– Czy Niewymowni w ogóle oszaleli na jakimkolwiek punkcie… – mruknęła cicho i wzruszyła ramionami, bo i owszem, po Beltane w ich świecie znalazło się mnóstwo dziwacznych zagadnień wprost idealnych dla Niewymownych, ale… czy w ogóle się nimi zajmowali? To wiedzieli chyba tylko oni sami.
– Wiem, że to strasznie głupie – powiedziała po chwili. – W sensie, że to brzmi jakby to była dla mnie najważniejsza rzecz pod słońcem, a to… niby tylko twarz, która kiedyś mi się pomarszczy – może i tylko twarz, ale która kobieta nie chciała się podobać? I to zwłaszcza komuś, kto podobał się jej? Było w tym coś próżnego, jakby ta uroda ją definiowała, albo jakby czegoś było jej brak, bo druga strona nie umiała tego należycie zauważyć. Prawda była jednak taka, że Victoria sama z siebie aż tak bardzo na urodę drugiej osoby nie zwracała uwagi, nie komentowała i nie krzywiła się, jeśli widziała kogoś nieatrakcyjnego. Dla niej, w pierwszej kolejności, liczyła się inteligencja – czy to emocjonalna, czy ta analityczna. Zwracała uwagę na swoją twarz w tym konkretnym przypadku dlatego, że wiedziała i widziała jak Sauriel flirtował z innymi… ale nie z nią, naturalnie więc w pewnym momencie zaczęła poszukiwać w sobie jakichś braków.
– Wiem, że to nie z blondynkami przegrałam… Bo ostatnie, czego się po nim spodziewam to to, żeby pognał do innej – raczej nie. Raczej powiedziałaby, że Sauriel wybrał drogę i życia całkowitego samotnika, który nie potrzebuje u swego boku drugiej połówki. Pokiwała przy tym głową, bo to był fakt: to z pragnieniem wolności przegrała, z wolnością, która tak całkowicie wcale nie istniała, a sama Victoria nigdy nawet nie chciała mu jej zabierać czy ograniczać. – Będzie. Kiedyś, prędzej czy później – przyznała, nadal zapatrzona w morze. – Przekonałam się po prostu w prawdziwości tego, że czasami, gdy nam na kimś zależy, trzeba pozwolić mu odejść. Nawet, jeżeli to boli. Bardziej zależało mi na tym, żeby on był szczęśliwy, niż żeby mieć coś egoistycznie dla siebie – dodała po chwili i dopiła zawartość szklanki, krzywiąc się na to ponownie. – Będzie łatwiej. Z każdym dniem jest łatwiej. W końcu przejdzie i będzie tylko wspomnieniem – wampir nim będzie i ból też nim będzie. Bolało tym bardziej, że Victoria wcześniej w nikim się nie zakochała, to była ta pierwsza, bardzo nieudana miłość, która ewidentnie była jak ten pierwszy naleśnik: do wyrzucenia. Victoria nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby Sauriel nagle się pojawił znowu i ponownie mieszał jej w głowie. Chciała wierzyć w to, że powiedziałaby mu, żeby się przestał bawić jej uczuciami – to byłby idealny scenariusz, a rzeczywistość? Tej nie potrafiła odgadnąć, więc rzeczywiście lepiej, że wyjechał. Może sam czuł, że inaczej nic z tego nie będzie…
– Brenn… A ty jak się czujesz? – zapytała w końcu, obróciwszy lekko głowę w stronę. – Czytałam tamten artykuł… o twojej rodzinie – ale nie chciała zawracać o to Brennie głowy od samego początku, dając jej czas i tak dalej. Teraz za to, skoro były tutaj i mogły pogadać o tych prywatnych rzeczach, wydawał się to być odpowiedni moment.