17.02.2026, 12:26 ✶
To, że wyglądał nie najgorzej zawdzięczał zupełnie przypadkowej osobie. I eliksirom, które wyjątkowo szybko zabliźniały jego rany wokół oczu. Na dodatek najwidoczniej urodził się w czepku, bo gdyby tylko ruszył się o milimetr, szkło z witryny, która wybuchła 8 września, wpakowałoby się w jego oczy i tyle byłoby z malowania. Miał naprawdę dużo szczęścia podczas tamtej nocy, coś musiało nad nim czuwać. Czy to była opatrzność? Czy może mityczna Pani Losu, która była tak szczodra, jak kapryśna, i postanowiła po raz kolejny otoczyć Olivera ochronnym parasolem?
- Wiem, ale oni nie mogą o tym wiedzieć. Musisz kreować swój wizerunek, nie? - odpowiedział tak samo konspiracyjnym szeptem, gdy Rita nachyliła się w jego kierunku. Woń perfum kobiety była miłą odmianą po smrodzie spalonych włosów i ciał, który towarzyszył mu przez niemal cały czas, odkąd Londyn zapłonął. - Ładnie pachniesz. Wnioskuję po tym, że łazienka ci nie spłonęła?
Zagadnął, lekko przekrzywiając głowę. Och, nawet nie miał pojęcia, jak bardzo się mylił - jego czcze nadzieje rozwiały się, gdy tylko Rita powiedziała, że jej dom spłonął. Westchnął cicho, bo chyba palnął głupstwo, ale tak już miał, że słowa wypływały z jego ust szybciej niż mózg je rejestrował.
- Wybacz. Nie wiedziałem - próbował się wytłumaczyć, gdy barman przesuwał czysty kieliszek wina w kierunku Rity. - Jebane pajace w szlafrokach i maseczkach upiększających. Pardą maj frencz, ale nie da się inaczej ich nazywać. Mam nadzieję, że jak już wpełzli z powrotem do swoich nor, to nie będą z nich wychodzić przynajmniej do świąt.
Dopił resztkę whisky jednym haustem i gestem znowu przywołał barmana, niemo prosząc o dolewkę. Jego twarz nieco zmarkotniała na kolejne pytanie kobiety.
- Nie wiem. Mógłbym zatrzymać się u siostry, ale z dwojga złego chyba wolę mieszkać z matką. Moja siostra jest walnięta i jestem pewny, że kazałaby mi czyścić kibel szczoteczką do zębów chwilę po tym, jak moja stopa przekroczyłaby próg jej mieszkania - McKinnon podrapał się po boku nosa w zamyśleniu. - Na razie śpię u znajomego. A ty? Macie gdzie się zatrzymać? Jakby co mogę popytać, dyskretnie oczywiście.
Nie byli tu mile widziani, ale na szczęście przez część społeczeństwa. McKinnon wydawał się mieć głęboko w nosie fakt, że Rita była półkrwi - zresztą on sam był pół, więc kim by był, gdyby mu to przeszkadzało? To już nawet nie podpadałoby pod hipokryzję.
- Może Selwyn ma coś na zbyciu, chłopak jest dziany a przy okazji ma wszystkie piąte klepki na swoim miejscu, na pewno by pomógł w razie czego - dobrze, że go znał, chociaż na ten moment nie zdarzyło mu się wykorzystywać jego pozycji i pieniędzy. Głównie dlatego, że Oliver lubił pieniądze, ale znacznie bardziej cenił sobie odpowiednie znajomości.
- Wiem, ale oni nie mogą o tym wiedzieć. Musisz kreować swój wizerunek, nie? - odpowiedział tak samo konspiracyjnym szeptem, gdy Rita nachyliła się w jego kierunku. Woń perfum kobiety była miłą odmianą po smrodzie spalonych włosów i ciał, który towarzyszył mu przez niemal cały czas, odkąd Londyn zapłonął. - Ładnie pachniesz. Wnioskuję po tym, że łazienka ci nie spłonęła?
Zagadnął, lekko przekrzywiając głowę. Och, nawet nie miał pojęcia, jak bardzo się mylił - jego czcze nadzieje rozwiały się, gdy tylko Rita powiedziała, że jej dom spłonął. Westchnął cicho, bo chyba palnął głupstwo, ale tak już miał, że słowa wypływały z jego ust szybciej niż mózg je rejestrował.
- Wybacz. Nie wiedziałem - próbował się wytłumaczyć, gdy barman przesuwał czysty kieliszek wina w kierunku Rity. - Jebane pajace w szlafrokach i maseczkach upiększających. Pardą maj frencz, ale nie da się inaczej ich nazywać. Mam nadzieję, że jak już wpełzli z powrotem do swoich nor, to nie będą z nich wychodzić przynajmniej do świąt.
Dopił resztkę whisky jednym haustem i gestem znowu przywołał barmana, niemo prosząc o dolewkę. Jego twarz nieco zmarkotniała na kolejne pytanie kobiety.
- Nie wiem. Mógłbym zatrzymać się u siostry, ale z dwojga złego chyba wolę mieszkać z matką. Moja siostra jest walnięta i jestem pewny, że kazałaby mi czyścić kibel szczoteczką do zębów chwilę po tym, jak moja stopa przekroczyłaby próg jej mieszkania - McKinnon podrapał się po boku nosa w zamyśleniu. - Na razie śpię u znajomego. A ty? Macie gdzie się zatrzymać? Jakby co mogę popytać, dyskretnie oczywiście.
Nie byli tu mile widziani, ale na szczęście przez część społeczeństwa. McKinnon wydawał się mieć głęboko w nosie fakt, że Rita była półkrwi - zresztą on sam był pół, więc kim by był, gdyby mu to przeszkadzało? To już nawet nie podpadałoby pod hipokryzję.
- Może Selwyn ma coś na zbyciu, chłopak jest dziany a przy okazji ma wszystkie piąte klepki na swoim miejscu, na pewno by pomógł w razie czego - dobrze, że go znał, chociaż na ten moment nie zdarzyło mu się wykorzystywać jego pozycji i pieniędzy. Głównie dlatego, że Oliver lubił pieniądze, ale znacznie bardziej cenił sobie odpowiednie znajomości.