06.02.2026, 13:29 ✶
– Potrzeba by do tego współpracy z jakimś rzemieślnikiem, więc to nie plan na jesień… ale może na zimę, gdy większość robot staje, a wcześniej przygotować koncept i projekty? – powiedziała, wciąż pogodnie, i próbując nie dopuścić, aby te nieprzyjemne myśli, które mogłyby położyć projekt z miejsca, wypłynęły na powierzchnię.
Że to musiało poczekać, bo teraz rzemieślnicy byli zbyt zajęci ważniejszymi naprawami.
Że zimą może być jeszcze gorzej: że Spalona Noc albo coś gorszego może się powtórzyć.
Że gdyby nie to, że w ogniu spłonęła i relacja Sama i Nory, mogliby pracować nad tym razem, i że Sam pewnie byłby zachwycony ideą figurek z magicznymi stworzeniami, które mogłyby przy okazji edukować dzieci.
– Czyli łatwo o pufka albo nieśmiałka, trudno o hipogryfa, ciężko znaleźć testrala, a smoki i bazyliszki to już raz na sto jaj – stwierdziła, siadając naprzeciwko Dory i przez chwilę spoglądając nie na nią, a ku kominkowi, gdzie w żarze spoczywało czarne jajo, z którego wykluje się ptak o roziskrzonych skrzydłach. – Tak myślisz? Znaczy wiesz, średnio się znam na organizacji akurat czegoś takiego, wydało mi się po prostu, że poddasze będzie lepsze niż trzymanie w pokojach. Moglibyśmy zawsze wyciszyć pomieszczenie, kładąc coś na podłogi albo stosując zaklęcia… – powiedziała, z pewnym namysłem. – Ale skoro mamy remontować szklarnię, można pomyśleć o czymś i tam…
Dora ostatecznie znała się na zwierzętach znacznie lepiej niż Brenna. Tak czy inaczej wolałaby pozbyć się złośliwego poltergeista, problematyczny był jednak fakt, że wolała nie sprowadzać do Księżycowego Stawu egzorcysty – nawet Sebastiana. Tajemnica znana zbyt wielu ludziom przestawała być sekretem, i za łatwo mogła roznieść się dalej, nawet nie ze złej woli, a nieostrożności czy źle ulokowanego zaufania.
– A poza tym jak minął ci dzień? – spytała, sięgając po herbatę, i tak spędziły kilka minut na tym słodkim podwieczorko – kolacji, zanim obie zabrały się do pracy, by przywrócić kolejne pomieszczenia do stanu, który umożliwiał zamieszkanie.
Że to musiało poczekać, bo teraz rzemieślnicy byli zbyt zajęci ważniejszymi naprawami.
Że zimą może być jeszcze gorzej: że Spalona Noc albo coś gorszego może się powtórzyć.
Że gdyby nie to, że w ogniu spłonęła i relacja Sama i Nory, mogliby pracować nad tym razem, i że Sam pewnie byłby zachwycony ideą figurek z magicznymi stworzeniami, które mogłyby przy okazji edukować dzieci.
– Czyli łatwo o pufka albo nieśmiałka, trudno o hipogryfa, ciężko znaleźć testrala, a smoki i bazyliszki to już raz na sto jaj – stwierdziła, siadając naprzeciwko Dory i przez chwilę spoglądając nie na nią, a ku kominkowi, gdzie w żarze spoczywało czarne jajo, z którego wykluje się ptak o roziskrzonych skrzydłach. – Tak myślisz? Znaczy wiesz, średnio się znam na organizacji akurat czegoś takiego, wydało mi się po prostu, że poddasze będzie lepsze niż trzymanie w pokojach. Moglibyśmy zawsze wyciszyć pomieszczenie, kładąc coś na podłogi albo stosując zaklęcia… – powiedziała, z pewnym namysłem. – Ale skoro mamy remontować szklarnię, można pomyśleć o czymś i tam…
Dora ostatecznie znała się na zwierzętach znacznie lepiej niż Brenna. Tak czy inaczej wolałaby pozbyć się złośliwego poltergeista, problematyczny był jednak fakt, że wolała nie sprowadzać do Księżycowego Stawu egzorcysty – nawet Sebastiana. Tajemnica znana zbyt wielu ludziom przestawała być sekretem, i za łatwo mogła roznieść się dalej, nawet nie ze złej woli, a nieostrożności czy źle ulokowanego zaufania.
– A poza tym jak minął ci dzień? – spytała, sięgając po herbatę, i tak spędziły kilka minut na tym słodkim podwieczorko – kolacji, zanim obie zabrały się do pracy, by przywrócić kolejne pomieszczenia do stanu, który umożliwiał zamieszkanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.