27.01.2026, 14:36 ✶
Gdy Louvain zabrał głos, uniósł na niego wzrok. Loretta... Dawno nie miał od niej żadnych wieści ale nie narzucał się jej - wiedział, jaka była, a plotki o ślubie zbywał milczeniem, tak jak teraz zbył oświadczenie kuzyna. Fakt, że wyjechała do Francji, niezbyt go zdziwił. Czysta karta, nowy start: nic zaskakującego w przypadku wolnego ducha, jakim była Loretta Lestrange. Jedynie skrzywił się nieznacznie na przypomnienie o nieszczęsnym ślubie, a raczej plotkach które wokół niego krążyły.
- Mulciberowie staczają się na dno jeszcze bardziej - to był jedyny komentarz, który wygłosił na ten temat. Cichym, ostrym jak brzytwa głosem, beznamiętnym i niewykazującym żadnych emocji, tak jakby ich wcale nie posiadał. Wrócił do swojego talerza, jakby był dużo bardziej interesujący niż jakikolwiek Mulciber na tym świecie. Pogrzeb Roberta, wcześniej te pieprzone świeczki, następnie ucieczka Charlesa... Dobrze, że przynajmniej Alexander jeszcze był jakąś stałą w tej układance.
Zjadł warzywo, a potem kolejne. Laurence wspomniał o różach, lecz on sam się tym nie zainteresował. Także otrzymał list, lecz jego umiejętności z zakresu zielarstwa pozwalały mu jeno na stwierdzenie, czy coś jest martwe, czy żywe. Nie znał się na roślinach i nie było to żadną tajemnicą: wolał grzebać w ludzkich umysłach i organach, niż w zielsku. Wiedział jednak, że Victoria miała ogromną wiedzę na ten temat, dlatego też odruchowo przeniósł na nią wzrok. Na Williama i jego żonę wolał nie spoglądać, obawiając się trochę, że przepłoszy kuzyna, a jego żonę rozsierdzi samym swoim wzrokiem. Nie znał jej, ale wiedział o niej wystarczająco dużo, by wiedzieć, że lepiej było zostawić ją w spokoju i dawać jej grać przykładną żonkę typa, który ukrywa się wiecznie w piwnicy.