09.02.2026, 11:51 ✶
Było w tym coś ironicznego, bo ogień i popiół spalonej nocy miały więcej niż konsekwencji niż te związane z utratą dobytku, bliskich albo z ranami, jakie odnosili ludzie. Tamtej nocy ostatecznie zakończyła się relacja Nory i Sama, i pewnie nie tylko ich. A najwyraźniej innych, takich jak Ambroise i Geraldine, skłoniła do podjęcia radykalnych decyzji w zupełnie inną stronę.
– Cóż, Jennifer Yaxley przynajmniej na pewno jest zadowolona. Od dawna chciała, żeby któreś z dzieci się ustatkowało. – Miała ich aż czwórkę… nie, zaraz. Miała ich trójkę. Brenna pokręciła głową, próbując odegnać niechciane wspomnienia.
Kolejny skutek wojny.
Tak często nie wiedziała, że może ufać własnej głowie. Może i Thoran nie pojawił się tutaj przez Voldemorta, ale Brenna wcale nie była pewna, czy to nie miało jakiegoś związku, a nawet jeśli, to znacznie łatwiej byłoby się z tym uporać bez śmierciożerców na każdym rogu.
– Zimą zresztą spodziewam się kolejnego wesela, mojej podopiecznej z pracy – dodała, bardzo próbując NIE myśleć o tym, że może do tej zimy wcale nie dotrwają. Usiłowała zachować optymizm, ale choć z wierzchu, dla innych, przychodziło jej to bez trudu, to w środku bywało z tym ciężko. – Wiem, że masz, ale takie prace jednak wymagają sporo zaangażowania, a musisz przecież zaopatrzyć cukiernię… ale przygotujemy coś wiesz, u mnie, w którymś budynku, myślę, że i tak będzie potrzeba dwóch miejsc. W Warowni zobaczymy, co da się zrobić.
Dora miała tam swoją pracownię, ale cóż, poszła z dymem, tak jak większość pomieszczeń. I chociaż Brenna nie wątpiła w wyposażenie w kuchni Nory, to jednak wciąż trzeba było przygotowywać tam też specjały do kawiarni, a i dziewczyny nie mogły tkwić na zapleczu cały czas, gdy tutaj byli klienci, nie wspominając o tym, że niektóre eksperymenty groziły choćby wybuchem, więc jakiś odosobniony kąt na te bardziej niebezpieczne próby też mógłby się przydać…
Brenna pochyliła się nieco nad stolikiem, i zmieniła temat: opowiadając tym razem Norze o zaginięciu wujka Yakshiera, o tym, że przypadkiem napiła się bimbru Geralda i jakąś bzdurną historyjkę o znajomym z pracy, sama też wypytując Norę, co u niej. Nie mogła może zostać tu długo, ale chciała choć te pół godziny spędzić po prostu na rozmowie – opowiadając i słuchając wszystkiego, o czym chciałaby opowiedzieć Figgówna.
– Cóż, Jennifer Yaxley przynajmniej na pewno jest zadowolona. Od dawna chciała, żeby któreś z dzieci się ustatkowało. – Miała ich aż czwórkę… nie, zaraz. Miała ich trójkę. Brenna pokręciła głową, próbując odegnać niechciane wspomnienia.
Kolejny skutek wojny.
Tak często nie wiedziała, że może ufać własnej głowie. Może i Thoran nie pojawił się tutaj przez Voldemorta, ale Brenna wcale nie była pewna, czy to nie miało jakiegoś związku, a nawet jeśli, to znacznie łatwiej byłoby się z tym uporać bez śmierciożerców na każdym rogu.
– Zimą zresztą spodziewam się kolejnego wesela, mojej podopiecznej z pracy – dodała, bardzo próbując NIE myśleć o tym, że może do tej zimy wcale nie dotrwają. Usiłowała zachować optymizm, ale choć z wierzchu, dla innych, przychodziło jej to bez trudu, to w środku bywało z tym ciężko. – Wiem, że masz, ale takie prace jednak wymagają sporo zaangażowania, a musisz przecież zaopatrzyć cukiernię… ale przygotujemy coś wiesz, u mnie, w którymś budynku, myślę, że i tak będzie potrzeba dwóch miejsc. W Warowni zobaczymy, co da się zrobić.
Dora miała tam swoją pracownię, ale cóż, poszła z dymem, tak jak większość pomieszczeń. I chociaż Brenna nie wątpiła w wyposażenie w kuchni Nory, to jednak wciąż trzeba było przygotowywać tam też specjały do kawiarni, a i dziewczyny nie mogły tkwić na zapleczu cały czas, gdy tutaj byli klienci, nie wspominając o tym, że niektóre eksperymenty groziły choćby wybuchem, więc jakiś odosobniony kąt na te bardziej niebezpieczne próby też mógłby się przydać…
Brenna pochyliła się nieco nad stolikiem, i zmieniła temat: opowiadając tym razem Norze o zaginięciu wujka Yakshiera, o tym, że przypadkiem napiła się bimbru Geralda i jakąś bzdurną historyjkę o znajomym z pracy, sama też wypytując Norę, co u niej. Nie mogła może zostać tu długo, ale chciała choć te pół godziny spędzić po prostu na rozmowie – opowiadając i słuchając wszystkiego, o czym chciałaby opowiedzieć Figgówna.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.