— Hm... Dobrze... To znaczy. Nie dobrze. Myślę, że klątwołamacze mogą pomóc bardziej — stwierdziła oczywiste. Znów miała ochotę palnąć się otwartą dłonią w czoło, ale to by wyglądało jeszcze gorzej. Było bardzo prawdopodobne, że rodzina Lestrange już zebrała wykwalifikowaną kadrę uzdrowicieli, aby zadbali o dobrostan pani Victorii, nie potrzebowali do tego mądrych słów uzdrowicielki, która była nią na własną rękę dopiero od jednego cyklu pór roku.
Deirdre normalnie mówiła pacjentom, którzy chcieli robić eliksiry na własną rękę, że to jest specjalna receptura, jednakże to była Victoria Lestrange. Malfoyówna spodziewała się, że kobieta po prostu od dziecka była zaznajamiana z naukami medycznymi oraz warzeniem medykamentów i ma to we krwi. Dlatego przytaknęła na jej pytanie o eliksir.
— Tak, nie mamy na razie lepszych, lepszych rozwiązań, może go pani wykonać samodzielnie. Owszem. To... ym... typowe dla ofiar pożarów. Zwłaszcza podczas przedłużonej ekspozycji na dym i popiół. Płuca próbują się oczyścić za pomocą kaszlu oraz flegmy. Eliksir sprawi, że kaszel będzie bardziej... um... celowy. Może być silniejszy, ale będzie dawał skutek, będzie też rzadziej. W przypadku pojawienia się krwi, proszę się do nas ponownie zgłosić, tak...y... tak nie powinno być.
Deirdre zapisała recepturę na kartce, chociaż wiedziała, że niepotrzebnie. Chciała uniknąć ewentualnych nieporozumień, co miała na myśli, chociaż starała się wypowiadać w jak najbardziej prosty sposób do pacjentów. Karteczka została wypełniona bardzo starannie, a wprawna dłoń unikała zbędnych zawijasów w recepcie. Proste, praktyczne pismo, pasowało do niezręcznej lekarki, jak idealnie uszyta rękawiczka.
— Zalecam również nadmorskie spacery przynajmniej raz dziennie, o yyy, poranku lub wieczorem, kiedy w powietrzu jest, um, największe stężenie jodu. Przestrzegam też przed teleportacją z dużą zmianą wysokości, na przykład do Snowdonii, bez... yyy, bez przystanków. Pani płuca mają zmniejszoną wydolność i przy rozrzedzonym powietrzu górski może pani zemdleć ze względu na nagłą zmianę. Z tego też powodu odradzam loty na miotle.
To również wpisała na karteczce, oznaczonej jako zalecenia.
— W przypadku przełomu w metodach leczenia, umm, powiadomimy panią listownie. Proszę się stawić w razie pogorszenia lub braku poprawy za miesiąc. To znaczy, w razie pogorszenia od razu, gdy ono nastąpi, w przypadku braku poprawy, za miesiąc. —Uśmiechnęła się do Lestrange przepraszająco, za swoją niezręczność, podając jej kartki z recepturą oraz zaleceniami magimedyka. Matka tylko wie, jak bardzo chciała wrócić do swoich smoczych poparzeń, ugryzień chochlików oraz nudnych, nocnych dyżurów, podczas których przechadzała się po korytarzu w ciszy i doglądała pacjentów.