną bronią. Jeden wkurzony duch nie był ostatecznie bardzo wkurzonymi, krwiożerczymi widmami ludzi, których zabito w Stonehange i którzy pozostawali tam uwięzieni przez setki, jeśli nie przez tysiące lat.
Zamilkła, gdy Sebastian ruszył, by przyklęknąć przy kręgu. Sama się do niego nie zbliżała, może nie chcąc kusić losu…
Co się stanie?
1 – ziemia zapada się pod Brenną
2 – ziemia zapada się pod Sebastianem
3 – któryś z pracowników potyka się o coś zakopanego pod ziemią i upuszczona pojemnik z duchem pani Turpin
4 – objawia się duch męża pani Turpin
Macmillan mógł ocenić, że krąg był wykonywany sprawnie, chociaż jeszcze nie został skończony. I zanim pracownicy zdążyli nanieść te kilka ostatnich znaków...
...coś się stało.
- Sebastian, odsuń się - nakazała Brenna ostro, wyciągając różdżkę i podchodząc bliżej. Ale mgła, która zaczęła unosić się znad grobowca, wcale nie była jakimś ochronnym zaklęciem, przed którym musieliby się bronić.
Bo po paru sekundach uformowała się w ducha czarodzieja, na oko tak pomiędzy pięćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia: w przypadku magicznych, zwłaszcza półprzezroczystych i martwych, ciężko było to ocenić.
- Nie zgadzam się!!! - krzyknął dramatycznie i zawisł nad Sebastianem Macmillanem. - Pan rozumie?! Ja się nie zgadzam! Nie możecie jej tutaj tak po prostu ze mną zostawić! Póki śmierć nas nie rozłączy, rozumie pan? Otóż rozłączyła! I życzę sobie pozostać rozłączony!
Wysłuchała opowieści Sebastiana, relacjonującego, czego mogą się spodziewać, z uśmiechem błądzącym po ustach.
– Och, zanosi się na świetną zabawę. Dawno nie musiałam unikać przed ciskanymi w moją stronę zniczami – stwierdziła, i ciężko było powiedzieć, czy sobie tylko żartuje, czy faktycznie wizja umykania przed miotanymi w nich przedmiotami ją bawi. Może po trochu oba? - Nic mi nie wiadomo, aby cmentarz miał okazać się w jakiś sposób problematyczny...
W każdym razie tak naprawdę nie spodziewała się szczególnych problemów. Wychłodzenie mogła zwalczyć paroma zaklęciami rozgrzewającymi, znicze nie wydawały się jej bardzo niebezpieczną bronią. Jeden wkurzony duch nie był ostatecznie bardzo wkurzonymi, krwiożerczymi widmami ludzi, których zabito w Stonehange i którzy pozostawali tam uwięzieni przez setki, jeśli nie przez tysiące lat.
Zamilkła, gdy Sebastian ruszył, by przyklęknąć przy kręgu. Sama się do niego nie zbliżała, może nie chcąc kusić losu…
Co się stanie?
1 – ziemia zapada się pod Brenną
2 – ziemia zapada się pod Sebastianem
3 – któryś z pracowników potyka się o coś zakopanego pod ziemią i upuszczona pojemnik z duchem pani Turpin
4 – objawia się duch męża pani Turpin
Rzut 1d4 - 4
Macmillan mógł ocenić, że krąg był wykonywany sprawnie, chociaż jeszcze nie został skończony. I zanim pracownicy zdążyli nanieść te kilka ostatnich znaków...
...coś się stało.
- Sebastian, odsuń się - nakazała Brenna ostro, wyciągając różdżkę i podchodząc bliżej. Ale mgła, która zaczęła unosić się znad grobowca, wcale nie była jakimś ochronnym zaklęciem, przed którym musieliby się bronić.
Bo po paru sekundach uformowała się w ducha czarodzieja, na oko tak pomiędzy pięćdziesiątym a siedemdziesiątym rokiem życia: w przypadku magicznych, zwłaszcza półprzezroczystych i martwych, ciężko było to ocenić.
- Nie zgadzam się!!! - krzyknął dramatycznie i zawisł nad Sebastianem Macmillanem. - Pan rozumie?! Ja się nie zgadzam! Nie możecie jej tutaj tak po prostu ze mną zostawić! Póki śmierć nas nie rozłączy, rozumie pan? Otóż rozłączyła! I życzę sobie pozostać rozłączony!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.