17.02.2026, 10:21 ✶
Zbroje potężne są
Posągi zapewne były mechanizmem ochronnym, i sądząc po tym, jak bardzo pragnęły czule przytulić Jonathana, który wszedł w głąb sali, wcześniej zapewne to one pochwyciły i wsadziły do klatki Cormaca. Może miały łapać intruzów, którzy nie dopatrzyli jakiejś procedury – tak by ci czekali aż pojawią się prawowici właściciele… tyle że tych już nie było, więc w klatce pozostawało czekać na śmierć.
Światło przywołane przez Dorę zawisło przed sufitem i w jego blasku, gdyby ktoś miał czas się rozglądać, mogliby dostrzec, jak Cormac powoli dźwiga się na kolana i chwyta za pręty, zaalarmowany zamieszaniem. Czary Jonathana nie przyniosły wielkiego rezultatu i prawdopodobnie znalazłby się w beznadziejnym położeniu, gdyby nie lina, wyczarowana przez Erika. Jeden z kamiennych wojowników potknął się i upadł, ale drugi przestąpił po prostu nad liną i wyciągnął kamienne ręce ku Selwynowi, chwytając go. Jonathan wciąż jednak trzymał różdżkę – i miał jeszcze sekundy na to, by reagować, zanim zostanie gdzieś porwany przez posąg.
Trzeci wojownik zmierzał ku Dorze i Erikowi. On miał trochę większą drogę do przejścia, a i na jego ścieżce pojawiła się magiczna lina, całkiem mocna: posąg zatrzymał się na moment, szarpiąc się, by ją zerwać, i choć ta napięła się mocniej, i po chwili pękła, ta krótka walka dawała dwójce czarodziejów więcej czasu.
Posągi zapewne były mechanizmem ochronnym, i sądząc po tym, jak bardzo pragnęły czule przytulić Jonathana, który wszedł w głąb sali, wcześniej zapewne to one pochwyciły i wsadziły do klatki Cormaca. Może miały łapać intruzów, którzy nie dopatrzyli jakiejś procedury – tak by ci czekali aż pojawią się prawowici właściciele… tyle że tych już nie było, więc w klatce pozostawało czekać na śmierć.
Światło przywołane przez Dorę zawisło przed sufitem i w jego blasku, gdyby ktoś miał czas się rozglądać, mogliby dostrzec, jak Cormac powoli dźwiga się na kolana i chwyta za pręty, zaalarmowany zamieszaniem. Czary Jonathana nie przyniosły wielkiego rezultatu i prawdopodobnie znalazłby się w beznadziejnym położeniu, gdyby nie lina, wyczarowana przez Erika. Jeden z kamiennych wojowników potknął się i upadł, ale drugi przestąpił po prostu nad liną i wyciągnął kamienne ręce ku Selwynowi, chwytając go. Jonathan wciąż jednak trzymał różdżkę – i miał jeszcze sekundy na to, by reagować, zanim zostanie gdzieś porwany przez posąg.
Trzeci wojownik zmierzał ku Dorze i Erikowi. On miał trochę większą drogę do przejścia, a i na jego ścieżce pojawiła się magiczna lina, całkiem mocna: posąg zatrzymał się na moment, szarpiąc się, by ją zerwać, i choć ta napięła się mocniej, i po chwili pękła, ta krótka walka dawała dwójce czarodziejów więcej czasu.