03.03.2026, 20:11 ✶
Wpatrywał się w stojącego przed nim mężczyznę z uwagą, kiedy tak obaj milczeli i zupełnie nie wiedział co też kłębi się w głowie tego drugiego. Ale czy to by cokolwiek zmieniło? No niezbyt, Thomas nie był najlepszą osobą do pocieszania czy poprawy komu humoru, chyba, ze komuś wystarczały głupie żarty i czarny humor, wtedy był idealny do tego zadania. A tak? to tak jakby tonącego polewać wodą i liczyć, że to mu w jakiś sposób pomoże.
Parsknął pod nosem i patrząc przez okno na niebo odetchnął.
- Może trzeba było im dać się zająć sobą, to byśmy lepiej na tym wyszli. A jemu się należało - powiedział po prostu, jakoś nie czuł się w mocy, aby wymawiać imię swojego jak sądził przyjaciela. Co innego mówić innym, żeby ruszali dalej i nie patrzyli na niego, a co innego uświadomić sobie że zostało się potraktowanym jak zbędny balast, jak kamień, który można rzucić za siebie i już się nim nie przejmować. Wydawało mu się, że faktycznie nic nie poczuje, gdyby taka chwila się kiedykolwiek nadążyła. Oh jak się okłamywał, to jakby mówić, że przyzwyczaiło się do kamienia w bucie i już nie przeszkadza. Przycisnął dłonią niedopałek do parapetu i zaraz też starł ślad po nim za pomocą kciuka. Jedna wizyta w jaskini a tak wiele rys zostawiła.
- Nora potrafi o siebie zadbać i nie zapraszałaby cię tutaj, gdyby to było niebezpieczne - powiedział tylko patrząc mu w oczy. Miał niejasne przeczucie, że w pewnym sensie w jego osobie widzi swoje odbicie, ale też nie wiedział o nim za wiele, w sumie to stosunkowo mało jak na fakt, że zawdzięczał mu ratunek i życie jakby na to nie patrzeć. Oczy mu się rozszerzyły po jego ostatnich słowach. Absolutnie nie miał pojęcia co powiedzieć, a jak nie wiedział co powiedzieć to połączenie między mózgiem i ustami zostawało odcinane i te jakby żyły własną wolą. Co kończyło się czasem dobrze, ale o wiele częściej tragicznie, bo powiedział jakiś głupi żart, aby rozluźnić atmosferę. - Cóż, na brudnego to prosta rad, wystarczy się umyć - ahh jakże, i tym razem go to nie zwiodło, poczuł na własnym karku ciary żenady po własnych słowach. - A to drugie cóż, nie wszyscy są w stanie to akceptować. Ale chuj z nimi - dodał, bo dobrze wiedział jak społeczność patrzy na takie osoby, czy to się kiedykolwiek by zmieniło? Żeby przestali patrzeć pod tym względem na innych i traktować ludzi odmiennej orientacji jak podludzi. Westchnął głęboko i złapał Crowa za ramię.
- Słuchaj... - co on właściwie chciał powiedzieć. -... wiem, że wiemy o sobie tyle, że może by się zmieściło na łyżeczce od herbaty, ale gdybyś potrzebował kiedyś pomocy w czymkolwiek, albo nie wiem z kimś pogadać, przespać u kogoś na kanapie - to wal jak w dym. - powiedział bez wymuszania uśmiechu czy innych nienaturalnych grymasów, mówił prosto z serca i poważnie.
Parsknął pod nosem i patrząc przez okno na niebo odetchnął.
- Może trzeba było im dać się zająć sobą, to byśmy lepiej na tym wyszli. A jemu się należało - powiedział po prostu, jakoś nie czuł się w mocy, aby wymawiać imię swojego jak sądził przyjaciela. Co innego mówić innym, żeby ruszali dalej i nie patrzyli na niego, a co innego uświadomić sobie że zostało się potraktowanym jak zbędny balast, jak kamień, który można rzucić za siebie i już się nim nie przejmować. Wydawało mu się, że faktycznie nic nie poczuje, gdyby taka chwila się kiedykolwiek nadążyła. Oh jak się okłamywał, to jakby mówić, że przyzwyczaiło się do kamienia w bucie i już nie przeszkadza. Przycisnął dłonią niedopałek do parapetu i zaraz też starł ślad po nim za pomocą kciuka. Jedna wizyta w jaskini a tak wiele rys zostawiła.
- Nora potrafi o siebie zadbać i nie zapraszałaby cię tutaj, gdyby to było niebezpieczne - powiedział tylko patrząc mu w oczy. Miał niejasne przeczucie, że w pewnym sensie w jego osobie widzi swoje odbicie, ale też nie wiedział o nim za wiele, w sumie to stosunkowo mało jak na fakt, że zawdzięczał mu ratunek i życie jakby na to nie patrzeć. Oczy mu się rozszerzyły po jego ostatnich słowach. Absolutnie nie miał pojęcia co powiedzieć, a jak nie wiedział co powiedzieć to połączenie między mózgiem i ustami zostawało odcinane i te jakby żyły własną wolą. Co kończyło się czasem dobrze, ale o wiele częściej tragicznie, bo powiedział jakiś głupi żart, aby rozluźnić atmosferę. - Cóż, na brudnego to prosta rad, wystarczy się umyć - ahh jakże, i tym razem go to nie zwiodło, poczuł na własnym karku ciary żenady po własnych słowach. - A to drugie cóż, nie wszyscy są w stanie to akceptować. Ale chuj z nimi - dodał, bo dobrze wiedział jak społeczność patrzy na takie osoby, czy to się kiedykolwiek by zmieniło? Żeby przestali patrzeć pod tym względem na innych i traktować ludzi odmiennej orientacji jak podludzi. Westchnął głęboko i złapał Crowa za ramię.
- Słuchaj... - co on właściwie chciał powiedzieć. -... wiem, że wiemy o sobie tyle, że może by się zmieściło na łyżeczce od herbaty, ale gdybyś potrzebował kiedyś pomocy w czymkolwiek, albo nie wiem z kimś pogadać, przespać u kogoś na kanapie - to wal jak w dym. - powiedział bez wymuszania uśmiechu czy innych nienaturalnych grymasów, mówił prosto z serca i poważnie.