21.02.2026, 21:35 ✶
Wszyscy są bezpieczni?
Już pierwsze pytanie było trudne, bo nikt z nich nie był bezpieczny – nikt szybko nie będzie. I bo może członkowie samej organizacji przetrwali, ale odnieśli rany na ciałach i na duszach, i na niektórych zostawiło to głębokie rysy. Bo niektórzy w głowach nosili ogień i strach, bo na ścianach ich domów wypalono klątwy. Z murów Warowni ledwo co wyciągnięto kłębiącą się czerń, a ona sama musiała pozwolić, by z jej umysłu wyciągnięto wraz z lękiem przed ogniem parę wspomnień i wciąż czuła się tak, jakby odebrano jej coś ważnego, choć przecież nie był to brak, który powinna naprawdę odczuwać.
– Wszyscy z Zakonu przeżyli, ale kilku naszych przyjaciół ucierpiało – powiedziała. Spalony dom Sproutów i oni sami poranieni, martwa Bulstrode, mnóstwo innych strat. – Tak naprawdę w tej chwili jeszcze skupiamy się w dużej mierze na potrzebujących, ale potem będzie już chodziło o mnie. Mogę przygotować listę, na czym się skupić, chociaż pewnie najskuteczniej pogadać z Norą.
Zawsze traktowała tę trochę jak koordynatorkę tego typu spraw, bo panna Figg w jej oczach była raczej alchemiczką niż cukierniczką, nawet jeśli to w tym drugim rozkręcała biznes… zwłaszcza że nawet do swoich potraw dodawała często krople eliksirów.
– Dora… – zaczęła i zacięła się, a potem jej twarz przybrała na moment zacięty wyraz, nim znów mięśnie rozluźniły się i powróciło fałszywe opanowanie. Nic jej nie jest?
Czuję się, jakby bolała mnie dusza.
– Dora przetrwała, ale w oczach świata powinna pozostać martwa. Ścigają ją niebezpieczni ludzie i podczas Spalonej Nocy ją znaleźli – powiedziała spokojnie. – Kiedy następny raz ją zobaczysz, a myślę, że będzie szczęśliwa mogąc spotkać się z kimś poza wąskim gronem, będzie nosiła inną twarz i przynajmniej parę tygodni nie powinna pokazywać się w magicznym Londynie. Rozmawiałam z nią o zrobieniu zakupów, chcę podziałać nad przygotowaniem dla niej szklarni, pewnie też możecie wybrać się szukać składników do lasu, póki nie ma zimy…
…nie do Kniei, oczywiście. To trochę nie wchodziło w grę. Ale byłoby dla Dory szansą na wyjście i jednocześnie trzymało ją bardzo, bardzo daleko od Borginów.
Już pierwsze pytanie było trudne, bo nikt z nich nie był bezpieczny – nikt szybko nie będzie. I bo może członkowie samej organizacji przetrwali, ale odnieśli rany na ciałach i na duszach, i na niektórych zostawiło to głębokie rysy. Bo niektórzy w głowach nosili ogień i strach, bo na ścianach ich domów wypalono klątwy. Z murów Warowni ledwo co wyciągnięto kłębiącą się czerń, a ona sama musiała pozwolić, by z jej umysłu wyciągnięto wraz z lękiem przed ogniem parę wspomnień i wciąż czuła się tak, jakby odebrano jej coś ważnego, choć przecież nie był to brak, który powinna naprawdę odczuwać.
– Wszyscy z Zakonu przeżyli, ale kilku naszych przyjaciół ucierpiało – powiedziała. Spalony dom Sproutów i oni sami poranieni, martwa Bulstrode, mnóstwo innych strat. – Tak naprawdę w tej chwili jeszcze skupiamy się w dużej mierze na potrzebujących, ale potem będzie już chodziło o mnie. Mogę przygotować listę, na czym się skupić, chociaż pewnie najskuteczniej pogadać z Norą.
Zawsze traktowała tę trochę jak koordynatorkę tego typu spraw, bo panna Figg w jej oczach była raczej alchemiczką niż cukierniczką, nawet jeśli to w tym drugim rozkręcała biznes… zwłaszcza że nawet do swoich potraw dodawała często krople eliksirów.
– Dora… – zaczęła i zacięła się, a potem jej twarz przybrała na moment zacięty wyraz, nim znów mięśnie rozluźniły się i powróciło fałszywe opanowanie. Nic jej nie jest?
Czuję się, jakby bolała mnie dusza.
– Dora przetrwała, ale w oczach świata powinna pozostać martwa. Ścigają ją niebezpieczni ludzie i podczas Spalonej Nocy ją znaleźli – powiedziała spokojnie. – Kiedy następny raz ją zobaczysz, a myślę, że będzie szczęśliwa mogąc spotkać się z kimś poza wąskim gronem, będzie nosiła inną twarz i przynajmniej parę tygodni nie powinna pokazywać się w magicznym Londynie. Rozmawiałam z nią o zrobieniu zakupów, chcę podziałać nad przygotowaniem dla niej szklarni, pewnie też możecie wybrać się szukać składników do lasu, póki nie ma zimy…
…nie do Kniei, oczywiście. To trochę nie wchodziło w grę. Ale byłoby dla Dory szansą na wyjście i jednocześnie trzymało ją bardzo, bardzo daleko od Borginów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.