Nie mogła oderwać od niego wzroku, kiedy wgryzał się w kolejną, a później kolejną bułę. Pochłaniał ich horrendalną ilość, zauważył to spojrzenie, nie miała co do tego wątpliwości, bo dostrzegła to wzruszenie ramionami. Nie skomentowała tego, przynajmniej na początku, wróciła do przegryzania swojego hot doga. Nie był to może wybitny posiłek, znajdowali się przy stacji benzynowej, ale smakował wyjątkowo, bardzo wyjątkowo. Nie spodziewała się na pewno nigdy, że smak nieco twardej bułki z parówką w środku będzie miał całe życie przypominać jej smakuje wolność.
Nie miała żadnych oczekiwań związanych z tym, gdzie mieli się znaleźć, nie miała żadnego planu, ucieczka nie była przemyślana. Nie uważała jednak, że znaleźli się w nieodpowiednim miejscu, był to jej nowy początek, nowa droga, którą miała podążać i nie miała pojęcia, co na niej spotka. Nie wiedziała, co przyniesie jutro, skupiała się więc na tym, co działo się teraz. Nie do końca miała ochotę wracać do wydarzeń sprzed chwili. Nie chciała się nad tym zastanawiać, rozmyślać, to nie był na to odpowiedni moment, nie wątpiła w to, że nadejdzie. Póki co jednak wolała zająć się czymś innym. Powolne przeżuwanie i skupianie się na tym, żeby za bardzo nie myśleć o smaku było idealnym zajęciem.
Nie ciągnął jej za język. Nie dopytywał, i dobrze. Na pewno zdawał sobie sprawę, że nic nie było w porządku, że pojawiały się pytania, coraz więcej pytań, na które pewnie chciałaby poznać odpowiedzi, jednak to nie był na to czas. Aktualnie wolała nie myśleć o tych wszystkich ludziach, którzy zostali w katedrze, którzy mogli poczuć, że ich zawiodła. Nie spełniła oczekiwań, ten jeden, jedyny raz była okropnie egoistyczna, nie przejmowała się niczym, nie zastanawiała się nad konsekwencjami, po prostu podążyła za tym, co podpowiadało jej serce. Nie przywykła do tego, aby go słuchać, to nie było w jej stylu, a jednak niczego nie żałowała. Czuła, że było to właściwe, że właśnie w ten sposób powinna postąpić.
Myślała o tym, czy jest na nią zły, że zignorowała jego wiadomość, czy miał do niej żal, że się do niego nie odezwała, że zniknęła bez słowa. Dosyć szybko jednak udało im się odnaleźć w dawnym rytmie, do którego przywykli. Potrafili współpracować jak nikt inny, nie zadawali pytań, po prostu działali. Niektórych rzeczy przychodziły bardzo naturalnie, jakże mogłaby sądzić, że to nie było właściwe, kiedy odnajdywała się w tym bez najmniejszego problemu, instynkt ją prowadził.
- Fakt, nie przemyślałam tego do końca. - Nie wątpiła w to, że miewał problemy ze zdobyciem nowych części garderoby, był przecież taki, nie mieścił się w standardach, chociaż uważała to raczej za jego urok. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, ile musiały zajmować jego zakupy, pewnie szył większość swoich ubrań na miarę. - Kto by się spodziewał, że lojalność wobec korony będzie dla Ciebie taka istotna. - Nie odrywała od niego spojrzenia nawet na moment, pozwalała sobie się w niego wpatrywać, bo nic ich już nie goniło, a przynajmniej tak się jej wydawało, a dawno nie miała takiej możliwości, więc korzystała z okazji, kto bowiem wiedział, kiedy pojawi się kolejna. Na pewno miał jakieś pilne zlecenie na końcu świata do zrealizowania, jak zawsze.
- Tja, właśnie widzę te Twoje cale zapasy tłuszczu. - Pozwoliła sobie ostentacyjnie zmierzyć go wzrokiem od stóp do głów. Nie wydawało jej się, aby to co mówił miało jakieś przełożenie na rzeczywistość. Skoro jednak stwierdził, że nie potrzebuje w tej chwili swojego płaszcza to nie zamierzała mu go oddawać. Wieczór robił się coraz chłodniejszy, a tak głupia sukienka, którą miała na sobie nie była w stanie uchronić jej przed tym orzeźwiającym wiatrem. - Zawsze było Ci cieplej. - Niż jej. To nie było też niczym nowym, ile w tym było faktycznie prawdy, a ile tego, że wolał zadbać o to, aby ona czuła się lepiej. Nie wiedziała, nie wątpiła jednak w to, że nieraz zdarzyło mu się podzielić z nią czymś, co również było mu potrzebne. Zmrużyła oczy i zawiesiła wzrok na jego twarzy, kiedy wspomniał o tym, że pasuje jej ten styl po starszym bracie.
Pamiętała, że zawsze ją chronił, brał na siebie odpowiedzialność za jej bezpieczeństwo. Byli najlepszymi przyjaciółmi, tylko, czy naprawdę miała być mu nadal niczym młodsza siostra? Od lat jej to nie odpowiadało. Nie znalazła w sobie nigdy odwagi, aby na to reagować. Tkwiła w tych ramach, które sami sobie narzucili. Czy naprawdę chciała dalej to robić? Wierzyła, że nie znalazł się w tej katedrze bez przyczyny, przynajmniej jeszcze przed chwilą, miała nadzieję, że może to było coś więcej, może niepotrzebnie, aż tak odbiegała od rzeczywistości. Zrobił to co zawsze, zachował się, jak jej przyjaciel, uratował ją przed zgubą. Nie powinna temu dopisywać niczego innego.
