Udało im się uciec. To było sporym sukcesem, jakoś przetrwała też tę podróż, która nie należała do jej ulubionych. Wszystko działo się szybko, bardzo szybko, aż w końcu mogli złapać oddech. Ona mogła złapać oddech. Jej myśli nie uciekały zbyt daleko, skupiała się na tej chwili, momencie w czasie, w którym właśnie się znajdowali. Miasto wyglądało pięknie pod całunem nocy, światła migotały w ciemności. Być może nie miała w tej chwili tutaj być, ale kto by się tym przejmował. Ona nie zamierzała. Oczy miała zmrużone, ciężko jej było skupić się na czymś innym niż na jej towarzyszu, który nie mógł przestać jeść. Zgubiła rachubę, przestała liczyć, nie miała pojęcia ile hot dogów pochłonął, w sumie wyglądał na kogoś kto sporo w sobie mieści, zapomniała jednak, że jego żołądek był niczym studnia bez dna. Wpatrywała się w niego, chociaż nie chciała być szczególnie nachalna, ale nie mogła się oprzeć temu, by nie spojrzeć na niego chociaż kątem oka, kiedy kolejna buła zbliżała się do jego ust. Niesamowite.
Sama Prue połasiła się jedynie na jednego hot doga, nie skupiała się na jego smaku, wolała nie wiedzieć z czego był zrobiony, dzięki temu miała spać spokojniej, na szczęście keczup całkiem nieźle go zabijał. Nie była głodna, ale jadła z rozsądku, wiedziała, że jej organizm tego potrzebował.
Neon tuż nad jej głową rozświetlał mrok swoim blaskiem, przyciągał ludzi do tego miejsca, starała się go ignorować, bo wcześniej zwróciła na niego uwagę i wyglądał okropnie niedorzecznie, a może to ona tak wyglądała stojąc tuż pod nim, z białą suknią wystającą spod zdecydowanie zbyt wielkiego płaszcza. Kiedy skończyła jeść, a robiła to raczej powoli, przetarła twarz wierzchem dłoni, aby nie pozostawić na niej śladów posiłku, keczup bywał zdradliwy - doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
Czy wszystko było w porządku? Wzruszyła ramionami, gdy usłyszała to pytanie. Nie do końca wiedziała, jak powinna na nie odpowiedzieć. Nie mogło być lepiej? Nie powinno mnie tu być, miałam być gdzieś indziej, podjęłam impulsywną decyzję, której echo będzie wybrzmiewało za mną latami i nie do końca wiem, jak sobie z tym poradzić? Chciała mu zadać wiele pytań, naprawdę wiele, jednak do tego też jeszcze nie doszła. Nadal uważała, że to, co zrobiła było właściwe, nie chciała znaleźć się nigdzie indziej, z nikim innym, jednak jeszcze nie wiedziała, czy jest okej. Musiała to przetrawić, powoli, jakoś ułożyć sobie w głowie to, że została uciekającą panną młodą, która właśnie wylądowała na stacji benzynowej i jadła hot doga, który mimo swojego parszywego smaku wydawał się jej smakować wolnością.
Spojrzała na Benjy'ego, który właśnie sięgał po swojego papierosa, po czym przeniosła wzrok na znak informujący o zakazie palenia, który znajdował się obok. Nie skomentowała tego nawet słowem, co też nie było do niej podobne, bo miała w zwyczaju przestrzegać zasad, nie mogła tego zrobić, nie dzisiaj, dzisiaj miała gdzieś swoje przyzwyczajenia i nawyki.
- Tak, wszystko jest w porządku. - Powiedziała w końcu, przypominając sobie o tym, że nie odpowiedziała na zadane przez niego pytanie, tak właściwie to nie kłamała, tak w zasadzie, można było uznać, że wszystko jest okej.
Przeniosła wzrok na papierową torbę, w której Benjy miał zapasy, pokręciła przy tym głową. - Jakim cudem wepchniesz w siebie to wszystko, zapomniałam, że lepiej Cię ubierać, niż karmić. - Nie mogła się nadziwić, ile był w stanie pożreć, jakby się zastanowić nad jej słowami, to w sumie z ubieraniem go pewnie też był problem, z tymi gabarytami raczej nie mógł korzystać z większości sklepów.
- Czemu nie? - Spojrzała na plakat, który wisiał na murze, zachęcający do obejrzenia seansu. Nie mieli żadnych planów, tam przynajmniej mogliby przycupnąć na chwilę, zniknąć w murach budynku, schować się przed światem. Było to nie najgorszym pomysłem.
- Przepraszam, mam Twój płaszcz. - Dopiero, kiedy wspomniał o tym, że w środku było ciepło przypomniała sobie, że ma ubrany jego płaszcz, czuła jego ciepło, ale przywykła do tego ciężaru w ciągu tych kilkunastu minut, czy może nawet więcej, wypadało jej z głowy, że okrycie wierzchnie nie należało do niej, mimo, że w nim pływała.
Pokiwała głową, bardzo chętnie, chociaż na chwilę pozbędzie się tych nieszczęsnych butów, nie mogła ich ściągnąć, ziemia była jeszcze zbyt chłodna, żeby poruszać się boso, musiała więc jakoś przetrwać ten czas, poradzić sobie z niewygodnym obuwiem. W kinie będą mogli odsapnąć, tak, to naprawdę był dobry pomysł. Nawet zbytnio nie interesował ją film, który miał być grany, bardziej zależało jej na tym, aby na moment mogli odpocząć.
- Chętnie się ich pozbędę ze stóp, chociaż na chwilę, nie masz nic ważnego do zrobienia? - Zapytała jeszcze, bo przecież mógł mieć coś zaplanowane, na wieczór, na jutro, wcale nie musiał jej zabawiać, nie musiał tu z nią zostać, to nie tak, że tego nie chciała, ale nie miała szansy wcześniej się o to zapytać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control