03.03.2026, 15:03 ✶
- Za chaos! - zawrótowała jej ćwierć bodajże selkie, która z racji faktu nie posiadania spadkowej skóry i tak nie mogła się poszczycić swą foczą naturą. Nie potrzebowała tego, starczyło jej, że pani bozia odpowiedzialna za rozmnażanie, użyczyła jej ładnej buzi. Nieziemsko pięknej buzi. I całkiem niezły głos, prócz słonej wody w żyłach miała z pewnością muzykę.
- Moi? Nietutejsza? - zaśmiała się serdecznie, maczając wargi w trunku, by zmyć gorycz słóweńka tak niewinnego jak „nieśmiało”. Ona i nieśmiało?! Dobre sobie. - W połowie mam krew tej wyspy i kiedyś przed laty byłam częstszym gościem na wyspach niż teraz. Ach.. - westchnęła wonią Dziurawego Kotła - To były czasy, musisz przyznać. Mniej spalenizny. Więcej wina - pokiwała głową z sentymentem, który może i brzmiałby o wiele ciężej, gdyby nie sposób podania - lekki, kokieteryjny, wręcz zabawny. Rozrywkowy.
- Nie da się ukryć, że dlatego nie wybrałam sobie muzycznej kariery. Wtedy sakiewka zawsze jest dziurawa. Egzorcyzmy jednak… ha! Zawsze ktoś umrze, całkiem sporo, statystycznie rzecz ujmując, przeżywa w związku z tym dość potężne emocje. Wystarczająco duże, by potem pozostający razy życiu potrzebowali mojego wsparcia. - wypięła pierś z dumą. Zaiste chaos był jej sprzymierzeńcem. - W ogóle słyszałam, że macie tutaj cały nawiedzony las? - pochyliła się konspiracyjnie ku Lorraine, z uwagą przyglądając się swojej rozmówczyni. Nie miała wielkich oczekiwań co do lasu. Zazwyczaj ludzie reagowali żywiej, gdy duchy zagnieżdżały się w domach. A kawałek zielska? Zawsze mógł poczekać. Na święte nigdy. - Ładnie się tu urządziliście w ogóle. Finn Wam się dorzuca do zespołu, czy zbieracie do kapelusza? - uciekła wzrokiem do pianina i rozstawiającego się w wyznaczonym miejscu zespołu.
- Moi? Nietutejsza? - zaśmiała się serdecznie, maczając wargi w trunku, by zmyć gorycz słóweńka tak niewinnego jak „nieśmiało”. Ona i nieśmiało?! Dobre sobie. - W połowie mam krew tej wyspy i kiedyś przed laty byłam częstszym gościem na wyspach niż teraz. Ach.. - westchnęła wonią Dziurawego Kotła - To były czasy, musisz przyznać. Mniej spalenizny. Więcej wina - pokiwała głową z sentymentem, który może i brzmiałby o wiele ciężej, gdyby nie sposób podania - lekki, kokieteryjny, wręcz zabawny. Rozrywkowy.
- Nie da się ukryć, że dlatego nie wybrałam sobie muzycznej kariery. Wtedy sakiewka zawsze jest dziurawa. Egzorcyzmy jednak… ha! Zawsze ktoś umrze, całkiem sporo, statystycznie rzecz ujmując, przeżywa w związku z tym dość potężne emocje. Wystarczająco duże, by potem pozostający razy życiu potrzebowali mojego wsparcia. - wypięła pierś z dumą. Zaiste chaos był jej sprzymierzeńcem. - W ogóle słyszałam, że macie tutaj cały nawiedzony las? - pochyliła się konspiracyjnie ku Lorraine, z uwagą przyglądając się swojej rozmówczyni. Nie miała wielkich oczekiwań co do lasu. Zazwyczaj ludzie reagowali żywiej, gdy duchy zagnieżdżały się w domach. A kawałek zielska? Zawsze mógł poczekać. Na święte nigdy. - Ładnie się tu urządziliście w ogóle. Finn Wam się dorzuca do zespołu, czy zbieracie do kapelusza? - uciekła wzrokiem do pianina i rozstawiającego się w wyznaczonym miejscu zespołu.