- Mój starszy brat wcale nie jest ode mnie aż tyle wyższy. - Bo przecież miała swojego bliźniaka, nie potrzebowała kolejnego brata, nie chciała wyglądać w ten sposób w jego płaszczu. Te uczucia, które powodowała jego obecność były bardzo dalekie od tego, co czuło się w stosunku do rodzeństwa.
Nie odezwała się ani słowem na temat tego, że postanowił właśnie zapalić fajkę pod znakiem zakazu palenia. Nie skomentowała tego, chociaż jej wzrok powędrował to tego nieszczęsnego symbolu, a później do jego osoby. Nie miała jednak dzisiaj siły pilnować zasad, jakże by mogła, kiedy sama bardzo wiele złamała. Nie było więc sensu zwracać uwagi na taką drobnostkę, chociaż zazwyczaj pewnie by sobie tego nie odmówiła. Prudence uważała, że reguły istnieją po coś i warto jest ich przestrzegać, przynajmniej w większości. Były bowiem dziedziny, w których zupełnie się tym nie przejmowała, jednak wierzyła, że robi to dla większego dobra.
- Tak, ważnego. - Powtórzyła raz jeszcze. Miała świadomość przecież jak wyglądało jego życie. Ciągle się gdzieś spieszył, miał coś do załatwienia, zawsze na niego gdzieś, ktoś czekał. Miała uwierzyć w to, że tym razem było inaczej? Nie chciała być kimś, kto go tutaj zatrzyma, bo na pewno nie planował takiej eskapady, nie lubiła być czyimś problemem, dlatego więc zadała to pytanie i wolała się upewnić, że faktycznie nie ma nic przeciwko temu, aby dotrzymać jej towarzystwa. Nie wydawało jej się, aby był z nią szczery, jednak skoro tak twierdził, to nie miała zamiaru z tym dyskutować.
- Skoro tak twierdzisz, to możemy to sprawdzić. - Kamień spadł jej z serca, bo chciała spędzić z nim jeszcze trochę czasu, nie do końca byłaby szczęśliwa, gdyby zniknął w mroku, a tak mogli chociaż jeszcze przez chwilę potrwać przy sobie, spędzić razem kilka godzin, to na pewno by jej wystarczyło. Wolała nie myśleć o tym, co będzie później, bo wiedziała, czego powinna się spodziewać. Byli pod tym względem okropnie różni, on musiał być w drodze, a ona nie chciała być kimś, kto będzie go zatrzymywał wbrew jego naturze, to byłoby krzywdzące.
- Pierwszy plan możesz odhaczyć jako zrealizowany, co do drugiego, to pewnie w przeciągu kilku minut uda nam się sprawdzić. - Wolałaby tego nie robić, jednak, co właściwie mieli do stracenia, ta noc miała być inna niż wszystkie, nie zamierzała usilnie trzymać się swoich typowych zachowań, mogła nieco przekroczyć wcześniej nieprzekraczalne granice, mogła się bawić, i tak nic, co miałaby zrobić nie pobije tego, że wcześniej uciekła sprzed ołtarza ze swoim bardzo dawno niewidzianym przyjacielem. Nie dało się tego osiągnięcia w żaden sposób prześcignąć.
Słuchała tego, co miał do powiedzenia bardzo uważnie. Kiedy tak o tym opowiadał to propozycja wydawała jej się być coraz bardziej atrakcyjna, nie sądziła, aby znalazł się ktoś, kto mógłby mu jej odmówić. - Myślisz, że mają tam też watę cukrową? - Jakby jeszcze jej potrzebowali. - To wszystko o czym wspomniałeś i wata cukrowa, to byłby idealny pomysł na spędzenie tego wieczoru. - Musiała postawić jakiś warunek, czyż nie, więc jej drobnym warunkiem miała być okropnie słodka wata cukrowa, która pewnie poskleja jej palce. Doskonale pasowała do całej reszty asortymentu, w który mieli się zaopatrzyć.
- Ty będziesz rzucał, ja będę Ci podawała amunicję, wiesz, jak jest. - Obawiała się, że mogłaby nie podołać temu zadaniu. - Brzmi to jak plan, całkiem niezły plan. - Mogli się schować w budynku kina, udać, że cały świat nie istnieje, nie mogło być lepiej. Nie do końca była bowiem gotowa, aby zderzyć się z rzeczywistością, jeszcze nie, wolała pozostać w tym zawieszeniu, ukryciu.
Uśmiechnęła się, kiedy musnął palcem jej nos, nie mogła nie zareagować na ten gest, który niósł ze sobą wiele ciepłych wspomnień. Jako, że mieli plan, pozwoliła sobie wsunąć rękę pod jego ramię, tak jak robili wiele razy. - To co, idziemy, jeszcze seans nam ucieknie. - Nie przestawała się uśmiechać, jakby wcale nie zostawiła za sobą całego znanego sobie świata, jakby nie zburzyła tego porządku, który sobie układała od lat.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control