06.03.2026, 19:17 ✶
Zauważył po drodze niecodzienną obecność butelki ginu. Przeszło mu zrazu przez myśl, aby się zaoferować z tym, że zrezygnuje z wyjazdu, że może nie powinien, że zostanie z nim. Skarcił sam się za to — Vakel nie był jego podopiecznym, aby go miał Trelawney w głowie sprawdzać do uzależnionego od sobie człowieka pozbawionego mocy zadbania o siebie. Nadto już widać Peregrinus przesiąkł niezdrowymi odruchami wyrobionymi w opiece nad matką, przez którą długo, ofiarnie rezygnował z własnych spraw — lecz był tego odruchu świadom.
Spostrzegł od razu przebudzenie Dolohova — spodziewał się tego w końcu, skoro odezwał się przeklęty wyjec. Poczucie winy i zmieszanie wpłynęły na niewyspaną, szarawą wśród ciemności twarz wróżbity.
— Właśnie zbierałem się, aby dołączyć do reszty — westchnął, wciąż dociśnięty wyrzutem wynikłym z niezręcznego potknięcia. Przed szóstą to, na marginesie, każda godzina po wpół do w moim słowniku, więc nawet się nie spóźni. — To… miał być miły gest, ale dopadła mnie złośliwość rzeczy martwych. Wybacz. — Zmiął kopertę w rękach i schował ją do wewnętrznej kieszeni cienkiej kurtki, która poręczniej niż płaszcz miała się potem zmieścić w bagażu. Trelawney spojrzał pytająco na butelkę, ale nie skomentował jej w żaden sposób, pozostawiając otwarte pole do tego, czy Dolohov zechce otworzyć temat.
Choć kusiło go, nie wykonał żadnego gestu w stronę mężczyzny. Z powodu bardzo prozaicznego — był już w ubraniu wierzchnim, w którym nie chciał naruszać czystej przestrzeni łóżka.
— Śniłem się — powtórzył półgłosem w głębokim namyśle, choć wydawał się mało zaskoczony, nawet jak na jasnowidza. — Nie tobie jednemu. Ja też miałem sen, a tuż przed wyjściem dotarł do mnie list od jeszcze jednego znajomego jasnowidza — gładko ukrył za tymi słowy nazwisko Mulcibera, o którym wiedział, że Vakel nie darzy go sympatią — on także śnił tę podróż. Widziałem Eremitę, odmłodzonego, zaprowadził mnie w ruiny. W Lamezia Terme są pozostałości dawnego klasztoru, w którym funkcjonowała niewielka szkoła magii. Zdaje się, że to z tym może się wiązać mój sen. — Zawahał się, czy dodawać kolejne słowa. A jednak nasuwały się same: — Pójdę tam od razu po zameldowaniu. Jak zapewne się spodziewasz. Co widziałeś?
Spostrzegł od razu przebudzenie Dolohova — spodziewał się tego w końcu, skoro odezwał się przeklęty wyjec. Poczucie winy i zmieszanie wpłynęły na niewyspaną, szarawą wśród ciemności twarz wróżbity.
— Właśnie zbierałem się, aby dołączyć do reszty — westchnął, wciąż dociśnięty wyrzutem wynikłym z niezręcznego potknięcia. Przed szóstą to, na marginesie, każda godzina po wpół do w moim słowniku, więc nawet się nie spóźni. — To… miał być miły gest, ale dopadła mnie złośliwość rzeczy martwych. Wybacz. — Zmiął kopertę w rękach i schował ją do wewnętrznej kieszeni cienkiej kurtki, która poręczniej niż płaszcz miała się potem zmieścić w bagażu. Trelawney spojrzał pytająco na butelkę, ale nie skomentował jej w żaden sposób, pozostawiając otwarte pole do tego, czy Dolohov zechce otworzyć temat.
Choć kusiło go, nie wykonał żadnego gestu w stronę mężczyzny. Z powodu bardzo prozaicznego — był już w ubraniu wierzchnim, w którym nie chciał naruszać czystej przestrzeni łóżka.
— Śniłem się — powtórzył półgłosem w głębokim namyśle, choć wydawał się mało zaskoczony, nawet jak na jasnowidza. — Nie tobie jednemu. Ja też miałem sen, a tuż przed wyjściem dotarł do mnie list od jeszcze jednego znajomego jasnowidza — gładko ukrył za tymi słowy nazwisko Mulcibera, o którym wiedział, że Vakel nie darzy go sympatią — on także śnił tę podróż. Widziałem Eremitę, odmłodzonego, zaprowadził mnie w ruiny. W Lamezia Terme są pozostałości dawnego klasztoru, w którym funkcjonowała niewielka szkoła magii. Zdaje się, że to z tym może się wiązać mój sen. — Zawahał się, czy dodawać kolejne słowa. A jednak nasuwały się same: — Pójdę tam od razu po zameldowaniu. Jak zapewne się spodziewasz. Co widziałeś?
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie