• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett

[17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett
The Nocturn's Delight
When I grow up,
I wanna be a heretic.
wiek
20
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
malarz i aktor
Normalnie skóra zdjęta z ojca! 177 cm wzrostu, waży koło 70 kg. Szczupły młodzieniec, chodzi wyprostowany emanując pewnością siebie. Ma wyjątkowo jasne włosy, które od razu zdradzają jego pochodzenie od Malfoyów. Oczy jasne w szarym odcieniu. Można odnieść wrażenie, że jest wiecznie z czegoś niezadowolony, ale wrażenie to umyka, gdy otwiera usta - charyzmatyczny chłopiec z łagodnym, może nieco chrapliwym głosem.

Baldwin Malfoy
#4
27.02.2026, 10:15  ✶  
Prawdą było, że Baldwin Malfoy nie zastanawiał się nad cudzymi demonami. Z niczym więcej jak uprzejmą obojętnością spoglądał na ludzi rozszarpywanych przez ich wewnętrzne strzygi czy upiory; nad tymi, którzy nawet w nocy nie potrafili znaleźć ukojenia, a szary świt Nokturnu budził ich w pościelach zlanych potem po snach pełnych tormentów.
Ale prawdą też było, że gdy Scarlett układała wieczorem swoją głowę na jego piersi, nawet jeśli pakowała mu przy tym pachnące wanilią i gruszką kudły do nosa i buzi, to i dla niego poranki były prostsze. Nie potrafił tego przyznać. Nie chciał tego przyznać. Dlatego wracał. Chociaż czasami pojawiała się ta czy inna okazja, wracał do tego co mu stawało się coraz milszym.

Siedziała przy swoim biurku pracując.
Nie przeszkadzało mu, że pracowała. Jasne uważał, że wywoływanie duchów i egzorcyzmy były o wiele bardziej ciekawe, niż uczenie się na pamięć nudnych tekstów z nudnych kodeksów, ale… Scarlett sprawiało to radość. To było chyba ważniejsze od reszty, nie? Jakby na przykład jej sprawiało radość układanie wiązanek pogrzebowych albo gdyby odkryła w sobie pasję cukierniczą i wymyśliła sobie małą kawiarnię na Pokątnej - good for her! Pijałby wszystkie nieudane eksperymenty kawowe. Nie rozumiał jak pijani kumple zachwycali się wizją tego, że ich panny po ślubie zamkną się w domu, będą rodzić dzieci i nudzić się niemożebnie. Może to była kwestia tego, że Visenya dostała w prezencie ślubnym ten swój butik i miała gdzie się bawić małymi krawcowymi jak lalkami, co czyniło ją odrobinę mniej nieznośną? A może tego, że po Lorraine widział jak bardzo każdy moment przerwy od pracy jej nie służy? Po chuj ludziom żony jak planowali je zamykać w wielkich domostwach i prezentować jak ładne pieski na wybiegach podczas wszystkich bali i przyjęć? A potem i tak znajdowali sobie młodsze dziunie argumentując, że “nie są tak zdechłe i puste w środku” jak ich żony? No kurwa, raczej że nie były?
Rozwalało mu to trochę najebany mózg. Podobnie jak te całe płaczki, że jak to kobieta zarabia więcej? A potem patrzył na takiego jednego z drugim na pensji urzędniczej czy ich godnych pożałowania marżach z teatru i zastanawiał się skąd te chłopy chcą mieć hajs na piwko po pracy. Jemu by na przykład bardzo odpowiadało, gdyby np. wychodząc za Scarlett ta rżnęłaby ich system fiskalny na potęgę albo zdzierała grube galeony z żonatych nadzianych typów, którzy chuja w spodniach nie potrafili utrzymać. Przecież on i tak siedział w domu (gdy nie siedział w teatrze albo w knajpie) z Fridą. Jakby chciała mieć kolejne dziecko - mógłby siedzieć i z nim. Miał wprawę w malowaniu z berbeciem na kolanach i jakoś nigdy domalowująca palcami kwiatki Frida nie zburzyła jego wrażliwego, kruchego, męskiego ego.
Ale co ważniejsze…
Scarlett wreszcie znalazła swoje miejsce w Londynie. W dodatku to była dla niej tak dobra okazja na poznanie bliżej swojej rodziny, a jak się wkręci w ten świat na dobre - zawsze mógł ją spiknąć na pogawędkę z Elliottem. W końcu kuzyn był Kanclerzem Skarbu. Na pewno by go ciekawiło takie świeże podejście w prawie. Czy nawet ta jej babka… Desmond swojego czasu miał fioła na punkcie książek starej Mulciber. No i panna na prawie pewnie nie miałaby problemów zaimponować Marcusowi… Otrząsnął się z tej myśli. I tak wszystko sprowadzało się do tego, że Scarlett w tych swoich prawniczych garsoneczkach wyglądała jeszcze seksowniej niż codziennych czarnych fatałaszkach. Nie żeby jej w nich nie lubił, oczywiście, że wolał ją w ogóle bez żadnych ubrań, tak jak ją Bogini Matka stworzyła, ale no było coś w tych urzędniczych ciuszkach, ciasno spiętych włosach i pończochach... Fuck the law nabierało zupełnie innego znaczenia. I całkiem mu się to nowe znaczenie podobało.

