08.02.2026, 23:24 ✶
Wzdrygnęła się, gdy Lyssa zaczęła szlochać. Na miejscu dziewczyny raczej potraktowałaby słowa uzdrowiciela uspokajająco, ale najwyraźniej młodsza Dolohovówna miała gorsze skojarzenia (i skłonność do dramatyzowania). Lecz czy można było ją winić? Dzisiejsza noc pełna była tragicznych wydarzeń, więc nie można było odrzucać nawet najczarniejszych scenariuszy. Możliwe, że Śmierciożercy oznaczali w ten sposób osoby, od których mieli się trzymać z daleka. W takim wypadku Lana wolałaby sama teraz użerać się z niezmywalną cieczą.
Szczęśliwie uzdrowiciel ewidentnie starał się uspokoić Lyssę; zapewne miał spore doświadczenie w obchodzeniu się z rozhisteryzowanymi pacjentami.
– Cóż... – musiała się zastanowić nad odpowiedzią na pytanie mężczyzny. Z jakiegoś powodu niedawne wydarzenia wydawały jej się odległe i nie mogła określić, ile czasu minęło od kiedy dym wypełnił jej płuca. – Ciężko mi stwierdzić. Chyba parę godzin temu? Zaczęło się jakoś niedługo po pierwszych pożarach. Ogień wdarł się do naszego mieszkania więc wyszłam, na korytarz, żeby sprawdzić co z mamą... Jednak nie udało mi się, bo dym był wszędzie. Potem... – w tym momencie znowu zaczęła kasłać. – P-przepraszam. Potem udało mi się wyskoczyć z balkonu z pomocą jakiejś pani i wróciłyśmy do mieszkania, żeby uratować mamę ale... Ale wszystko stało w ogniu. – łzy napłynęły jej do oczu, lecz opowiadała dalej. – Potem ta pani zabrała mnie tutaj. Leciałyśmy na miotle więc pewnie wtedy też nawdychałąm się dymu. – podczas całej wypowiedzi wpatrywała się w mężczyznę nieobecnym wzrokiem. Tak jakby samo opowiadanie o tych zdarzeniach sprawiało, że nachodziły ją wspomnienia. – Tak, trochę. Najbardziej podczas kaszlu...
Szczęśliwie uzdrowiciel ewidentnie starał się uspokoić Lyssę; zapewne miał spore doświadczenie w obchodzeniu się z rozhisteryzowanymi pacjentami.
– Cóż... – musiała się zastanowić nad odpowiedzią na pytanie mężczyzny. Z jakiegoś powodu niedawne wydarzenia wydawały jej się odległe i nie mogła określić, ile czasu minęło od kiedy dym wypełnił jej płuca. – Ciężko mi stwierdzić. Chyba parę godzin temu? Zaczęło się jakoś niedługo po pierwszych pożarach. Ogień wdarł się do naszego mieszkania więc wyszłam, na korytarz, żeby sprawdzić co z mamą... Jednak nie udało mi się, bo dym był wszędzie. Potem... – w tym momencie znowu zaczęła kasłać. – P-przepraszam. Potem udało mi się wyskoczyć z balkonu z pomocą jakiejś pani i wróciłyśmy do mieszkania, żeby uratować mamę ale... Ale wszystko stało w ogniu. – łzy napłynęły jej do oczu, lecz opowiadała dalej. – Potem ta pani zabrała mnie tutaj. Leciałyśmy na miotle więc pewnie wtedy też nawdychałąm się dymu. – podczas całej wypowiedzi wpatrywała się w mężczyznę nieobecnym wzrokiem. Tak jakby samo opowiadanie o tych zdarzeniach sprawiało, że nachodziły ją wspomnienia. – Tak, trochę. Najbardziej podczas kaszlu...
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.