21.02.2026, 09:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2026, 09:02 przez Christopher Rosier.)
– Nie wytłumaczyłem więc chyba tego dobrze – odparł Christpher łagodnie, bo być może nie znalazł właściwych słów, by opisać, o co mu chodziło: czasem to bywało trudne, bo patrzył na swoje projekty w bardzo specyficzny sposób. – Wiem, że napisałaś do mnie, żeby była zadowolona. – Wszak jak mogłoby być inaczej? Wybrała najlepszego projektanta, jakiego mogła. – Zakładam, że zamówiłaś ją właśnie po to, by ją ucieszyć, poprawić humor, sprawić, żeby lepiej się poczuła. Uznałem, że lepiej odpowiem na tę potrzebę, jeśli nie wezmę twoich pieniędzy, bo będzie wtedy… czymś bardziej różniącym się od tego, co już dostaje od ciebie, a pewnie takich rzeczy jest sporo. Nie że jeżeli po prostu ją kupisz, to nie będzie gest cieszący siostrę – wyjaśnił dokładnie. Chodziło od początku do końca o to, by najlepiej odpowiedzieć na jej życzenie, stojące za zamówieniem na suknie. Victorii nie chodziło przecież tylko o to, że Primrose nie ma ładnych sukien, skoro napisała, że poczuje się lepiej mając własne... a było też dla niego dość jasne, że pewnie kupuje im i inne rzeczy, albo oddaje, skoro spłonęło wszystko. – Napisałem jej zresztą, że wysyłam ją, bo wspomniałaś, że nie ma sukien… Ale jeśli uważasz, że tak będzie lepiej, postaram się przygotować coś jeszcze i wystawić rachunek.
Było to z jego strony pewne ustępstwo, bo Rosier lubił zakładać, że to on wie zawsze najlepiej, przynajmniej gdy szło o ubrania, ale był skłonny przełknąć tę pigułkę, bo w końcu Victoria na pewno znała swoją siostrę lepiej. W innych dziedzinach być może zdawał sobie sprawę ze swoich braków… ale pewnie niekoniecznie we wszystkich.
Nie przeszkadzało mu, że Victoria się zastanawia. Chris lubił wzbudzać uwagę, a przecież z tym wszystkim – Włochami, gondolą, tą restauracją – właśnie o wzbudzenie uwagi chodziło. Jeśli werdykt miałby być niepochlebny, pewnie oburzyłby się bardzo, ale w tej chwili, w swojej pewności siebie, zwyczajnie się takiego nie spodziewał.
– Uważam, że wiele mówiłoby o człowieku jego nie zamówienie, gdyby pojawił się tutaj z Anglii i nie zamówił deseru – oświadczył.
I być może coś jednak o nim zamówienie świadczyło, bo gdy ona poprosiła o tiramisu, dla niego przyniesiona oba – i po prostu zachęcił, by też poczęstowała się zabaglione, puszystym, zimnym kremem, smakującym wanilią z odrobiną nutą wina. Najwyraźniej uznał, że czemu miałby sobie odmawiać, skoro mimo wszystko okazja miała pewnie nie powtórzyć się szybko. Nawet jeśli nie dałby rady zjeść ich do końca.
Gdzieś za oknami powoli zapadła noc, gwieździsta, zupełnie inna od jesiennych, angielskich nocy.
Było to z jego strony pewne ustępstwo, bo Rosier lubił zakładać, że to on wie zawsze najlepiej, przynajmniej gdy szło o ubrania, ale był skłonny przełknąć tę pigułkę, bo w końcu Victoria na pewno znała swoją siostrę lepiej. W innych dziedzinach być może zdawał sobie sprawę ze swoich braków… ale pewnie niekoniecznie we wszystkich.
Nie przeszkadzało mu, że Victoria się zastanawia. Chris lubił wzbudzać uwagę, a przecież z tym wszystkim – Włochami, gondolą, tą restauracją – właśnie o wzbudzenie uwagi chodziło. Jeśli werdykt miałby być niepochlebny, pewnie oburzyłby się bardzo, ale w tej chwili, w swojej pewności siebie, zwyczajnie się takiego nie spodziewał.
– Uważam, że wiele mówiłoby o człowieku jego nie zamówienie, gdyby pojawił się tutaj z Anglii i nie zamówił deseru – oświadczył.
I być może coś jednak o nim zamówienie świadczyło, bo gdy ona poprosiła o tiramisu, dla niego przyniesiona oba – i po prostu zachęcił, by też poczęstowała się zabaglione, puszystym, zimnym kremem, smakującym wanilią z odrobiną nutą wina. Najwyraźniej uznał, że czemu miałby sobie odmawiać, skoro mimo wszystko okazja miała pewnie nie powtórzyć się szybko. Nawet jeśli nie dałby rady zjeść ich do końca.
Gdzieś za oknami powoli zapadła noc, gwieździsta, zupełnie inna od jesiennych, angielskich nocy.