Tristan miał na uwadze fakt, że jego ukochana Olivia miała problemy zdrowotne po teleportacji. Miał dla niej rozwiązanie na ten problem, lecz było ono mugolskie. Na razie o tym nie rozmawiał z nią, gdyż priorytetem było pierw przygotować dom na zimę. Aby mieli gdzie się schronić i bezpiecznie zamieszkać. Dla siebie także myślał nad rozwiązaniem w postaci opanowania prawa jazdy na pojazdy osobowe. Lecz to już jak będą mieli pieniądze. Również rowery wydawały się być dobrym sposobem na poruszanie się po niemagicznym Londynie. A także dojechaniem z tego miejsca.
Część narzędzi udało mu się odzyskać z mieszkania, które były schowane i nie przesiąkły smrodem. Inne miał pożyczone z pracy. Remontując i naprawiając elementy w domu, jednocześnie uczył mugolskiej pracy Olivię, która z zainteresowaniem wszystkiemu się przyglądała i pomagała. Niektóre słowa narzędzi, musiał zapisywać na kartkach, jeżeli język migowy sprawiał jej trochę problemów. Oboje wciąż się uczyli swoich światów. Ward nawet nie pomyślał, że jeśli odbudują kominek, mogliby przecież podłączyć się do sieci Fiuu. Tylko, czy byłoby to dla nich bezpieczne?
Okolica za oknem była spokojna, a ukochanej jeszcze nie widział. Wrócił zatem do kontynuowania obiadu, którego przygotowania był już w trakcie. Niewiele czasu minęło, a usłyszał głos kojący jego serce. Gdy ona tutaj była, czuł się o wiele spokojniejszy. Nie musiał wtedy zamartwiać się, czy jest bezpieczna i nic po drodze jej nie spotkało. Od razu przerwał mieszanie zupy warzywnej, odkładając miskę, z której wrzucał ziemniaki do garnka.
Uśmiechnął się na usłyszenie jej zameldowania w domu. Jej głos wypełniał ten dom, gdy on nie mógł wydusić swojego. Z uwagą słuchał jej raportu z dnia, odwzajemniając całusa. Cieszył się, że Olivii udało się kupić dla siebie płaszcz zimowy. Jak o tym pomyślał, to także powinien zaopatrzyć w coś na zewnątrz cieplejszego. Jego ostatni płaszcz jesienny, ucierpiał mocno po atakach, a reszta ubrań, choć nie spłonęła, wymagała jakiegoś solidnego wyczyszczenia. Tylko czy zwyczajne pranie zdejmie z nich smród klątwy jego mieszkania? Nie miał kiedy tego próbować. Z drugiej strony, był wysoki. Zdobycie ubrań na swój wzrok mogło być niekiedy wyzwaniem. Tak i teraz miał przecież na sobie znoszony nieco sweter i spodnie.
McVader? Pokręcił głową, że nie miał pojęcia, o kim mowa. Nigdy nie słyszał. A dopiero z ust Oliwii. Z drugiej strony po co im śnieżna kula? Może chciała już na święta coś dekoracyjnego kupić i magicznego? Miałoby to sens. Za długo nie zastanawiał się nad tym, obserwując jak Olivia ubiera płaszcz i go przymierza. Musiał przyznać, że leżał na niej dobrze. Najważniejsze, że nie zmarznie. Zmarszczył brwi, kiedy stwierdziła, że coś ma w kieszeni. Zdziwił się, kiedy na jej dłoni zobaczył jajo. Strukturą, nie przypominało mu jaja kurzego, które znał.
"Kto zostawia jajo w kieszeni?"Zadał pytanie, używając języka migowego. Jeżeli przeleżało sporo czasu, mogło być zepsute. Interesujące, że nie uległo pęknięciu, jeżeli ów płaszcz był czymś przygnieciony. A może nie był?
"Co z tym zrobimy?"
Zadał kolejne pytanie w języku migowym. Jeżeli miało jakiś związek ze światem magicznym, to uznał, że Olivia będzie lepiej wiedziała.