20.02.2026, 16:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2026, 16:15 przez Thomas Figg.)
Popatrzył najpierw na Miles, a potem na Basiliusa i chwilę się nad czymś zastanawiał nim odezwał się z miną znawcy.
- Pojebał im się popiół ze śniegiem, ale już wpisali do karty to co mieli zrobić, usuwać? Przecież to bez sensu - powiedział czekając na zamówiony trunek i kiedy przyszło mu objąć dłonią naczynie ujął je delikatnie jakby na pustyni będąc po raz pierwszy od tygodnia wodę znalazł. Upił łyk delikatnie, w razie żeby się nie oparzyć, gdyby serwowano zbyt gorący trunek. - Cierpkie... - powiedział krzywią się niczym dziecko, które dostało lukrecjowo-anyżowego żelka po raz pierwszy. - Ale dobre takie, nie za słodkie przez to - dodał i popatrzył na Moody, która wyjaśniałą im co też będą tu robić poza piciem i rozmawianiem.
- To już prościej by było, jakbym po prostu zaczął od razu odpowiadać na wasze pytania naprzemiennie - mruknął, ale nie zamierzał nie brać udziału w tej grze, co to to nie.
Wziął kości w ręce i jak to podłapał od marynarzy podczas podróży statkami dmuchnął w zaciśniętą dłoń na szczęście. Coś tam mówili, że kto ma szczęście w grach? Głupi? Chyba tak to szło. Bez zbytniego entuzjazmu, spodziewając się najgorszego możliwego rzutu po prostu wypuścił niedbale kości na blat ich stolika.
Zmarszczył brwi patrząca swoje kości. Zdecydowanie mu się to nie podobało, więc hołdując myśli "albo iść na całość albo do domu", złapał za czwórkę, trójkę i jedynkę, przerzucając ich wynik.
- Pojebał im się popiół ze śniegiem, ale już wpisali do karty to co mieli zrobić, usuwać? Przecież to bez sensu - powiedział czekając na zamówiony trunek i kiedy przyszło mu objąć dłonią naczynie ujął je delikatnie jakby na pustyni będąc po raz pierwszy od tygodnia wodę znalazł. Upił łyk delikatnie, w razie żeby się nie oparzyć, gdyby serwowano zbyt gorący trunek. - Cierpkie... - powiedział krzywią się niczym dziecko, które dostało lukrecjowo-anyżowego żelka po raz pierwszy. - Ale dobre takie, nie za słodkie przez to - dodał i popatrzył na Moody, która wyjaśniałą im co też będą tu robić poza piciem i rozmawianiem.
- To już prościej by było, jakbym po prostu zaczął od razu odpowiadać na wasze pytania naprzemiennie - mruknął, ale nie zamierzał nie brać udziału w tej grze, co to to nie.
Wziął kości w ręce i jak to podłapał od marynarzy podczas podróży statkami dmuchnął w zaciśniętą dłoń na szczęście. Coś tam mówili, że kto ma szczęście w grach? Głupi? Chyba tak to szło. Bez zbytniego entuzjazmu, spodziewając się najgorszego możliwego rzutu po prostu wypuścił niedbale kości na blat ich stolika.
Rzut 1d6 - 6
Rzut 1d6 - 3
Rzut 1d6 - 4
Rzut 1d6 - 1
Rzut 1d6 - 6
Zmarszczył brwi patrząca swoje kości. Zdecydowanie mu się to nie podobało, więc hołdując myśli "albo iść na całość albo do domu", złapał za czwórkę, trójkę i jedynkę, przerzucając ich wynik.
Rzut 1d6 - 5
Rzut 1d6 - 6
Rzut 1d6 - 2