W końcu podszedł bliżej, niewiele sobie robiąc z wyrzutu w jasnych oczach. Przecież wrócił! I to o sensownej porze.
Objął ją, przesuwając wpierw kciukami po jej smukłych ramionach; błądząc palcami po kościach obojczyka, łaskocząc bladą skórę Mulciberówny. Uwielbiał jej odcień. Upajał się jej zapachem. Odchylił lekko jej głowę, by móc ucałować ją w zagłębienie między ramieniem a szyją. Przesunął końcówką języka aż do płatka jej ucha, łaskocząc pewnie Scarlett swoją nie przystrzyżoną brodą. Jeszcze trochę i będzie mógł się jej pozbyć. Dziwnie było żyć z brodą - nawet jego ojciec zawsze golił policzki na gładko. Wrócił myślami do blondyneczki. Tak. Smakowała równie dobrze co pachniała.
- Mieliśmy krócej próby, bo ćwiczyli dzisiaj znowu do Ekstazy. A że mnie nie jara oglądanie po raz setny stękającego i samobiczującego się Selwyna, to wróciłem wcześniej. Nie cieszysz się?- Przytulił policzek do jej policzka, specjalnie ją łaskocząc.
Sięgnął leniwie po bilety pozostawione na blacie biurka. Spojrzał przelotnie na drużyny i miejsca. Dawno nigdzie nie wychodziliśmy… Nie mógł jej odmówić prawdy. Cały początek września upłynął na sprzątaniu, ratowaniu co się da z popiołów i przeprowadzce do Necronomiconu. Teraz kiedy tu osiadli… Czy zamieniał się w tych wszystkich chłopów, którzy wynudzali swoje dziewczyny.
Obrócił gwałtownie jej krzesło, tak by znalazła się przed nim, twarzą w twarz. Padł na jedno kolano, dociskając bilety do serca, a drugą dłoń wyciągając w jej stronę.
- Och mi’lady Scarlett Rebecco Mulciber, córo Rebecci Malfoy, czy uczynisz mnie najszczęśliwszym na ziemi i wybierzesz się ze mną na mecz Qudditcha, co byśmy mogli pokibicować jakimś latającym na miotłach no-name’om, a potem mogli świętować zwycięstwo innych no-name'ów całując się w stadionowym kiblu, póki nas ochrona nie wywali na zbyty pysk? - Zastanowił się przez chwilę, po czym zniżył głos do szeptu.- Kupię nam nawet popcorn.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Baldwin Malfoy (1640), Pan Losu (65), Scarlett Mulciber (866)




Wiadomości w tym wątku
[17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Baldwin Malfoy - 14.02.2026, 19:02
RE: [17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Pan Losu - 14.02.2026, 19:02
RE: [17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Scarlett Mulciber - 15.02.2026, 11:33
RE: [17.09.1972] You are the love I prayed for - Baldwin & Scarlett - przez Baldwin Malfoy - 27.02.2026, 10:15

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa