28.01.2026, 09:55 ✶
Twarz Charlotte natychmiast się wygładziła, może z powodu komplementu, może odruchowo, na myśl, że faktycznie dorobi się zmarszczek mimicznych. Odpowiedzieć już nie zdążyła, zajęta próbami pochwycenia oddechu.
– Ktoś musiał go dręczyć – oceniła, spoglądając na popiskującego psa nieco krzywo, trudno powiedzieć, czy zirytowana zamieszaniem, jakie robił, czy może raczej myślą o tym, że zanim rzucił się z mostku i został adoptowany, źle go traktowano. A potem, słuchając opowieści Jaspera, sięgnęła najpierw po jedno ciasteczko, potem po drugie, a potem wstała i nalała sobie odrobinę whiskey, tak dla uspokojenia.
– Nie, nie miałam okazji go spotkać. – Chociaż specjalnie na to spotkanie zamówiła czosnek, który niestety spłonął wraz z ich mieszkaniem, oraz poręczny, posrebrzany toporek, który na szczęście ocalał, bo Charlotte miała go tamtego wieczora w swojej bardzo ciężkiej torebce. W końcu pracowała do późna. – Wiedziałam, że przyjaźnił się z nim kiedyś. I że jego dawny przyjaciel miał ochotę przemienić go w wampira.
Oraz ich wszystkich zamordować, bo uważał, że Morpheus, Anthony, ona i dzieci stoją na drodze do udzielenia zgody. Czy Charlotte mogła mu naprawdę mieć to za złe, skoro sama planowała zamordować jego? Pewnie nie. Czy by ją to powstrzymało…? Ani trochę.
– Co to za świat, że trupy wchodzą sobie do domów i szukają alkoholi – westchnęła, rozsiadając się wygodniej. Początkowy gniew i gotowość do zamordowania nie tylko Gabriela, ale i Jonathana, przygasł odrobinę, na informację, że przynajmniej nie przedstawiał jej syna morderczemu wampirowi z premedytacją. Nie oznaczało to, że to wszystko się jej podobało, ale Jessie faktycznie ochronił swojego chrzestnego przed całą falą wyjców, wysyłanych jeden za drugim, tak dla lepszego efektu. – Ten… ta osoba jest wyjątkowo niebezpieczna. Nie żeby mnie zdumiewało, że Jonathan kpi sobie z bezpieczeństwa, choć doprawdy nie rozumiem, co skłania go do odnawiania przyjaźni z kimś, kto…
Zawahała się.
Kto jest gotów do morderstwa?
Jakby nie było, sama też była gotowa do morderstwa.
- …kto właściwie jest martwy i był już wobec niego agresywny. Unikaj go, Jasperze. Wampiry są nie tylko niebezpieczne. Tak stare jak ten zabicie kogoś przypadkiem traktują jak pozbycie się natrętnej muchy. – O, tu była różnica, ona na pewno nie zabiłaby nikogo przypadkiem. Jeśli już, to z pełną premedytacją i nie byle kogo, ot tak, bo mogła!
– Ktoś musiał go dręczyć – oceniła, spoglądając na popiskującego psa nieco krzywo, trudno powiedzieć, czy zirytowana zamieszaniem, jakie robił, czy może raczej myślą o tym, że zanim rzucił się z mostku i został adoptowany, źle go traktowano. A potem, słuchając opowieści Jaspera, sięgnęła najpierw po jedno ciasteczko, potem po drugie, a potem wstała i nalała sobie odrobinę whiskey, tak dla uspokojenia.
– Nie, nie miałam okazji go spotkać. – Chociaż specjalnie na to spotkanie zamówiła czosnek, który niestety spłonął wraz z ich mieszkaniem, oraz poręczny, posrebrzany toporek, który na szczęście ocalał, bo Charlotte miała go tamtego wieczora w swojej bardzo ciężkiej torebce. W końcu pracowała do późna. – Wiedziałam, że przyjaźnił się z nim kiedyś. I że jego dawny przyjaciel miał ochotę przemienić go w wampira.
Oraz ich wszystkich zamordować, bo uważał, że Morpheus, Anthony, ona i dzieci stoją na drodze do udzielenia zgody. Czy Charlotte mogła mu naprawdę mieć to za złe, skoro sama planowała zamordować jego? Pewnie nie. Czy by ją to powstrzymało…? Ani trochę.
– Co to za świat, że trupy wchodzą sobie do domów i szukają alkoholi – westchnęła, rozsiadając się wygodniej. Początkowy gniew i gotowość do zamordowania nie tylko Gabriela, ale i Jonathana, przygasł odrobinę, na informację, że przynajmniej nie przedstawiał jej syna morderczemu wampirowi z premedytacją. Nie oznaczało to, że to wszystko się jej podobało, ale Jessie faktycznie ochronił swojego chrzestnego przed całą falą wyjców, wysyłanych jeden za drugim, tak dla lepszego efektu. – Ten… ta osoba jest wyjątkowo niebezpieczna. Nie żeby mnie zdumiewało, że Jonathan kpi sobie z bezpieczeństwa, choć doprawdy nie rozumiem, co skłania go do odnawiania przyjaźni z kimś, kto…
Zawahała się.
Kto jest gotów do morderstwa?
Jakby nie było, sama też była gotowa do morderstwa.
- …kto właściwie jest martwy i był już wobec niego agresywny. Unikaj go, Jasperze. Wampiry są nie tylko niebezpieczne. Tak stare jak ten zabicie kogoś przypadkiem traktują jak pozbycie się natrętnej muchy. – O, tu była różnica, ona na pewno nie zabiłaby nikogo przypadkiem. Jeśli już, to z pełną premedytacją i nie byle kogo, ot tak, bo mogła!