Obserwowała ołtarz, lecz gdy Cathal powiedział jej o krwi na bębnie, odwróciła głowę najpierw na mężczyznę, by po kilku sekundach pauzy wychylić się i przyjrzeć instrumentowi. Plamy faktyczne tam były, a czy krwi? Egipcjanka zrobiła jeden krok, potem drugi, by następnie pochylić się i zatrzymać tak w bezruchu nad bębnem. Ciągle ściskała w dłoni różdżkę i Cathal był właśnie świadkiem czegoś, co robiła akurat niezwykle rzadko (to jest pomijając częstą zamianę oczu w kocie) – bo jej rysy twarzy zmieniły się, skóra zmieniła odcień z kawy z mlekiem w brązoworudy, jak futro kota, w którego się zmieniała, lekko porosło krótkim meszkiem, ale to, co najbardziej się zmieniało, to jej twarz – była teraz czymś pomiędzy ludzką głową, a kocią, nadal wielkości człowieka i wciąż o długich włosach. Guinevere chodziło o to, by zmienić swój nos i zmysł węchu na ten koci, by móc wyczuć wyraźnie zapach przy bębnie, ale nie przemieniać się w całości. Tkwiła tak przez chwilę w tej dość groteskowej postaci, przywodzącej na myśl egipskich bogów, aż się wyprostowała i chwilę później jej twarz wróciła do normalnego, ludzkiego wyglądu.
– Taaak… To jest krew – potwierdziła. – Myślisz, że zaklęcie utrzymywałoby się tak długo? Mówiłeś, że słyszałeś to kilka dni temu, tak? No i dzisiaj – przeznaczenie tej piwniczki, ołtarza i poplamionego krwią bębna było absolutną zagadką, która – wiedziała, że tak będzie – nie da jej w najbliższym czasie spokoju.
– Hmm, na pewno nie z Egiptu – ale to było dość jasne, to zupełnie nie był tego typu krąg kulturowy. Ale Afryka była ogromna, zwłaszcza w porównaniu do takiej Anglii. – Może coś z Kenii, tam jest trochę różnych plemion. Mieliśmy trochę o takich rytualnych bębnach na zajęciach z wiedzy o duchach, ale wiesz, to było dwadzieścia lat temu. Jamil mógłby ci tu powiedzieć znacznie więcej niż ja – w końcu to tym zarabiał na życie: wywoływaniem duchów. Ale prawdą było, że w Uagadou na pierwszych dwóch latach nauki kładziono nacisk na te wszystkie spirytystyczne rzeczy i Ginny też się tego uczyła, tyle, ze jej pamięć była niestety zawodna. – Czekaj, może coś mam ze sobą – sięgnęła dłonią do paska, do którego przywiązany miała mały, bardzo niepozorny woreczek, który wylosowała z tej dziwnej loterii podczas Lammas. Ale woreczek wykonany ze skóry wsiąkiewki okazywał się być niezwykle wręcz przydatny, bo mogła tam pomieścić nieco rzeczy, a i tak tylko ona mogła je wyciągnąć. Nie była jednak pewna tego, czy przypadkiem nie wyciągnęła tych przyborów. Była pewna, że ma tam ołówek i notes – bo z nimi się ostatnio nie rozstawała, ale czy coś jeszcze? Wsadziła rękę do woreczka i po chwili macania w nim mogła tylko wzruszyć ramionami. – Mam notes, ołówek i pędzel, ale to by było na tyle – czyli niewiele i samo w sobie nie bardzo przydatne Znaczy mogli pomierzyć rzeczy ołówkiem czy notesem – zapisać ilość długości tych przedmiotów i potem to odnieść do bardziej precyzyjnych narzędzi, notes mógł posłużyć też do tego, żeby przenieść jakieś próbki, ale skoro mogli wziąć z góry lepsze narzędzia…